Skończył się okres z ujemnym przyrostem naturalnym w Polsce (czyli większą liczbą zgonów niż narodzin). Od kilku lat można zauważyć dodatni przyrost naturalny, choć do zadowalającego poziomu potrzeba jeszcze większej liczby urodzeń. To wnioski Rządowej Rady Ludnościowej, która co roku przedstawia Radzie Ministrów raport o sytuacji demograficznej kraju.

Skończył się okres z ujemnym przyrostem naturalnym w Polsce. Zdjęcie ilustracyjne /arch. RMF FM /

W Polsce od czterech lat ubywa Polaków, także z powodu emigracji. W 2014 roku liczba ludności w Polsce wynosiła 38 479 tysięcy osób; w połowie 2015 roku - 38 457 tysięcy osób (o 22 tysiące mniej). Jak przytaczała w Sejmie profesor Józefina Hrynkiewicz z Rządowej Rady Ludnościowej - największa utrata ludności w kilkunastu ostatnich latach dotyczyła województw: opolskiego, łódzkiego, śląskiego, świętokrzyskiego, lubelskiego i podlaskiego. 

Najczęściej Polacy wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii, Irlandii i Niemiec. Tam znacznie lepsze warunki materialne sprawiły, że Polki zaczęły rodzić dzieci. W Wielkiej Brytanii Polki przegoniły nawet Pakistanki, czyli grupę kobiet, która jeszcze 5 lat temu wiodła tam prym w dzietności - wyjaśnia Artur Satora, rzecznik prezesa Głównego Urzędu Statystycznego.

Coraz lepiej jest także w Polsce. Dzietność w naszym kraju wynosi teraz 1,3. To oznacza, że na sto kobiet rodzi około 130 dzieci. Żeby była prosta zastępowalność pokoleń, ten wskaźnik musiałby wynosić dwa, czyli jedna kobieta powinna urodzić dwoje dzieci, sto kobiet - dwieście dzieci - mówi rzecznik GUS. W podejmowaniu decyzji o posiadaniu potomstwa najważniejsze są oczywiście warunki materialne, ale istotne są też perspektywy zatrudnienia. Zdaniem demografów, sytuacji nie poprawia oferowanie kobietom umów zlecenia czy umów o dzieło. W Polsce nie chcemy zatrudniać matek na części etatu, a to bardzo popularne formy zatrudnienia na zachodzie Europy; przecież kobiety nie zawsze mogą poświęcić 8 godzin pracy, bo dziecko też wymaga czasu - uzupełnia Satora.

Wpływ na wiek emerytalny?

Coraz więcej ludzi jest teraz w wieku poprodukcyjnym, a jednocześnie zwiększa się długość życia. Z drugiej strony coraz mniej osób będzie wchodzić na rynek pracy, bo przez ostatnie lata mieliśmy w Polsce niż demograficzny. Jak zaznaczają demografowie, to stwarza warunki do wydłużenia wieku produkcyjnego. Opóźnienia dotyczą także narodzin pierwszego dziecka. Średni wiek matki podczas pierwszego porodu to teraz nieco ponad 27 lat; w 2000 roku - wynosił niespełna 24 lata. Na rodzenie dziecka w późniejszym wieku wpływ ma także dłuższa nauka - zauważa prezeska Rządowej Rady Ludnościowej, Bożenna Balcerzak-Paradowska. Wyższe wykształcenie nadal postrzegane jest jako warunek do uzyskania lepszej pracy i ochrona przed bezrobociem - mówiła w Sejmie prezes RRL.

Szanse na zmiany?

Demografowie zaznaczają, że Program Rodzina 500+ to krok w dobrym kierunku, ale powinien towarzyszyć mu rozwój infrastrukturalny: żłobki, przedszkola i udogodnienia ze strony pracodawców.

"Wspomóc" mogą nas także cudzoziemcy, głównie ze wschodu. Trzeba jednak zadbać o łatwiejszą legalizację ich pobytu.

Zdaniem Bożenny Balcerzak-Paradowskiej na obniżanie się wskaźnika dzietności w Polsce ma wpływ także mniejsza liczba zawieranych małżeństw i wzrost liczby rozwodów.

Późniejsze zawieranie małżeństw oznacza zazwyczaj mniejszą liczbę dzieci, a większa liczba rozwodów to "przerwanie realizacji funkcji prokreacyjnej rodziny", a samotni rodzice (głównie matki) - mają przeciętnie mniejszą liczbę dzieci. Zwiększa się wprawdzie liczba urodzeń pozamałżeńskich i ich udział w strukturze ogółu urodzeń, badania wykazują jednak, że decyzje o dalszym powiększeniu liczebności rodziny odkładane są na okres formalnego uregulowania związku, czyli zawarcia małżeństwa - mówiła w Sejmie Balcerzak-Paradowska. Poza tym zwróciła uwagę na ograniczenia wynikające z sytuacji materialnej, warunków mieszkaniowych i podziału ról między partnerami (kobiety pracujące zawodowo rzadziej są zainteresowane posiadaniem i wychowywaniem dziecka).