​Prokuratura kołobrzeska nie postawiła zarzutów nauczycielce ze Słupska, która pojechała z klasą na wycieczkę do Darłowa i wróciła z niej bez jednego z uczniów. Sprawa o narażenie chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu została umorzona. Jak uznała prokuratura, okoliczności zdarzenia nie pozwalają stwierdzić, by "dziecko było choć na chwilę bez opieki kogoś dorosłego".

Zdjęcie ilustracyjne /RMF FM/Kuba Kaługa /

Do zdarzenia doszło w czerwcu 2017 roku. Uczniowie trzeciej klasy słupskiej społecznej szkoły podstawowej byli na wycieczce w parku rozrywki Leonardia pod Darłowem. W drodze powrotnej nauczycielka zorientowała się, że brakuje jej jednego z trzynastu uczniów. Pozostawionego w parku chłopca odebrał ojciec. To rodzice zawiadomili prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez nauczycielkę.

Postępowanie w sprawie narażenia małoletniego Miłosza na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu prowadziła Prokuratura Rejonowa w Kołobrzegu. Ta ostatecznie nie postawiła zarzutów nauczycielce i umorzyła śledztwo.

Postanowienie nie jest prawomocne

Jak poinformował rzecznik prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski postanowienie nie jest prawomocne i trzeba się liczyć z tym, że rodzice będą je skarżyć.

Gąsiorowski powiedział, że okoliczności zdarzenia nie pozwalają stwierdzić, iż "dziecko było choć na chwilę bez opieki kogoś dorosłego". W efekcie nie można nauczycielce zarzucić popełnienia czynu zabronionego.

Sytuacja z czerwca 2017 r. miała wyglądać tak, że dzieci po skończonej zabawie wyszły z nauczycielką na parking, gdzie czekał na nich autokar. Pedagog policzyła dzieci wchodzące do pojazdu. I wtedy ich liczba się zgadzała. Kobieta nie zauważyła jednak tego, że jeden z uczniów opuścił autokar i pobiegł do toalety.

Nauczycielka przed odjazdem nie przeliczyła raz jeszcze dzieci. Wszyscy odjechali, tylko Miłosz został w parku rozrywki. Na parkingu zorientował się, że autokaru już nie ma. Wrócił do parku i o tym, że jego klasa odjechała, powiedział obsłudze obiektu. Ta o pozostawionym chłopcu poinformowała szkołę i rodziców dziecka. Do czasu przyjazdu ojca Miłosza, ten pozostawał pod opieka pracowników parku.

Po tym incydencie słupska społeczna szkoła rozstała się z nauczycielką.


(ł)