"Jesteśmy w ostatnim momencie, w którym możemy podjąć strategiczną decyzję dla naszego kraju: jak będziemy chronić owady zapylające. Żebyśmy nie doprowadzili do takiej sytuacji, jaka jest w Niemczech, czy w Wielkiej Brytanii, czy we Francji, gdzie tych owadów się nie chroni. Tam te owady trzeba już ratować" - mówi w rozmowie z RMF FM Katarzyna Jagiełło, zajmująca się w Greenpeace Polska między innymi ochroną pszczół. Organizacja prowadzi debaty obywatelskie poświęcone problemowi. Dyskusje odbyły się już w Gdańsku i Bydgoszczy, kolejne planowane są w Lublinie i Wrocławiu. Celem rozmów jest przedstawienie wniosków naukowcom, którzy pracować będą nad Narodową Strategią Ochrony Owadów Zapylających.

Kuba Kaługa: Narodowa Strategia Ochrony Owadów Zapylających. To bardzo poważnie brzmi. To jest poważny problem? Jest nam potrzebna taka strategia?

Katarzyna Jagiełło: Strategia ochrony owadów zapylających jest nam wręcz niezbędna. Szczególnie, że w ostatnich tygodniach doszły do nas zatrważające wieści o prawdziwej, ekologicznej apokalipsie - i tutaj te słowa nie są przesadą - która wydarzyła się w Niemczech. Badania, które przeprowadzono ostatnio wykazały, że na przestrzeni ostatnich 25 lat badanych przez niemieckich naukowców rezerwatach, populacja owadów spadła o trzy czwarte. 75% owadów w rezerwatach w Niemczech zniknęło z powierzchni ziemi w ciągu ostatnich 25 lat.

O ochronie pszczół z Katarzyną Jagiełło z Greenpeace Polska

Ktoś powie: owadów na świecie jest tak dużo, że nawet nie jesteśmy w stanie ich policzyć, powiedzieć ile jest gatunków. Może to żadna strata?

To jest ogromna strata. Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że owady odpowiadają za taką tkankę życia. Generalnie bardzo wiele procesów, które bezpośrednio wpływają na nasze życie, to są procesy, które odbywają się w mikroskali. Często wymagają bardzo dużej uwagi. Musimy się pochylić, musimy zerknąć, musimy spojrzeć, co się właściwie dzieje pomiędzy owadami a roślinami, pomiędzy owadami a innymi owadami, i gdzie w tym miejsce człowieka. Na przykład pszczoły, czy też inne owady zapylając - bo zapylają nie tylko pszczoły - zapylają pszczoły, zapylają motyle, zapylają muchówki, zresztą też niektóre ssaki...

Pszczoły są tą najliczniejszą grupą. Są takim symbolem.

Tak, pszczoły są najliczniejszą zdecydowanie, szczególnie w naszej strefie klimatycznej. Zresztą w Polsce jest około 470 gatunków pszczół. My zazwyczaj myślimy tylko i wyłącznie o pszczole miodnej, która jest zwierzęciem hodowlanym i jest pod opieką wręcz Ministerstwa Rolnictwa. Natomiast w Polsce większość gatunków pszczół, to dziko żyjące pszczoły, z czego większość to pszczoły samotnice - pożyteczne i niezwykle pracowite - ale nie tworzące kolonii i nie wytwarzające miodu.

Tak mówiliśmy o Niemczech. W Polsce tylko kilkadziesiąt gatunków pszczół - około 50 z tych 470 -  nie jest zagrożonych wyginięciem aktualnie.

To prawda. Ponad połowa jest na czerwonej księdze gatunków ginących i zagrożonych. Dlatego my jesteśmy w ostatnim momencie, w którym możemy podjąć strategiczną decyzję dla naszego kraju: jak będziemy chronić owady zapylające. Żebyśmy nie doprowadzili do takiej sytuacji, jaka jest w Niemczech, czy w Wielkiej Brytanii, czy we Francji, gdzie tych owadów się nie chroni. Tam te owady trzeba już ratować.

To zanim powiem o tym, jakie są możliwości, to powiedzmy jeszcze dlaczego pszczoła jest tak ważna.

Pszczoły są nam niezbędne do życia nie tylko dlatego, że szczególnie w naszej strefie klimatycznej, ogromna część roślin dziko żyjących, dziko rosnących, zależy od zapylania. Generalnie wszystkie rośliny, które weszły w relacje z owadami i wymagają zapylania z zewnątrz - właśnie poprzez owady - mają te piękne, kolorowe, pachnące kwiaty, które istnieją po to właśnie, żeby te owady do siebie przywabić.

