Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie śmierci 16-letniej Olgi z Warszawy – dowiedział się reporter RMF FM Paweł Świąder. Śledczy otrzymali już wstępne wyniki sekcji zwłok nastolatki.

Lekarze zlekceważyli objawy sepsy u mojej córki - mówi RMF FM matka 16-letniej Oli, która zmarła na sepsę. Lekarze przez kilka godzin robili nastolatce badania, a jej stan cały czas się pogarszał. Sprawę już wyjaśniają prokuratorzy. czytaj więcej

Prokuratorzy wszczęli śledztwo, gdyż zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. Chodzi o błąd w sztuce lekarskiej - powiedziała RMF FM Katarzyna Kazimierczak z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota.

Matka 16-latki stwierdziła, że lekarze zlekceważyli objawy sepsy u jej córki. Z relacji kobiety wynika, że medycy ze szpitala wolskiego w Warszawie przez kilka godzin robili nastolatce badania, a jej stan cały czas się pogarszał.

Według ustaleń lekarzy dziewczyna zmarła z powodu niewydolności wielu narządów i zaburzeń z krzepnięciem krwi. Wstępne wyniki sekcji trzeba potwierdzić dodatkowymi badaniami – na ich wyniki trzeba będzie poczekać nawet do trzech miesięcy.

Wcześniej reporter RMF FM ustalił, że 16-latka nie chorowała na najgroźniejszą meningokową odmianę sepsy. Dokładne wyniki badań w tej sprawie będą znane dopiero za kilka dni.

Wczoraj ponad 600 uczniów warszawskiego liceum Olgi, zamiast na lekcje, trafiło na badania. Sanepid określił tę akcję jako „niepotrzebną panikę”. Dziś życie w szkole powoli wraca do normy. Jest teraz połowa uczniów, niektórzy mają zajęcia od drugiej, bądź trzeciej godziny lekcyjnej. Natomiast jest grupa nauczycieli na zwolnieniu lekarskim, których nie dopuszczono do pracy z powodu szczepienia ze względu na infekcje dróg oddechowych, zapalenie gardła, anginy. To grupa dziewięciu osób - powiedziała Barbara Osiecka, wicedyrektor warszawskiego liceum.

Na piętrze na stoliku przed tablicą ogłoszeń pali się znicz, na tablicy wisi zdjęcie Olgi oraz cytat: Tu jest pamięć i tutaj świeczka. Tutaj napis i kwiat pozostanie, ale zmarły gdzie indziej mieszka – na wieczne odpoczywanie.

W Polsce coraz częściej odnotowuje się przypadki sepsy. Choroba wywołuje ciężkie zakażenie osłabionego organizmu i w bardzo krótkim czasie może się przerodzić w ciężką postać, prowadzącą do niewydolności wielu narządów wewnętrznych, zaburzeń krzepnięcia krwi, a nawet do śmierci. Najpewniejszą ochroną przed chorobą są szczepienia ochronne.

Masowe szczepienia przeciw meningokokom rozpoczęły się dziś w Bytomiu i Piekarach Śląskich. Szczepionki dostaną wszyscy gimnazjaliści. W sumie 7500 uczniów. Epidemiolodzy wolą na wszelki wypadek zaszczepić dzieci, bo w ubiegłym roku właśnie w tych miastach wykryto ogniska sepsy.

Do bytomskiego gimnazjum nr 2 przyszli dziś wszyscy uczniowie. Choć nikt nie lubi szczepień, wszyscy wiedzą, że to konieczność. Rozmawiałam o tym z mamą. Powiedziała, że mam się niczego nie obawiać, że jest to szczepionka, którą muszę przyjąć, by nie zachorować i nie leżeć w szpitalu - mówi jedna z uczennic. Zaszczepionych zostanie pół tysiąca uczniów, akcja potrwa trzy dni.

Tymczasem w Radomiu zmarł na sepsę 57-letni lekarz, który trafił do szpitala ze zwichniętą kostką i otartym naskórkiem. Poprzez ranę do jego organizmu dostały się bakterie - ocenili lekarze, którzy nie byli w stanie uratować mężczyzny. Zakażenie rozwinęło się błyskawicznie. Drugi z chorych na sepsę - 21-latek czuje się lepiej i jego życiu nie grozi już niebezpieczeństwo - ustalił reporter RMF FM Paweł Świąder.