Reklama

  • Polskie partie to fikcja

    Wtorek, 11 grudnia 2012 (09:05)

    Gdyby nie finansowanie z budżetu, partie polityczne prawdopodobnie przestałyby istnieć. Co roku z pieniędzy podatników otrzymują ponad 70 milionów złotych subwencji. Same zbierają ledwo kilka. W najlepszym wypadku składki opłaca połowa ich członków. Szokować może też to, że wszyscy czynni członkowie partii to około 80 tysięcy osób, a więc niecałe 0,003 wszystkich wyborców.

    Zdjęcie

    Gdyby nie finansowanie z budżetu, partie polityczne prawdopodobnie przestałyby istnieć
    /PAP

    Sprawozdawcza fikcja

    Zebraliśmy od sześciu największych partii politycznych informacje dotyczące poboru składek i liczby ich zarejestrowanych członków. Wynika z nich, że polski system partyjny jest właściwie bytem wirtualnym, sprawozdawczą wydmuszką do poprawiania sobie humoru. Najskrajniejszym tego przykładem jest uznawane za partię klasową i masową Polskie Stronnictwo Ludowe.

    PSL podczas listopadowego kongresu publikowało dane, mówiące o tym, że liczy 123 624 członków. Teoretycznie było więc zdecydowanie najliczniejszą partią w kraju. Z przekazanych nam jednak informacji wynika, że do końca listopada ze składek od 123 tysięcy członków wpłynęło do kasy Stronnictwa raptem... 64 433 złote i 95 groszy. Składka podstawowa wynosi w PSL 5 złotych miesięcznie, ulgowa - 2 złote. Nawet jeśli więc wszyscy w PSL płacą składki ulgowe, partia liczy de facto niecałe 3 tysiące członków! Gdzie więc pozostałe 120 tysięcy?

    Innym przykładem wirtualnej sprawozdawczości jest Sojusz Lewicy Demokratycznej. Uznawana dość powszechnie (także przez politologów) za wiarygodne źródło Wikipedia podaje liczebność partii na poziomie 58,5 tysiąca członków. To kompletna fikcja. Z przekazanych nam danych wynika, że SLD ma 36 329 członków. Bez Marka Siwca, który odszedł w ubiegłym tygodniu - 36 328.

    Liczba 58,5 tysiąca to stan partii zaledwie przed rokiem. Od listopada 2011 partia Leszka Millera straciła... 22 tysiące członków. 22 tysiące to faktycznie duża liczba - przyznaje skarbnik SLD Kazimierz Karolczak, i wyjaśnia: W tym roku dokonaliśmy zmiany bazy danych, uaktualniamy informacje, które otrzymujemy, porównujemy z opłacalnością składek... no i po uaktualnieniu tak to niestety wygląda.

    Nieopłacalność składek

    Władze PSL otwarcie przyznają, że partia żyje niemal wyłącznie z subwencji otrzymywanej z budżetu, a więc z pieniędzy podatników. Kwota składek członkowskich to ok. 1 proc. udziału w wydatkach partii, ponoszonych na działalność statutową partii - twierdzi były sekretarz NKW PSL Józef Szczepańczyk w skierowanej do nas odpowiedzi. Z przytoczonych danych wynika jednak, że ze składek nie jest finansowana nawet ta jedna setna wydatków partii. Składki członków przyniosły bowiem 64 tysiące, a subwencja, jaką PSL otrzymał z budżetu w tym roku - 103 razy więcej, czyli 6 milionów 670 tysięcy złotych.

    O tym, ilu członków partii faktycznie opłaca składki, skarbnicy partii mówią raczej niechętnie i unikając konkretów. Nieoficjalnie powszechna jest wiedza o tym, że najmniej zaległości mają partie przed kongresami i innymi zjazdami, na których każdy płacący członek partii ma wpływ na powołanie delegatów, dokonujących wyborów w ich imieniu, np. władz partii. Ściągalność składek rośnie też oczywiście przed wyborami, kiedy tworzone są listy wyborcze. Poza tym - jak obecnie - jest słabiutko.

    Niepłacenie składek to odwrót od polityki

    Wygląda to bardzo różnie, to jest wartość zmienna - mówi ostrożnie o skali zaległości Łukasz Pawełek, skarbnik PO. Generalnie można powiedzieć, że co najmniej połowa członków Platformy w miarę regularnie opłaca składki członkowskie - dodaje.

