"Jestem wdzięczny Andrzejowi Dudzie za zapowiedź zawetowania ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa" - podkreśla w rozmowie z RMF FM były prezydent Bronisław Komorowski. "Wątpiłem w to, że odważy się na przeciwstawienie swojemu środowisku politycznemu" - przyznaje. Według Komorowskiego, w Andrzeju Dudzie zwyciężyła osobista ambicja pozytywnego zapisania się w historii.

Dwa weta prezydenta, wielogodzinna narada władz PiS, dwa orędzia. Protesty nie ustają: Trzecie weto!

"Zdecydowałem, że zwrócę z powrotem Sejmowi, czyli zawetuję ustawę o Sądzie Najwyższym, jak również o KRS, albowiem Sejm doprowadził do tego, że są one ze sobą powiązane" - oświadczył prezydent Andrzej Duda odnosząc się do ustaw reformujących sądownictwo, w tym ustawy o Sądzie... czytaj więcej

W każdym polityku drzemie jakaś ambicja do odegrania pozytywnej roli, więc jestem wdzięczny panu prezydentowi Dudzie za podjęcie decyzji, która choć częściowo ratuje Polskę przed ześlizgnięciem z drogi demokratycznej - powiedział Bronisław Komorowski dziennikarzowi RMF FM Krzysztofowi Berendzie.

Mam szczerą nadzieję, że pan prezydent Duda dorasta w tej chwili do funkcji - funkcji strażnika konstytucji - dodał.

Według Bronisława Komorowskiego, Andrzej Duda jako prawnik ma świadomość, że poniósłby odpowiedzialność za skutki kontrowersyjnych ustaw o sądownictwie.

Bronisław Komorowski: O zachowaniu prezydenta Dudy zdecydował masowy opór obywatelski

Krzysztof Berenda, RMF FM: Panie prezydencie, jest pan zaskoczony decyzją pańskiego następcy?

Bronisław Komorowski: I tak, i nie, bo - przyznam się - raczej wątpiłem w to, że prezydent Duda odważy się na przeciwstawienie środowisku PiS-u i prezesowi Kaczyńskiemu, a z drugiej strony, tkwiło gdzieś we mnie przekonanie, że w każdym polityku drzemie jakaś ambicja do odegrania pozytywnej roli. Nieważne, czy jestem zaskoczony, czy nie, ale jestem wdzięczny panu prezydentowi Dudzie za podjęcie decyzji, która choć częściowo ratuje Polskę przed ześlizgnięciem się z drogi demokratycznej.

Panie prezydencie, jest pan jedną z niewielu osób, które mogą wczuć się w to, co działo się w Pałacu Prezydenckim, w tamtejszych gabinetach - myśli pan, że dla Andrzeja Dudy był to problem? To była trudna decyzja, to są duże naciski? Co się dzieje, kiedy podejmuje się takie skomplikowane i niepopularne we własnym środowisku decyzje?

Wie pan, pan prezydent Duda miał chyba szczególnie trudną sytuację, psychologicznie, dlatego że wcześniej, w zasadzie przez dwa lata, podpisywał wszystko, jak leci, jeśli przychodziło coś ze stemplem Prawa i Sprawiedliwości - i sam się trochę ustawił w roli prezydenta jednej partii politycznej. Pewnie byłoby mu dzisiaj o wiele łatwiej, kiedy musi, po prostu musi, ze względu na sytuację, okazać samodzielność, gdyby i wcześniej nie łamał konstytucji, nie uczestniczył w gwałcie na Trybunale Konstytucyjnym.

Ale tym bardziej doceniam tę zapowiedź decyzji, bo mam szczerą nadzieję, że pan prezydent Duda - że tak powiem - dorasta w tej chwili do funkcji: funkcji strażnika konstytucji i funkcji osoby stojącej na straży bezpieczeństwa ustrojowego obywateli. Na pewno ma pełną świadomość, że to jest moment zwrotny, decydujący, że gdyby podpisał ustawy, czyli żyrowałby decyzje PiS-owskie, absolutnie naruszające nie tylko konstytucję, ale właściwie likwidujące demokratyczny ustrój sądów w Polsce, to przeszedłby do historii tylko i wyłącznie jako słynny już Adrian sprzed drzwi prezesa w "Uchu prezesa" - a tak uzyskał szansę, według mnie to była ostatnia szansa, na pokazanie, że jest prezydentem, a nie żyrantem politycznym, że jest osobą, która jednak wykonuje swoje role polityczne - nawet wtedy, kiedy jest to niewygodne, nawet wtedy, kiedy jest to ryzykowne.

Oczywiście pan prezydent - jak sądzę - ma pełną świadomość, że dokonując takiego wyboru stawia pod znakiem zapytania to, czy środowisko PiS-owskie będzie chciało poprzeć go w następnej kampanii wyborczej, ale jeśli się postara, to może zyskać zupełnie nowe poparcie, nowe akceptacje w różnych nowych środowiskach.

