Poznański sąd odrzucił wniosek o powołanie biegłego tłumacza języka romskiego w procesie Adama P. i jego brata Arkadiusza Ł. ps. "Hoss", który według prokuratury jest pomysłodawcą oszustw metodą "na wnuczka". Kolejna rozprawa ma się odbyć w lutym.

"Hoss" w sądzie /Jakub Kaczmarczyk /PAP

Sąd odrzucił m.in. wniosek o powołanie biegłego tłumacza języka romskiego, który - jak wskazywała obrona - miałby potwierdzić wiarygodność protokołów z nagranych rozmów, które są głównym dowodem w sprawie. Zdaniem obrony, protokoły są nierzetelne i zawierają opis rozmowy, a nie przytaczają wypowiedzianych słów dosłownie.

Sędzia Karolina Siwierska wskazała jednak, że ten wniosek zmierza jedynie do przedłużenia śledztwa. Jak mówiła - obrona zdaje sobie sprawę, że na liście biegłych nie ma tłumacza przysięgłego języka romskiego. Dodała także, że tłumaczenia te były dopuszczalne i były zgodne z niemiecką procedura karną. Sędzia zobowiązała jednak warszawską prokuraturę okręgową do dołączenia do akt sprawy, akt, w których znajdują się zgody polskiego sądu na podsłuch rozmów prowadzonych przez oskarżonych. Dokumenty mają zostać przekazane do Kancelarii Tajnej poznańskiego sądu.

Prokurator Marcin Szpond z Prokuratury Okręgowej w Warszawie powiedział po rozprawie, że "zgody w tych aktach (...) są zawarte". Wcześniej było prowadzone chronologicznie postępowanie w Hamburgu, potem te materiały zostały razem z wnioskiem o przejęcie ścigania przekazane tutaj, w części istotnej. W związku z tym, to była przyczyna do wszczęcia postępowania w Polsce. (...) Pierwotnie rzeczywiście materiały były uzyskiwane w drodze pomocy międzynarodowej, a nie takiej zwykłej, klasycznej kontroli" - zaznaczył. Musiała być zgoda sądu polskiego z tej przyczyny, że kontrola była prowadzona tutaj - dodał.


Odnosząc się do odrzuconych przez sąd wniosków obrońca "Hossa" mec. Aleksander Kowzan stwierdził, że "tak naprawdę sąd nie skorzystał z szansy naprawienia błędów, które były popełnione w postępowaniu przygotowawczym". W mojej ocenie dał na Boże Narodzenie mojemu klientowi poważny prezent w postaci zarzutu apelacyjnego - zauważył. Tłumaczenia wykonane są przez osobę, która nie posiada uprawnień biegłego. Sąd posiłkował się faktem, że w postępowaniu przygotowawczym w Niemczech dokonano prawidłowych tłumaczeń. Owszem, dokonano, bo w Niemczech na tym etapie nie musi być biegłego, natomiast na etapie sądowym konieczne jest ponowne tłumaczenie - a sąd ten fakt pominął - dodał. Paradoksalnie w odniesieniu do języka romskiego tam jest kilkanaście dialektów, i my de facto nie wiemy, o czym oni tak naprawdę rozmawiali - tak samo nie wie sąd, ani nie wie prokuratura - ocenił.

Sąd chciał przesłuchać w czwartek pasierba Arkadiusza Ł. - Romana K., jednak jako osoba bliska oskarżonemu skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań. Pozostali świadkowie nie stawili się na rozprawie.

Kolejna rozprawa odbędzie się 23 lutego. 

(mn)