    Piętrową formułę "możemy powiedzieć", "w miarę regularnie" potwierdza bardziej zdecydowanie wieloletni skarbnik Prawa i Sprawiedliwości Stanisław Kostrzewski. Składki płacone są tak naprawdę przez nie więcej niż 50 proc. stanu - mówi jeden z najbliższych współpracowników prezesa PiS. Kostrzewski dodaje też, że nie ma sensu analizować ściągalności składek w partii rządzącej. Jej członkowie zwykle bardzo się starają, żeby nie było wobec nich żadnych, choćby formalnych zastrzeżeń. Takie życie... Przekonałem się o tym, kiedy my byliśmy u władzy - dopowiada po chwili skarbnik Prawa i Sprawiedliwości. Wtedy nie było problemów z płaceniem składek... Problemy się zaczynają, kiedy partia nie ma możliwości i jakichś, za przeproszeniem, fruktów... - przyznaje.

    Problem jednak w tym, że spada także liczba członków partii rządzących: rzekomo najliczniejsze PSL, mówiące ostatnio o 123 tysiącach członków, dwa lata wcześniej mówiło, że ma ich 128 tysięcy. W ciągu ostatniego roku istotne straty odczuła też Platforma Obywatelska. Nawet po drugich wygranych przez PO wyborach partia straciła 10 tysięcy członków. Część z nich w sposób naturalny z Platformy odchodzi - próbuje tłumaczyć odejście w ciągu roku co piątego członka PO skarbnik partii Łukasz Pawełek. Niektórzy zmieniają swoje preferencje, zmieniają swoje zainteresowania, i w ten sposób dokonuje się naturalny odpływ z PO - dodaje.

    Partie tanie i drogie

    Przynależność do partii nie jest droga. Najwyższe są składki w ugrupowaniach prawicy: w PiS i Solidarnej Polsce Zbigniewa Ziobry składka podstawowa wynosi 10 złotych miesięcznie, ulgowa dla emerytów i studentów - 5 złotych. Koalicja ceni się średnio: składka podstawowa w PSL i PO to 5 złotych, ulgowa to odpowiednio 2 i 2,5 złotego. Najtańsza jest lewica: składki podstawowe to 5 złotych miesięcznie, ulgowe - złotówka w SLD i brak opłat w Ruchu Palikota. Niemal we wszystkich partiach pieniądze zebrane w strukturach terenowych tam właśnie zostają. Wyjątkiem jest Solidarna Polska, powstała w marcu, a zarejestrowana w czerwcu tego roku, najmłodsza z partii, niepobierająca subwencji z państwowej kasy. Tam tylko 80 procent sum zebranych od członków partii przeznaczane jest na potrzeby bieżące kół SP, w których zostały zebrane. Pozostałe 20 procent "służy do finansowania bieżącej działalności partii", zatem trafia do jej struktur centralnych.

    Polityka z budżetu

    Niemal wszystkie pieniądze, jakimi dysponują partie polityczne, pochodzą z podatków zbieranych od nas wszystkich. Sumy przekazane im w tym roku i ubiegłoroczne wydatki na ten cel z budżetu znajdziecie w tabeli - łącznie to ponad 70 milionów złotych rocznie. Partie są zobowiązane do przeznaczenia od 5 do 10 procent tych sum na tzw. Fundusz Ekspercki, służący tworzeniu tzw. think tanków, opracowywaniu planów i strategii rozwoju kraju. W praktyce sprowadza się to jednak często do zamawiania doraźnych ekspertyz i mało która z partii wykorzystuje limit 15 procent w pełni. Więcej niż minimum przeznacza na fundusz Prawo i Sprawiedliwość - 8,2 procent. Ruch Palikota ze względu na trudności formalne w rozliczaniu tych środków nie potrafi dziś podać sumy swoich wydatków w tej dziedzinie, bo ulokowano je m.in. w wydatkach na przygotowanie kongresów RP.

    Zdjęcie

    Zestawienie przedstawia wpływy partii politycznych, a także cele, na które przeznaczane są pieniądze /RMF FM
    Zestawienie przedstawia wpływy partii politycznych, a także cele, na które przeznaczane są pieniądze
    /RMF FM

    Społeczny problem

    Z zebranych przez nas danych wynika, że sześć głównych ugrupowań w kraju liczy łącznie 233 tysiące członków. Oficjalnie, bo z ich własnych danych, wynika, że to co najmniej w połowie fikcja. Składki płaci ledwo około 80 tysięcy członków partii, czyli średnio co trzeci.

    Według danych PKW na 30 września, Polska ma zaś 37 692 849 mieszkańców, a lista wyborców liczy 30 626 956 osób. Czynni członkowie partii mających reprezentację w Sejmie stanowią zatem... niecałe 0,003 wszystkich wyborców.

    Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Skomentuj artykuł: Polskie partie to fikcja

Wasze komentarze: 26,

przeczytane przez: 80 osób Dodaj komentarz