Porywacz małej Mai z okolic Szczecina trafił na badania psychiatryczne - dowiedziała się reporterka RMF FM Aneta Łuczkowska. Biegli mają orzec, czy Adrian M. może stanąć przed sądem. Mężczyzna porwał 10-letnią dziewczynkę w kwietniu ubiegłego roku. Po raz pierwszy uruchomiono wówczas w Polsce system Child Alert. Dzień po porwaniu Maja została odnaleziona na terenie Niemiec.

Adrian M. po przekazaniu przez Niemców stronie polskiej na przejściu granicznym w Kołbaskowie /Tomasz Murański /PAP

Na problemy psychiczne Adriana M. wskazywał brytyjski wymiar sprawiedliwości, który już wcześniej skazał go za porwanie dziecka.

W kwietniu ubiegłego roku mężczyzna usłyszał zarzuty uprowadzenia i uwięzienia dziewczynki oraz złamania jej nogi. Może mu grozić 5 lat więzienia.

Twierdził, że to nie miało być porwanie, a jedynie... przejażdżka

W maju szczecińska Prokuratura Okręgowa ujawniła treść zeznań 10-latki i porywacza. Znacząco się różniły.

Maja opowiedziała przed sądem, w obecności psychologa, że została uprowadzona. Nogę złamała, gdy po nieudanej próbie ucieczki z auta porywacza, M. brutalnie wrzucił ją na tylne siedzenie.

Mężczyzna z kolei do postawionych przez prokuratora zarzutów przyznał się tylko formalnie. Złożył wyjaśnienia, które tym zarzutom zaprzeczają. Tłumaczył, że nie miał zamiaru porywać dziecka - chciał ją tylko zabrać na przejażdżkę samochodem i odwieźć, zanim ktokolwiek by się zorientował - relacjonował wówczas prok. Jacek Powalski. Według porywacza, Maja złamała nogę podczas próby ucieczki - Adrian M. twierdził, że dziewczynka się przewróciła.

(edbie)