Sensacyjna zagadka wakacji może być coraz bliżej rozwiązania. Niezbite dowody - w tym zeznania świadków - mają potwierdzać istnienie tzw. "złotego pociągu" - zapewniają o tym w oświadczeniu dla Panoramy TVP znalazcy tego składu: Niemiec Andreas Richter i Polak - Piotr Koper.

Znalazcy wskazują na 65 kilometr /Bartłomiej Paulus /RMF FM

Znaleźne w wysokości 10 proc. wartości znaleziska należy nam się z mocy ustawy. Znaczną część znaleźnego postanowiliśmy zainwestować w stworzenie muzeum powstałego specjalnie dla tego odkrycia. Jednocześnie uważamy, że pociąg powinien zostać na Dolnym Śląsku jako bezprecedensowa atrakcja turystyczna - mówili Richter i Koper w rozmowie z Dariuszem Bohatkiewiczem. Dodają, że pociąg jest zasypany, ale nie jest zaminowany. 

Znalazcy wskazują, że "złoty pociąg" znajduje się w okolicach torów kolejowych na 65. kilometrze trasy łączącej Wrocław z Jelenią Górą. Jest to miejsce, które mieszkańcy miast bardzo dobrze znają. Kilkaset metrów stąd stoi urząd skarbowy i przychodnia. Po drugiej stronie torów znajdują się magazyny. Nieopodal stoi biurowiec Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Nad torami w okolicach 65. kilometra przebiega most i czteropasmowa droga. Trasą kolejową co kilkadziesiąt minut przejeżdża pociąg z Wrocławia do Jeleniej Góry. 

Znalazcy na swojej stronie opublikowali zdjęcia z badania georadarem, które przedstawia przkrój gruntu 3D z widocznym szybem schodzącym w dół. Szyb schodzi około 50 m w głąb.


10-minutowy rekonesans wojska

Dziś w miejscu, gdzie może znajdować się "złoty pociąg" odbył się zaledwie 10-minutowy rekonesans wojska. Miejsce obejrzało piętnastu wojskowych, głównie oficerów. Żołnierze dokładnie sprawdzali skarpę wzdłuż 65 kilometra trasy kolejowej z Wrocławia do Jeleniej Góry.

To był ten rekonesans ogólny, by wskazać miejsce, by wskazać teren, w jaki sposób on jest ukształtowany i w jaki sposób jest on porośnięty. Panowie oficerowie uzyskali te informacje, które chcieli na tym etapie i zaplanują, bądź nie, jakieś działania - mówi Tomasz Smolarz, wojewoda dolnośląski.

O tym, że w tunelach pod Wałbrzychem są zapomniane składy, porzucone przez nazistów, wspominał w rozmowie z RMF FM Tadeusz Słowikowski, emerytowany górnik z Wałbrzycha, który od kilkudziesięciu lat szuka zaginionych pociągów. Uważa, że pociąg, o którym mówią odkrywcy, może być w okolicach skarpy wzdłuż torów kolejowych w dzielnicy Szczawienko. Ona sam próbował odnaleźć skład. Kopał trzy dni i nic. Na sto procent, że on tam jest. Tunel na długości około 8 metrów jest wysadzony, zasypany ziemią -  mówił nam.

W latach 90. "złotego pociągu" miał szukać nawet polski rząd

Według różnych relacji - pociąg wyruszył w listopadzie 1944 roku z zakładów zbrojeniowych w Petersdorfie. Miał wieźć tajne dokumenty, dzieła sztuki, złoto, a nawet słynną Bursztynową Komnatę. Skład miał zostać zatrzymany, a cała obsługa - zamordowana. Niemieckich kolejarzy i żołnierzy zastąpili esesmani. Potem pociąg miał wjechać tajnym tunelem do podziemnego kompleksu w górze Sobiesz pod Piechowicami na Śląsku. 

Poszukiwacze skarbów od lat próbują odnaleźć skarby ze "złotego pociągu". Nieoficjalne informacje wskazują na to, że w latach 90. w poszukiwania składu zaangażował się nawet rząd i służby specjalne. Wtedy miano go szukać w rejonie położonym poza dzisiejszym powiatem wałbrzyskim.