"Mógł planować zbrodnię, ale nagłego konfliktu też nie można tu wykluczyć" - tak zabójstwo dokonane rzekomo przez Kajetana Poznańskiego ocenia Bogdan Lach, który przez lata przygotowywał dla policji portrety psychologiczne przestępców. Jego zdaniem zabójca kobiety z Warszawy będzie zacierał teraz ślady. I nadal jest niebezpieczny.

Blok przy ulicy Potockiej 60 w Warszawie - to tam znaleziono ciało zamordowanej kobiety /Leszek Szymański /PAP

Marcin Buczek: Zafascynowanie śmiercią miało wpływ na to, co zrobił Kajetan Poznański?

Bogdan Lach: Myślę, że tak. Osoby, które planują dokonać zabójstwa, zwykle zbierają informacje, czytają różnoraką literaturę, a z tego co dziś wiemy, jest to osoba, która jest oczytana, która posiada informacje z różnych dziedzin nauki, więc jest to całkiem prawdopodobne.

Jest dalej niebezpieczny? Może kolejny raz zaatakować?

Patrząc na kwestię jego zainteresowań, jak i sposobu bycia, sposobu zachowania się po zabójstwie - jest to całkiem możliwe.

A to, co zrobił po zbrodni?

Myślę, że te emocje, ta rozmowa z taksówkarzem, w której wskazał, że wiezie ze sobą zabitego dzika, mogą wskazywać na to, że sprawca ten potrafi zachować zimną krew i potrafi się w różnych sytuacjach odnaleźć, dlatego jego działania, które wiążą się z pojawieniem w różnych miejscach, mogą mieć charakter tzw. inscenizacji, czyli pozorowania pewnej drogi, którą obierze, a w rezultacie ta droga może zupełnie inaczej wyglądać, jak wskazują na to zachowania, choćby i związane z pojawieniem się na lotnisku.

Idąc do tej kobiety, szedł z nastawieniem, że może ją zabić akurat w tym dniu?

Trudno powiedzieć. Jeśliby przyjąć, że fantazja, że "kogoś muszę zabić, muszę go doprowadzić do takiej sytuacji, że będzie mi podległy" od dawien dawna funkcjonowała - bo z kawałkowaniem ciał wiążą się również i tortury, które sprawcy zadają ofiarom - to tak. Natomiast nie pominąłbym tutaj, że te czynniki sytuacyjne miały bardzo istotne znaczenie.

Czyli mogło również między nimi dojść do konfliktu, który w ostateczności doprowadził do zbrodni?

Myślę, że tak. Wcześniejsza rozmowa, kontakty, o których dzisiaj nic nie wiadomo, a które wielce prawdopodobne, że miały miejsce, mogły doprowadzić do tego, że właśnie ta osoba została wybrana na ofiarę.

(abs)