Właściwy człowiek na właściwym miejscu - tak premier Donald Tusk mówi o nowym rzeczniku rządu, którym został poseł Platformy Obywatelskiej Paweł Graś. Nie można jednak nie zauważyć, że nowy rzecznik wchodzi do gabinetu Tuska w trudnym momencie - kryzys gospodarczy, pogarszające się sondaże, rosnące zmęczenie rządzeniem... Jakie ma szanse powodzenia?

Po siedmiomiesięcznym wakacie rząd doczekał się swego rzecznika prasowego. Poseł PO Paweł Graś objął miejsce zwolnione w lipcu ubiegłego roku przez Agnieszkę Liszkę. Tym samym został 11. w gronie sekretarzy i podsekretarzy stanu w Kancelarii Premiera. czytaj więcej

O tej misji trudno mówić inaczej, niż jak o misji samobójczej. Moment, w którym Graś rozpoczyna urzędowanie, wydaje się być początkiem prawdziwie trudnego okresu rządzenia. Do Polaków zaczynają już docierać skutki kryzysu gospodarczego, a z każdym miesiącem będzie coraz gorzej.

W dodatku w szeregi rządu zaczynają wkradać się niepokój i nerwowość, czego dowodem choćby mocno emocjonalne zachowanie ministra finansów Jacka Rostowskiego w czasie debaty o sytuacji gospodarczej czy przebąkiwanie o bankructwie Polski w razie pojawienia się euroobligacji.

To wszystko - zwłaszcza na tle wyciszającego się PiS, mówiącego o zgodzie, porozumieniu i kompromisie - może zaowocować sporym wahnięciem sondaży. A winny będzie oczywiście… rzecznik. Graś musi więc szybko stworzyć medialną strategię na czas kryzysu i uspokoić nastroje kolegów.

Pytanie tylko, czy ktoś, kto słynie z gorącego temperamentu i wsławił się groźbą przyłożenia Tadeuszowi Cymańskiemu, jest po temu najlepszym kandydatem.