Warszawskie lotnisko Chopina chce się uzbroić przeciwko dronom. Pracuje nad systemem, mającym zagłuszać sterowanie urządzeniami, które wlatują w strefę portu albo samolotów. To pokłosie incydentu, kiedy dron przeleciał zaledwie 100 metrów od maszyny Lufthansy, co groziło katastrofą.


Rozmowa załogi samolotu z wieżą kontroli lotów

Infrastruktura, nad którą myśli lotnisko, ma blokować częstotliwości, dzięki którym operatorzy sterują dronami. Jeżeli urządzenie wleci w zagłuszoną strefę, stanie się bezwładnym kawałkiem metalu lub plastiku i spadnie na ziemię. Urząd Komunikacji Elektronicznej zapewnia, że te zagłuszarki w żaden sposób nie zaszkodzą samolotom.

To jednak rozwiązanie tymczasowe, bo nie uchroni nas przed samodzielnie myślącymi dronami, a takie już są dostępne.

Dlatego eksperci lotniczy mówią, że za chwilę trzeba będzie opracować mechanizm zestrzeliwania takich urządzeń - na przykład minirakietami. Innego wyjścia nie ma, zwłaszcza gdy drony zaczną wykorzystywać u nas terroryści. Pracownicy warszawskiego lotniska przyznają, że tak trzeba będzie kiedyś zrobić. 

Incydent w Warszawie

Uziemiają śmigłowce gaśnicze, latają blisko lotnisk. Problemy z dronami w USA [FILM]

W Stanach Zjednoczonych obowiązują rygorystyczne przepisy w kwestii samolotów bezzałogowych. Co nie znaczy, że Amerykanie w 100 procentach stosują się do obowiązujących zasad. Federalna Administracja Lotnicza otrzymuje dziesiątki raportów mówiących o incydentach, gdzie drony latały zbyt blisko... czytaj więcej

Operator drona, który w poniedziałek był bliski spowodowania katastrofy samolotu lądującego na warszawskim lotnisku Chopina, został zwolniony z aresztu. 39-latek przyznał, że mniej więcej w czasie, gdy piloci Lufthansy alarmowali wieżę kontroli lotów o obecności drona, używał swojego bezzałogowca. Sterował nim z okolic Piaseczna.

Policjanci zabrali mężczyźnie drona. Biegli sprawdzą, czy to na pewno ta maszyna przelatywała przedwczoraj zaledwie 100 metrów od lądującego samolotu Embraer - niemieckich linii Lufthansa. Będzie to możliwe, bo dron zapisuje w swojej pamięci trajektorię lotu. Jeżeli potwierdzą się przypuszczenia śledczych, 39-letniemu mężczyźnie grozi nawet do 8 lat więzienia.

Na pokładzie maszyny, która leciała z Monachium, było 113 pasażerów. Wyjaśnianie okoliczności tego zdarzenia potrwa co najmniej kilka tygodni. Wszystko z powodu nowych przepisów.

Od 1 lipca obowiązuje procedura, zgodnie z którą to policja samodzielnie prowadzi śledztwo. Dron zapisuje parametry lotu, więc sprawdzenie czy rzeczywiście przelatywał blisko samolotu Lufthansy - nie powinno być trudne. Problemy zaczną się później, ponieważ trzeba będzie przesłuchać pilotów obcokrajowców i kontrolerów. 

(es)