​Interwencja negocjatora i antyterrorystów w Mirsku na Dolnym Śląsku. W nocy mężczyzna groził, że się wysadzi. Ewakuowano okoliczne bloki.

ZDJĘCIE ILUSTRACYJNE /Maciej Kulczyński /PAP

Po godzinie 1 policjanci dostali zgłoszenie o awanturze w Mirsku. Na miejsce pojechała policja. Zakłócający ciszę 36-latek spanikował na widok patrolu. Wyciągnął butlę z gazem, odkręcił ją i zagroził, że ją wysadzi, trzymając w ręku zapalniczkę.

Na miejsce przyjechał negocjator, dodatkowe wsparcie policyjne oraz jednostka antyterrorystyczna. Ewakuowano kamienice oraz budynki ościenne - łącznie 10 rodzin.

Mężczyzna zabarykadował się w mieszkaniu, zastawiając drzwi meblami. Razem z nim w lokalu przebywała kobieta. 

Według dzielnicowego mężczyzna uciekł ze szpitala psychiatrycznego. Poddał się po godzinie 6 i został zatrzymany.

Na szczęście podczas całej akcji nikomu nic się nie stało.

(az)