Katowicki sąd nie podjął decyzji o tymczasowym aresztowaniu Jana Burego, o które apelowała prokuratura. Były poseł PSL jest podejrzany o korupcję. Śledczy swój wniosek o areszt uzasadniali obawą matactwa i grożącą podejrzanemu surową karą.

Jan Bury /PAP/Andrzej Grygiel /PAP

Jadę do domu. Nie ukrywam się przed prokuraturą, przed CBA, ABW, przed sądem. Nie widziałem potrzeby zatrzymywania polityka partii opozycyjnej o 24 pod budynkiem Sejmu. Kilkanaście dni wcześniej złożyłem oświadczenie, że jestem w pełnej gotowości i mogę się stawić na każde wezwanie prokuratury - mówił dziennikarzom Jan Bury. Zatrzymanie mnie przypomina mi czasy, które 8 lat temu słusznie minęły - dodał. Sąd podzielił argumentację mojej obrony. Na tym etapie nie będę odnosił się do zarzutów. Jestem osobą niewinną - podkreślił polityk. 

Jan Bury ma 6 zarzutów. Wszystkie dotyczą korupcji. Miał przyjąć w sumie ponad 900 tysięcy złotych łapówek od biznesmenów za załatwianie spraw w instytucjach państwowych. Śledczy chcieli jeszcze przedstawić byłemu posłowi zarzuty związane z ustawianiem wyników konkursów w Najwyższej Izbie Kontroli. Na razie jednak do tego nie doszło.

Taki wniosek złożyli obrońcy, żeby tych czynności dzisiaj nie przeprowadzać. To jest zresztą inna sprawa i w innym terminie te zarzuty zostaną przedstawione - mówił Leszek Goławski z prokuratury apelacyjnej w Katowicach.

Były poseł PSL Jan Bury został zatrzymany w środę wieczorem przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w związku z zarzutami korupcyjnymi na polecenie Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach.

Janowi Buremu grozi 12 lat więzienia.

(mn)