Policja ma już pierwsze zeznania na temat "wjazdu" kiboli do sali gimnastycznej w mysłowickiej dzielnicy Wesoła - nieoficjalnie dowiedział się reporter RMF FM Piotr Glinkowski. Sprawą czwartkowej napaści zajęła się też prokuratura. Naszemu reporterowi udało się porozmawiać z jednym z poturbowanych. Chłopak ma obrażenia głowy, złamaną rękę i stłuczenia. Mówi jednak, że... nie było tak źle.

Ten kibolski "wjazd "na salę gimnastyczną w mysłowickiej szkole musiał być dokładnie zaplanowany - twierdzi w rozmowie z reporterem RMF FM Marcinem Buczkiem, młody mężczyzna, który trenuje kickboxing w stowarzyszeniu Sparta. To członkowie tej grupy zostali wczoraj wieczorem zaatakowani... czytaj więcej

Zobacz, jak teraz wygląda miejsce dramatycznych wydarzeń

Zobacz film nagrany tuż po zajściu, który otrzymaliśmy na Gorącą Linię RMF FM.

Dochodzenie w sprawie czwartkowych wydarzeń ma być prowadzone dwutorowo. Prokuratorzy z urzędu zajęli się zniszczonymi samochodami, czyli naruszonym mieniem, i pobiciem. Niezależnie od ich działań śledztwo w tej sprawie prowadzi policja.

Jak nieoficjalnie dowiedział się reporter RMF FM, funkcjonariusze mają już pierwsze zeznania. Dla dobra śledztwa nie chcą jednak ujawniać żadnych szczegółów. Przyznają jedynie, że w tej chwili są znacznie bliżej ustalenia sprawców napaści niż w piątek rano, gdy o bandytach niczego nie wiedziano.

W piątek trwały przesłuchania świadków zdarzenia i rannych w zajściu. Policjanci zbierali informacje także od mieszkańców pobliskich domów.

Cały materiał dowodowy zebrany przez policję jest na bieżąco przekazywany prokuraturze.

Funkcjonariusze w Mysłowicach ustalili, że w szkole pobili się pseudokibice dwóch piłkarskich drużyn - Ruchu Chorzów i GKS Katowice. Policja zaznacza, że to, co wydarzyło się w szkole, to dokładnie zaplanowany "wjazd". Awanturę wszczęła grupa zamaskowanych młodych ludzi, którzy z kijami bejsbolowymi wkroczyli wieczorem na trening. Kilkanaście osób zostało poturbowanych. Żadna z nich na razie nie chce jednak zeznawać.

Jak dotąd policji nie udało się zatrzymać ani jednego z chuliganów. Za udział w bójce lub pobiciu z użyciem niebezpiecznego narzędzia grozi do 8 lat więzienia.

Ma złamaną rękę, obrażenia głowy, stłuczenia: "Nie było tak źle"

Z poturbowanym 20-latkiem rozmawiał Piotr Glinkowski

Jeden z dwóch mężczyzn najpoważniej rannych w czwartkowej burdzie w Mysłowicach został wypisany do domu. W szpitalu przebywa jeszcze jeden uczestnik treningu kickboxingu, na który wpadła grupa uzbrojonych chuliganów. Nasz reporter Piotr Glinkowski rozmawiał z rannym 20-latkiem. Chłopak nie chce jednak mówić o tym, co się stało.

Gdy nasz reporter pojawił się w sali, w której leży poszkodowany 20-latek, opuszczali ją właśnie jego koledzy. Oni także nie mieli nic na ten temat do powiedzenia. Wszystkich paraliżuje strach lub powstrzymuje kibicowska duma. 20-latek stwierdził jedynie, że wkrótce chce opuścić szpital. Jego zdaniem, nie było tak źle. Chłopak ma obrażenia głowy, złamaną rękę i stłuczone podudzie. Lekarze twierdzą, że ta napaść mogła być zdecydowanie bardziej niebezpieczna w skutkach.

Zobacz również

Policja: W szkole w Mysłowicach doszło do porachunków pseudokibiców

Pobici w Mysłowicach odmawiają składania zeznań