Co by pan teraz radził prezydentowi Dudzie, jak poprowadzić te prace nad nowymi ustawami o sądownictwie? Bo prezydent Duda zapowiedział, że będzie takie prowadził. Jak to zrobić, żeby nie wywołać znowu protestów i żeby przeprowadzić to, na czym mu zależy? On powinien stanąć na czele takiego komitetu czy powinien wystawić taką osobę jak pani Zofia Romaszewska, może jakiś prawnik? Może sędziów powinien dołączyć? Jak by pan mu radził?

Pani Zofia Romaszewska nie jest prawnikiem.

Teraz została wskazana jako osoba, która przekonała do tego weta, dlatego też o tym myślę.

Sądzę, że to jest raczej zabieg PR-owy, ale myślę, że pan prezydent Duda jako prawnik po prostu doskonale wiedział, że to jest niekonstytucyjne rozwiązanie i że to on będzie odpowiedzialny w przyszłości za kolejne naruszenie konstytucji, a oprócz tego, że ma do wyboru dwie ścieżki: albo zupełnej nicości politycznej, albo próby odegrania pozytywnej roli.

Uważam oczywiście, że Kancelaria Prezydenta powinna takie prace prowadzić. Ja bym na jego miejscu korzystał z oferty przedstawionej przez sędziów, którzy mają najlepsze rozeznanie, gdzie można dokonać pewnych zmian w ustroju sądów i w zasadach ich funkcjonowania, bez naruszania konstytucji, bez likwidowania niezależności wymiaru sprawiedliwości w Polsce i bez podporządkowywania go dyktaturze partyjno-politycznej - skorzystałbym więc z tych deklaracji sędziów. (...)

Oprócz tego pan prezydent musi być gotowy do konsultowania efektów tych prac nie w wąskim kręgu jednej partii, tylko także z opozycją. To, co dotyczy fundamentów systemu demokratycznego, powinno być konsultowane nie tylko z zainteresowanymi środowiskami zawodowymi, ale także ze środowiskami politycznymi, w maksymalnie szerokim układzie. Nigdy nie da się tego zrobić w stosunku do wszystkich, ale po tym masowym oporze społecznym, obywatelskim, który - w moim przekonaniu - zdecydował o zachowaniu prezydenta Dudy, sądzę, że prezydent powinien zdobyć się na maksymalnie szerokie konsultowanie efektów ewentualnych prac nad propozycjami zmian w ustawach.

Na sam koniec, jeżeli wrócimy do tej brutalnej polityki, co by pan radził prezydentowi Dudzie teraz, w tej sytuacji - jak by nie było - konfliktu z macierzystą partią: budować własne zaplecze, stawiać na samodzielność czy próbować dogadywać się z różnymi środowiskami? Pierwszy raz za tej prezydentury mamy taki otwarty konflikt między prezydentem a jego macierzystą partią.

Wie pan, wydaje mi się, że lepiej pół kadencji - bo pół kadencji pan prezydent ma już raczej niechlubnie zapisane - funkcjonować na warunkach, które nie uwłaczają roli prezydenta niż dwie kadencje w hańbiącej roli człowieka, który zamiast pilnować konstytucji - łamie ją. Myślę, że prezydent dokonuje takiej oceny i że chyba wybrał to, żeby zapisać się przynajmniej przez jedną kadencję czy pod koniec jednej kadencji przyzwoicie w historii polskich prezydentów niż starać się za wszelką cenę o następną kadencję. To jest pewnie kalkulacja: że może lepiej ta druga połowa kadencji przyzwoicie niż dwie na warunkach urągających przyzwoitości politycznej i ustrojowej.

A co prezydent będzie robił w sensie politycznym? Według mnie, ma jeszcze pole manewru zarówno w stosunku do własnego zaplecza politycznego, PiS-owskiego, jak i w stosunku do niektórych innych środowisk. Myślę, że to nie jest przypadek, że pan prezydent Duda zrobił parę gestów pod adresem środowiska pana Kukiza. Było widać pewną wzajemność, bo pan Kukiz również wyrażał się jak najlepiej o panu prezydencie Dudzie i jego poczynaniach. Zobaczymy, jak środowisko Kukiza zachowa się podczas głosowania nad prezydenckim wetem: jeśli poprze weto, to w moim przekonaniu pojawi się gdzieś tutaj możliwość politycznej gry na dwóch fortepianach, a może i na trzech.


ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Tylko dwa razy weto. Prezydent podpisze ustawę o ustroju sądów powszechnych >>>>

Prof. Gersdorf: Oczekiwaliśmy trzech wet >>>>

Zofia Romaszewska: Minister sprawiedliwości i prokurator generalny nie może rządzić SN >>>>

Politolog w RMF FM: Prezydent stanął po stronie swojego sumienia >>>>

(e)