Policjanci z Gdańska musieli wybić szybę w zaparkowanym samochodzie, w którym właściciel zostawił 3-miesięcznego labradora. Pies trafił do schroniska, a jego 26-letni właściciel do komisariatu.

Na 10 godzin uwięził swojego psa w zamkniętym samochodzie 54-latek z Myszkowa w Śląskiem. Czworonoga uratowali policjanci. Po ich interwencji zwierzę trafiło do schroniska. Właściciel psa usłyszał już zarzut na podstawie ustawy o ochronie zwierząt. Grożą mu nawet 2 lata więzienia. czytaj więcej

Mieszkaniec Sieradza zostawił wczoraj samochód w śródmieściu Gdańska, w pełnym słońcu. Temperatura powietrza wynosiła wtedy 31 stopni Celsjusza. Choć w aucie uchylone były przednie szyby, leżący z tyłu pies mógł tego nie przeżyć.

Na miejsce wezwaliśmy weterynarza, który stwierdził, że psa trzeba natychmiast wyciągnąć z samochodu. Policjant wybił szybę tonfą, czyli służbową pałką. Pies trafił do schroniska. Tam lekarz weterynarii stwierdził, że gdyby szczeniak pozostał 10 minut dłużej w zamkniętym samochodzie, to by zdechł - mówi Aleksandra Siewert z policji w Gdańsku.

Po pozostawionym w aucie bilecie parkingowym można wywnioskować, że labrador był zamknięty w rozgrzanym samochodzie ponad 2 godziny. Mniej więcej 10 minut po interwencji na miejscu zjawił się właściciel auta i psa. 26-latek został zatrzymany i przewieziony do komisariatu. Tam przesłuchano go jako osobę podejrzewaną o znęcanie się nad zwierzęciem.

Może mu grozić do 2 lat więzienia. Na razie nie usłyszał zarzutu. Aby go przedstawić, policjanci muszą najpierw dostać opinię biegłego weterynarza.

(MRod)