W skrócie mówiąc można powiedzieć, że jak nie będzie pszczół, nie będziemy się zachwycać chociażby pięknem wiosny.

Zdecydowanie bez pszczół nie będziemy się zachwycać kwietnymi łąkami, a nasze wycieczki poza miasto już nie będą takie wspaniałe, nasze ogrody staną się smutne... Ale inna bardzo ważna rzecz, to rzecz naszych bezpośrednich korzyści. Dokładnie co trzecia łyżka, co trzeci kęs pokarmu, 1/3 tego, co spożywamy, bezpośrednio zależy od pracy pszczół. Trafia na nasze talerze dlatego, że te rośliny zostały po prostu zapylone przez pszczoły, albo inne owady zapylające. Za to aż ¾ tego, co jemy, zależy od pracy pszczół w sposób pośredni. Na przykład ci z nas, którzy jedzą mięso albo jedzą nabiał, powiedzą: Ha! My nie potrzebujemy pracy pszczół - przecież żywimy się czymś innym, a warzywa nie są dla nas atrakcyjne. Otóż bardzo wiele roślin paszowych, które są spożywane przez zwierzęta - które stanowią nasze posiłki - to są także rośliny wymagające zapylenia przez pszczoły. Zresztą 2 lata temu Greenpeace poprosił naukowców o obliczenie: ile wymiernie jest warta praca pszczół w Polsce. Stanęło na ponad 4 mld złotych, co oznacza, że każdy obywatel Polski, co roku dostaje od pszczół do kieszeni 106 zł... dzięki ich darmowej, żmudnej i wspaniałomyślnej dla nas pracy.

Jakie są sposoby na ochronę pszczół i co jest dla nich największym zagrożeniem?

Ważnym krokiem jest właśnie stworzenie narodowej strategii ochrony owadów zapylających, szczególnie, że to jest ostatni dobry moment, w którym możemy to zrobić. Dzięki temu, że Greenpeace prowadzi akcję adoptuj pszczołę, prowadzi ją już wiele lat, doszliśmy do momentu, w którym możemy zaprosić ekspertów i różne instytucje, do tego, żeby tworzyły tę narodową strategię ochrony owadów zapylających. Między innymi jesteśmy w trakcie rozmów z Ministerstwem Rolnictwa i Ministerstwem Środowiska, bo ta strategia musi zostać zintegrowana z naszymi istniejącymi planami i politykami, żeby była skuteczna. Natomiast żeby ona była prawdziwie narodowa, musimy usiąść jako społeczeństwo do poważnej rozmowy o tym, co możemy zrobić, żeby owady zapylające chronić. Stąd właśnie przyszedł pomysł zorganizowania debat obywatelskich. To jest bardzo innowacyjne działanie. Jest wykorzystywane na zachodzie, właśnie do uzgadniania bardzo poważnych spraw, które dotyczą społeczeństwa. Prowadzimy je poprzez dyskusje, które są ustrukturyzowane na podstawie takiej gry dyskusyjnej, specjalnie przygotowanej, żeby ludzie mogli w sposób mądry wymieniać się poglądami i żeby mogły być one zebrane syntetycznie, a potem przekazanie naukowcom, którzy wykorzystają dane z debat obywatelskich do tworzenia Narodowej Strategii Ochrony Owadów Zapylających.

To coś, co możemy porównać do paneli obywatelskich, które już w niektórych miastach funkcjonują.

Tak, to jest działanie podobne do paneli obywatelskich i właśnie zaprojektowane po to, żeby wypowiadali się nie tylko eksperci i politycy, i urzędnicy, ale także po prostu obywatele.

Co dla pszczół jest największym zagrożeniem?

