Bocian, który kilka dni temu przyleciał do warmińsko-mazurskiego Żywkowa chyba trochę się pospieszył. W bocianiej stolicy Polski pogoda nie przypomina wiosny. Mieszkańcy podkreślają, że zawsze pojawia się najpierw zwiadowca, a potem reszta ptaków. Bociany mają nadlecieć pod koniec marca.

Bociani "zwiadowca" w Żywkowie /Piotr Bułakowski /RMF FM

Pierwszy bocian do Żywkowa przyleciał w miniony czwartek. Od razu wzbudził zainteresowanie tamtejszych mieszkańców, którzy martwili się o jego los. Przy niskich temperaturach ptak ma problemy ze znalezieniem pożywienia. Bocian na jakiś czas odleciał, pewnie szukać jedzenia, teraz wrócił. Rzucałam mu kawałki mięsa, ale nie chciał ich jeść. Postawiłam też wiaderko z wodą, bo teraz z żadnego stawu się nie napije, wszędzie lód - mówi pani Irena, najbliższa sąsiadka bociana, który wybrał gniazdo właśnie w jej gospodarstwie.

Starsi mieszkańcy Żywkowa podkreślają, że przeważnie jeden, dwa bociany przylatywały wcześniej, a potem po kilku dniach pojawiała się reszta. Ten pierwszy to zwiadowca. 25 marca na zwiastowanie, bocian na dachu stodoły stanie jak to mówią, wtedy przyleci reszta - przewiduje pani Ania. Bociany w Żywkowie przyciągają turystów z całego świata. Głównie przyjeżdżają tutaj Niemcy, są też Francuzi. Gościliśmy też m.in. ekipę z japońskiej telewizji, która realizowała tutaj reportaż - mówi Adam Łopuszyński, sołtys Żywkowa i zarządca gospodarstwa Polskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.

Przez cały sezon bociani w Żywkowie nie da się nie usłyszeć charakterystycznego klekotu tych ptaków. Mieszkańcy bocianiej stolicy Polski są już do tego przyzwyczajeni. Absolutnie ten klekot nam nie przeszkadza. Wolimy to niż hałas ulicy i samochodów - mówi pani Ania. Ubiegły rok był rekordowy pod względem liczby ptaków. W Żywkowie było 50 par i niemal wszystkie gniazda były zajęte. Ornitolodzy mają nadzieję, że ten rok będzie równie dobry, a może nawet lepszy.

(az)