Trzech obywateli Holandii arabskiego pochodzenia próbowało w Gdyni kupić karabinki maszynowe kałasznikowa oraz pistolet - dowiedział się reporter RMF FM. Nie udało im się to jednak. Zostali zatrzymani. Próba nielegalnego zakupu została nagrana telefonem komórkowym przez jednego z klientów sklepu.

Mężczyźni chcieli kupić w sklepie kałasznikowy i pistolet (zdj. ilustracyjne) / Jens Buettner DPA /PAP

Jak ustalił reporter RMF FM, o próbie transakcji zawiadomił policję właściciel sklepu z bronią, do którego przyszli Holendrzy.

Funkcjonariusze przez kilka godzin starali się odnaleźć opisanych mężczyzn. Ostatecznie natrafili na nich w jednym z gdyńskich centrów handlowych. Wówczas na miejsce wezwano antyterrorystów.

Podczas zatrzymania Holendrzy nie chcieli wykonywać poleceń funkcjonariuszy, sięgnęli też do wewnętrznych kieszeni kurtki. Wtedy policjanci zdecydowali się użyć wobec nich paralizatorów. Po przeszukaniu nie znaleziono jednak u nich żadnych niebezpiecznych przedmiotów.

W hotelu, w którym się zatrzymali Holendrzy, znaleziono natomiast kupiony wcześniej gaz pieprzowy oraz urządzenia do uruchamiania samochodów.

"Bałem się, że to mogą być osoby związane z terroryzmem"

To pierwszy raz, gdy powiadomiłem policję o podejrzanym zachowaniu klienta. Bałem się, że to mogą być osoby związane z terroryzmem - przyznaje Cezariusz Stolarczyk, były żołnierz, dziś handlujący bronią. To jego i innego zawodowego żołnierza - Krzysztofa Kwaśnika - chcieli namówić do nielegalnej sprzedaży broni obywatele Holandii.

Zachowywali się trochę dziwnie, bardzo byli zainteresowani kałasznikowem i glockiem. Wzbudziło to podejrzenie moje i kolegi. Krzysztof przejął rozmowę z nimi. Zaczęli nam proponować, żebyśmy na lewo sprzedali te karabiny, żeby wymazać z nich numery. Próbowali nas przekupić, wyciągnęli plik pieniędzy – mówi w rozmowie z reporterem RMF FM Cezariusz Stolarczyk.

Mężczyźni za sztukę proponowali 5 tys. dolarów. Normalnie taka broń jest warta 2,5 tys. zł.

Sprzedawcy zwrócili uwagę na mężczyzn już w momencie, gdy ci weszli do sklepu. Zbytnio cwaniakowaci byli. Pokroju trochę półświatka. Ubrani w dresy, klapki – mówi Cezariusz Stolarczyk. Przyznaje, że przez myśl przeszło mu, że to prowokacja służb specjalnych, które sprawdzają, czy nie handluje nielegalnie bronią.

Sprzedawcy postanowili, że przetrzymają jak najdłużej mężczyzn. Ja z jeszcze jednym klientem robimy film z tej transakcji. Krzysztof proponuje im, że mogą jedynie bez pozwolenia zakupić sobie gaz pieprzowy. Przy sprzedaży gazu próbowaliśmy jeszcze wyciągnąć od nich dokument tożsamości. Wyciągnęli, pokazując tylko zdjęcie. Widać było, że jest to dokument holenderski. Umiejętnie ukrywali wszystkie dane identyfikacyjne – mówi Cezariusz Stolarczyk.

Po tym, jak wyszli ze sklepu, chcieliśmy zrobić zdjęcia samochodu i tablic rejestracyjnych, ale okazało się, że tak umiejętnie zakrywali te tablice rejestracyjne, że nie było możliwości sfotografowania tego. Dopiero, gdy wskoczyli do auta i z piskiem opon zaczęli odjeżdżać spod sklepu, udało nam się zrobić jeszcze zdjęcia - dodaje Stolarczyk.

Jeden ze sprzedawców wciąż jest zawodowym żołnierzem. Drugi to były wojskowy. Oprócz tego obaj prowadzą szkolenie - między innymi antyterrorystyczne, gdzie uczą ludzi rozpoznawać sytuacje niebezpieczne. Obaj poprosili o publikację swoich nazwisk.

Posłuchaj rozmowy z Cezariuszem Stolarczykiem

Mężczyźni byli wielokrotnie notowani przez holenderską policję

Prokuratura - jak dowiedział się reporter RMF FM Kuba Kaługa - postawiła już zarzuty w tej sprawie. Skierowała też do sądu wniosek o areszt. Według naszych nieoficjalnych informacji zarzuty związane są z nielegalnym obrotem bronią.

Prokuratura Rejonowa w Gdyni, która prowadzi sprawę, nie chce na razie o niej mówić. Treści zarzutów nie zdradza także "okręgówka". Żadnych informacji dotyczących osób, jak i samego postępowania, określonych zarzutów  nie mogę przekazać - mówi Grażyna Wawryniuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Kuba Kaługa pytał, czy zatrzymani to kryminaliści czy też mogą mieć związek z terroryzmem. Jeszcze tego nie wiemy - nieoficjalnie usłyszał od policjantów dziennikarz RMF FM.

Jak dowiedział się reporter RMF FM, mężczyźni byli wielokrotnie notowani przez holenderską policję - za posiadanie broni palnej, napady z użyciem przemocy, a także za kradzieże, między innymi samochodów.

Mężczyźni przyjechali do Polski samochodem osobowym - to auto jest teraz sprawdzane.

(mpw)