Sąd w Gdańsku uznał Annę Kołakowską - radną klubu PiS w gdańskiej radzie miasta - winną znieważenia posła na sejm RP. Chodzi o kontrowersyjny wpis odnoszący się do posłanki PO Agnieszki Pomaskiej. "Trzeba to coś złapać i ogolić na łyso" - napisała Kołakowska. Posłanka wniosła do sądu tak zwany subsydiarny akt oskarżenia. Wcześniej prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie.

Gdańska radna PiS Anna Kołakowska /Dominik Kulaszewicz /PAP

Chodzi o wpis na portalu społecznościowym z maja 2016 roku. Anna Kołakowska - gdańska radna Prawa i Sprawiedliwości - umieściła wtedy zdjęcia posłanki Platformy Obywatelskiej Agnieszki Pomaskiej i podpisała je słowami "trzeba to coś złapać i ogolić na łyso." Miała to być reakcja na postawę Pomaskiej w trakcie sejmowej debaty dotyczącej uchwały o suwerenności Polski. Pomorska posłanka podarła wtedy na mównicy sejmowej projekt uchwały, mówiąc: "Mam nadzieję, że ta uchwała skończy w ten sposób".

Po wpisie Anny Kołakowskiej Agnieszka Pomaska zawiadomiła prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa. Ta umorzyła prowadzone w tej sprawie śledztwo. Sprawa trafiła jednak do sądu, bo parlamentarzystka zdecydowała się na subsydiarny akt oskarżenia w tej sprawie.

W procesie sąd tylko po części uznał rację Agnieszki Pomaskiej. Stwierdził, że Anna Kołakowska jest winna znieważenia posła na Sejm RP, ale nie odpowiada za nawoływania do popełnienia wobec niej przemocy. Sąd nie miał wątpliwości, że Anna Kołakowska miała świadomość tego, że umieszczony wpis miał charakter poniżający godność Agnieszki Pomaskiej. Sąd nie dał wiary, że oskarżonej chodziło o krytykę postawy, nie zaś osoby pokrzywdzonej - uzasadniała decyzję sędzia Aleksandra Kaczmarek-Byzdra. Podkreślała, że nie ma wątpliwości, że celem Anny Kołakowskiej było obrażenie Agnieszki Pomaskiej, a nie obrona wartości. Zniewaga nie może być popełniona w obronie społecznie uzasadnionego interesu, gdyż interes taki wymaga ochrony godności człowieka - mówiła sędzia Kaczmarek-Byzdra.

Pomaska: Sędzia potwierdziła, że mowa nienawiści nie może zastępować rzeczowej krytyki

Agnieszka Pomaska po wyjściu z sali przyznała, że jest usatysfakcjonowana decyzją sądu, mimo że nie w pełni podzielił on jej zdanie. Dziś sędzia potwierdziła, że mowa nienawiści nie może zastępować rzeczowej krytyki. Ten dzień jest poważnym ostrzeżeniem dla wszystkich w Polsce, którzy chcą posługiwać się mową nienawiści, którzy uważają, że można przekraczać ustalone granice krytyki - mówiła Agnieszka Pomaska. Podkreślała, że ma nadzieję, że politycy wezmą sobie te słowa do serca.

Kołakowska: Jestem winna, że kocham moją ojczyznę

Anna Kołakowska natomiast nie kryła emocji, gdy komentowała decyzję sądu. Zostałam skazana, za to, że czuję pogardę do takiej postawy, jaką prezentuje pani Pomaska. Tak to wyraziła sędzina. Innego wyroku być nie mogło. Pani sędzia na koniec rozprawy dała popis tego, jak bardzo potrafi mieć osobisty stosunek do mnie, niechętny. Nie było wątpliwości, że będą skazana. Z prostego powodu. Nie jestem roztargnionym sędzią, sędzią, który ukradł kiełbasę czy pendriva. Nie jeździłem samochodem po pijanemu, więc jestem oczywiście winna. Jestem winna, że kocham moją ojczyznę. Popełniłam zbrodnię, bo jestem Polakiem - mówiła Anna Kołakowska.

Gdańska radna - najpewniej - miała na myśli słowa sędziego, które odnosiły się do jej mowy końcowej. Anna Kołakowska powiedziała wtedy w ostatnim słowie, iż spodziewa się tego, że zostanie skazana. Ludzi, którzy mają takie poglądy jak my - katolickie, narodowe, patriotyczne - w Polsce dzisiaj się prześladuje i represjonuje. My jesteśmy w sądach zawsze skazywani. Nie zapadają wyroki uniewinniające w stosunku do ludzi, którzy bronią dziś wartości. Wartości patriotycznych, wartości religijnych, wartości moralnych. Druga strona jest notorycznie uniewinniana. Uniewinniani są działacze KOD, uniewinniani są Obywatele RP, uniewinniani są przedstawiciele lewackich organizacji, takich jak ci, którzy blokowali wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej - mówiła Anna Kołakowska, podkreślając, że skazujący wyrok przyjmie z dumą. Tak samo jak z dumą przyjmowaliśmy wyroki w stanie wojennym  - mówiła Kołakowska, która poprosiła sąd by - w przypadku skazania - wymierzył jej karę aresztu.

 Sąd w uzasadnieniu odniósł się do tych kontrowersyjnych słów Anny Kołakowskiej. Takie stwierdzenie oskarżonej  uznać należy za koniunkturalne, mające w ocenie sądu przysporzyć oskarżonej popularności wśród jej zwolenników. Oskarżona wniosła o karę aresztu, której w tym przypadku wymierzyć nie można. Zdaniem sądu w ten sposób chciała zdobyć poklask, kreując się na osobę walczącą o suwerenność ojczyzny. Można przypuszczać, że konieczność odbycia kary pozbawienia wolności stanowiłaby okazję do happenigu i demonstracji swojego rzekomego pokrzywdzenia - mówiła sędzia Kaczmarek-Byzdra. 

(mpw)