Pszczołom zagraża cały szereg czynników. Takie czołowe zagrożenia to są na pewno choroby i pasożyty. Zagrożenia dla siedlisk i zagrożenia dla bazy pokarmowej i sposób, w jaki produkujemy żywność, czyli nasze rolnictwo. W skrócie można uprościć i powiedzieć: pestycydy. Choroby i pasożyty są bardzo trudne do opanowania. Niestety pestycydy, które wykorzystujemy w rolnictwie np. neonikotynoidy, powodują zwiększoną podatność owadów na choroby i pasożyty, a także osłabienie ich odporność. Zresztą problemów, które powodują pestycydy jest jeszcze więcej, bo one mogą podtruwać, nie muszą zabić od razu. To mogą być chroniczne podtrucia, które powodują, że te owady stają się ogromnie osłabione, często nie mogą po prostu trafić z powrotem do ula. Drugim problemem jest sposób, w jaki produkujemy żywność, a mianowicie to, że znikają z obrzeży naszych pól maki czy chabry, które przez rolników są traktowane, jako chwasty i usuwane na przykład herbicydami. Natomiast dla owadów, dla pszczół - szczególnie dziko żyjących - które latają na o wiele mniejsze dystanse, niż pszczoły miodne - takie ukwiecone brzegi pól, to są stołówki, to są miejsca, gdzie te owady się po prostu żywią. Tracimy miedzę, tracimy zadrzewienia śródpolne, w ogóle tracimy aleje drzewne, a przecież aleje lipowe, miód lipowy to są bardzo ważne źródła pożywienia dla owadów zapylających. Sposób w jaki uprawiamy teraz pola, gdzie mamy ogromne areały, które kwitną na raz i wtedy to pożywienie faktycznie jest, ale przedtem lub później już nie. Pszczoły, tak jak ludzie potrzebują zróżnicowanego, bogatego pożywienia przez cały czas swojego życia. Nie mogą być po prostu dobrze odżywione przez chwile, bo to tak nie działa.

Pszczoły - jak ludzie - na zapas się nie najedzą, po prostu.

Pszczoły, tak jak ludzie, muszą mieć, co jeść i muszą mieć schronienie, a bardzo wiele dziko żyjących pszczół żyje na przykład w pustych łodygach roślin, w zmurszałym drewnie, w spoinach budynków, w ziemi... Przecież na przykład trzmiele grzebią sobie norki, mieszkają w ziemi. Więc sposób, w jaki my też zmieniamy przestrzeń - chociażby w swoich ogrodach -  kiedy nie pozostawiamy dzikich zakątków...

Właśnie o to chciałem zapytać. Jak my - w swoim ogrodzie albo na działce - możemy zadbać o owady zapylające?

Ja serdecznie namawiam do odrobiny szaleństwa i dzikości. Pozwólmy chociaż małej, niewielkiej części swojego ogrodu zarosnąć. Obiecuje, że będzie to z pożytkiem dla reszty tego ogrodu. Jeżeli pozwolimy chociażby 10-20 % naszej przestrzeni, na to żeby rosły tam dzikie kwiaty, na to żeby nie przekopywać tej ziemi, albo chociaż żeby ścinać tam trawę z kwiatami zaledwie 2-3 razy w sezonie, a nie do gołej ziemi cały czas, to dziko żyjące owady zapylające - które też przypominam są bezpieczne, wiele z nich nie ma żądeł, albo jeśli już, to mają żądła uwstecznione - będą mogły tam spokojnie żyć, spokojnie się rozmnażać, a plony jakie uzyskamy na przykład w naszym ogródku, chociażby z cukinii, mogą wzrosnąć nawet o 90%. Także dbajmy o nasze ogrody, nie wykorzystujmy syntetycznych, toksycznych pestycydów, które są trujące dla pszczół bardzo często i starajmy się jeszcze tak projektować nasze ogrody, żeby przez cały sezon wypełniały je kwitnące rośliny. Czasami wystarczy po prostu pozwolić zakwitnąć. Na przykład jeśli hodujemy cebulę, czy czosnek, czy zioła - pozwólmy im zakwitnąć. To jest też bardzo ciekawe. Naukowcy od jakiegoś czasu pochylają się nad problemem, który pokazuje, że pszczołom miodnym żyje się lepiej w mieście. Pszczoły hodowane w mieście przynoszą o wiele więcej miodu, niż te, które są hodowane poza miastem. Dlatego, że w mieście jest zazwyczaj zawsze o kilka stopni cieplej, sezon jest dłuższy, a poza tym, my lubimy kwitnące rośliny! W związku z tym, w naszych miastach przez cały sezon - od samego początku wiosny, do samego końca jesieni - jest bardzo wiele kwitnących roślin. I to są właśnie takie gotowe, dostępne stołówki dla pszczół. Poza tym, bardzo ważne jest to, że w miastach nie ma pestycydów, a na pewno nie ma ich w takich ilościach, jak na terenach rolniczych.


(MKam)