Minister zdrowia zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia błędu medycznego w przypadku pacjentki, która w wyniku zapłodnienia in vitro mogła urodzić nie swoje dziecko. Bartosz Arłukowicz poinformował również, że wypowiedziano umowę w zakresie programu in vitro klinice ginekologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, a na placówkę nałożono karę finansową. Konsultant krajowy ds. położnictwa i ginekologii zapewnił z kolei, że znany jest mu tylko jeden tego typu przypadek.

Od 22 stycznia Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Szczecinie bada sprawę pacjentki rządowego programu in vitro, która urodziła nie swoje dziecko. Do zapłodnienia doszło w laboratorium w Policach. Dziecko urodziło się z wadami, a badania DNA wykazały, że kobieta nie jest biologiczną matką... czytaj więcej

Dzisiaj została wypowiedziana umowa Klinice Ginekologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w zakresie programu in vitro. To wypowiedzenie będzie trwało 30 dni z tego względu, że musimy bezpiecznie przeprowadzić inne pary do innych klinik in vitro. Musimy zaproponować tym parom możliwość wyboru kliniki, w której ta procedura będzie przeprowadzona - mówił Arłukowicz na konferencji prasowej.

Podał również, że na klinikę została nałożona maksymalna przewidziana w takich sytuacjach kara sięgająca 10 procent wartości kontraktu, czyli w tym przypadku 76 tysięcy złotych.

Szpital kliniczny w Szczecinie: 30 dni to może być za mało

Od rzeczniczki szczecińskiego szpitala klinicznego reporterka RMF FM Aneta Łuczkowska usłyszała natomiast, że o wypowiedzeniu kontraktu na refundowane przez NFZ zabiegi in vitro dowiedziała się z telewizji.

Co więcej, przedstawiciel tej placówki stwierdził w rozmowie z naszą dziennikarką, że szpital może mieć problem z realizacją wytycznych resortu zdrowia - chodzi o wygaszenie rządowego programu w tej placówce w ciągu 30 dni.

Po pierwsze, trzeba znaleźć miejsce, do którego trafią zamrożone w ciekłym azocie zarodki i podpisać z tą lecznicą umowę na ich przeniesienie. Ponadto 30 dni może okazać się zbyt krótkim okresem czasu, by zakończyć rozpoczęte cykle leczenia - dotyczy to pacjentek poddawanych tzw. stymulacji hormonalnej - a trwa ona dłużej niż miesiąc. Nawet sam rządowy program leczenia bezpłodności - jak usłyszała w Szczecinie nasza reporterka - nie dopuszcza w trakcie trwania terapii hormonalnej zmiany kliniki, w której jest ona prowadzona.

Krajowy konsultant: Nie słyszałem o drugim przypadku

Wcześniej w klinice, w której mogło dojść do bulwersującego błędu, przeprowadzono kontrolę. Jak poinformował konsultant krajowy ds. położnictwa i ginekologii prof. Stanisław Radowicki, w jej toku stwierdzono, że "w przypadku tym należy uznać, że był to błąd techniczny, mający znamiona błędu medycznego". Wobec tego, na podstawie analiz, sprawa zostaje skierowana do prokuratury w celu konkretnego, dogłębnego wyjaśnienia. Deklarujemy, że będziemy współdziałać z prokuraturą po to, aby zarówno litera prawa, jak i doświadczenie medyczne spotkały się w celu prawidłowej oceny tegoż przypadku - powiedział.

Jak zaznaczył, nie słyszał o innym przypadku tego typu. Jest tylko jeden znany mi przypadek - powiedział.

Arłukowicz: Projekt ustawy o in vitro w czwartek na Komitecie Stałym

Bartosz Arłukowicz poinformował również na konferencji prasowej, że w czwartek na Komitecie Stałym Rady Ministrów rozpatrywany będzie projekt ustawy dotyczącej zapłodnienia metodą in vitro.

Ta sprawa tak naprawdę pokazuje, jak bardzo ważne w Polsce jest przyjęcie procedur ustawowych dotyczących in vitro - stwierdził.

Zaznaczył, że projekt ustawy kompleksowo opisuje całą procedurę zapłodnienia metodą in vitro, m.in. sposób zabezpieczenia zarodków, ale też całe postępowanie diagnostyczno-lecznicze w przypadku niepłodności. Mówi o powstawaniu kompleksowych centrów leczenia niepłodności w Polsce i bardzo precyzyjnie opisuje procedurę in vitro - dodał.

