"Uważam, że nie możemy żyć w świecie narracji, musimy żyć w świecie rzeczywistości" - mówi w wywiadzie dla tygodnika "Sieci" prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska. "Antagonizowanie ludzi odbieram jako rodzaj gry. Często ten „zwykły człowiek” jest w nią po prostu wciągany" - zauważa.

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska / Jakub Kaczmarczyk /PAP

Zawsze mnie to denerwowało, gdy publicznie ludzie potrafili się ostro i bezpardonowo konfliktować, po czym, gdy gasły kamery, zaczynali miło z sobą gawędzić. Dla mnie to zupełnie niewyobrażalne - mówi Julia Przyłębska w rozmowie z tygodnikiem "Sieci". Jeśli już oceniam kogoś negatywnie, to oczywiście nie odczuwam wobec niego nienawiści, ale moja ocena się przecież nie zmienia. Nie mam dwóch różnych ocen - prywatnej i publicznej - dla ludzi, których odbieram negatywnie. Nie mogłabym się przyjaźnić z człowiekiem, który działa i funkcjonuje w sposób całkowicie sprzeczny z moimi zasadami - tłumaczy. 

Antagonizowanie ludzi odbieram jako rodzaj gry. Często ten "zwykły człowiek" jest w nią po prostu wciągany. Na przykład demonstruje w obronie demokracji, a zapytany nie potrafi powiedzieć ani słowa o tym, w jaki sposób jest ona łamana - zauważa prezes TK. To klasyczny mechanizm manipulacyjny, który jest konsekwencją filozofii postmodernistycznej. Mówi ona o tworzeniu świata złożonego z narracji, która zaczyna funkcjonować i stawać się faktem - wyjaśnia. 


Więcej w najnowszym numerze tygodnika "Sieci". 

(mn)