1 lipca 2013 roku rząd uruchomił trzyletni program refundacji in vitro, w którym określono także zasady stosowania tej metody. Skorzystało z niego około 10,5 tysiąca par, urodziło się dzięki temu prawie 700 dzieci (do października zeszłego roku).

W Polsce dotychczas nie ma ustawy, która regulowałaby kwestie stosowania procedury in vitro. Obowiązująca ustawa tkankowa nie zawiera zapisów dotyczących komórek rozrodczych, tkanek zarodkowych i tkanek płodów. Za niepełne wdrożenie unijnej dyrektywy dotyczącej jakości i bezpieczeństwa tkanek oraz komórek ludzkich - co wskazała w ubiegłym roku Komisja Europejska - Polsce grozi wysoka kara.

Przygotowany przez resort zdrowia projekt ustawy o leczeniu niepłodności przewiduje m.in. powstanie centrów leczenia niepłodności. Powstać ma też Rejestr Dawców Komórek Rozrodczych i Zarodków, a także Rada do Spraw Leczenia Niepłodności - jako organ doradczy i opiniodawczy ministra zdrowia. Projekt wprowadza też regulacje dotyczące znakowania, monitorowania, przechowywania i transportu oraz kryteria bezpieczeństwa i jakości komórek rozrodczych i zarodków.

Prokuratura ze Szczecina odmówiła wszczęcia śledztwa

Okoliczności, w jakich mogło dojść do zapłodnienia pacjentki prawdopodobnie nie jej komórką jajową, sprawdzają dyrekcja szczecińskiego szpitala klinicznego przy ul. Unii Lubelskiej i tamtejszy samorząd lekarski.

Sprawdzamy, czy zachowane były wszystkie procedury, i do zakończenia tego postępowania - to wszystko, co mam do przekazania - podała rzeczniczka placówki przy ul. Unii Lubelskiej Joanna Woźnicka.

Rzecznik odpowiedzialności zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie prof. Jacek Różański poinformował natomiast, że w tej sprawie prowadzi wszczęte 22 stycznia postępowanie. Jest ono prowadzone w sprawie, a nie przeciwko konkretnym osobom. Jak podał Różański, jeszcze w lutym zostaną przesłuchani świadkowie, zgromadzona została też dokumentacja procesu diagnostyczno-leczniczego w tej sprawie.

Po pierwsze najpierw trzeba dowieść, że rzeczywiście doszło do takiego zdarzenia, a potem ustalić, czy można mówić o ewentualnym zawinieniu przez człowieka - zaznaczył rzecznik.

Sprawą nie zajmie się natomiast szczecińska prokuratura, którą - według szczecińskich mediów - zawiadomili o sprawie rodzice. Rzeczniczka tamtejszej prokuratury okręgowej Małgorzata Wojciechowicz poinformowała o odmowie wszczęcia postępowania. Rozpatrywaliśmy sprawę przez pryzmat znamion przestępstwa polegającego na narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Prokurator nie dopatrzył się takich znamion - powiedziała. Nie chciała ujawnić szczegółów wniosku, który wpłynął do prokuratury. Poinformowała tylko, że na decyzję prokuratury złożono zażalenie w sądzie.

Skorzystali z rządowego programu in vitro

O sprawie jako pierwszy poinformował "Głos Szczeciński". Jak podał, 30-letnia kobieta wraz z mężem poddała się zabiegowi pozaustrojowego zapłodnienia w Laboratorium Wspomaganego Rozrodu w szpitalu w Policach, który jest częścią szpitala klinicznego Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego przy ul. Unii Lubelskiej w Szczecinie. Laboratorium korzysta z rządowego programu "Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego na lata 2013 - 2016".

Kobieta urodziła córkę, która miała liczne wady wrodzone. Przeprowadzone badania DNA wykazały, że dziewczynka nie jest biologicznym dzieckiem 30-latki.

Jeden z lekarzy znających sprawę powiedział "Głosowi Szczecińskiemu", że wszystko wskazuje na to, że podczas zabiegu in vitro nasienie męża kobiety - zamiast z komórką jajową żony - połączono z komórką innej kobiety.