Zamkniemy cztery oddziały, by przesunąć personel do tych klinik, w których są pacjenci wymagający opieki - powiedziała w poniedziałek dyrektor Centrum Zdrowia Dziecka Małgorzata Syczewska. W placówce od 24 maja trwa strajk pielęgniarek. "Ponieważ sytuacja jest bardzo trudna, podjęliśmy taką decyzję, by zapewnić bezpieczeństwo i możliwość leczenia" - podkreśliła.

Dyrektor CZD: zamkniemy cztery oddziały /Marcin Obara /PAP

Według Małgorzaty Syczewskiej, chodzi o cztery oddziały, w których pacjentów teraz już nie ma, bo zostali skierowani do innych miejsc. Jest to bardzo trudna decyzja, ale w tej sytuacji jedyna, jaką możemy podjąć (...) Robimy to z ciężkim sercem, ale pamiętamy, że na końcu tego naszego sporu są pacjenci i musimy przede wszystkim troszczyć się o nich, żeby warunki, które tu mają - w tej trudnej sytuacji - były bezpieczne. To jest tym podyktowane - tłumaczyła dyrektor Centrum Zdrowia Dziecka.

Dodała, że wśród tych zamykanych oddziałów nie ma onkologii. Nie myślimy o tym - podkreśliła. Dyrektor CZD poinformowała, że działający w placówce związek zawodowy pielęgniarek złożył dyrekcji w poniedziałek nową propozycję porozumienia. Jest ona analizowana. Musimy policzyć koszta - tłumaczy Syczewska.

Nowe żądania i nowe punkty

Nie ma chęci porozumienia, pielęgniarki przedstawiły nowe propozycje finansowe i są one wyższe niż wynegocjowane do tej pory - dodaje wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz, który rozmawiał dziś ze strajkującymi pracownikami placówki. Kwota żądań jest wyższa niż ta, która była ostatnio omawiana, nawet w tej wersji pierwotnej. Pojawiły się nawet nowe punkty - dodatków za pracę na dyżurach w dni świąteczne, dodatkowych pieniędzy za szczególne pięć dni, czyli tych dużych świąt w roku i to wszystko generuje dodatkowe koszty - tłumaczył wiceminister.

Zaproponowana dziś kwota to 400 złotych plus dodatkowe, nowe propozycje, dawała sumarycznie kwotę przewyższającą pierwotną propozycję, czyli 500 zł - twierdzi.

W nowej propozycji pielęgniarki domagają się także zwiększenia o 5 proc. dodatków za pracę w systemie nocnym (z 65 proc. do 70 proc.) oraz za pracę w święta (z 45 proc. na 50 proc.), a także zwiększenia wynagrodzenie za pięć dni w roku (dwa dni Bożego Narodzenia i Wielkanocy oraz Nowy Rok) ze 100 proc. do 200 proc.

Zaproponowano także m.in., by pracodawca - niezależnie od uzgodnionych wzrostów wynagrodzeń - corocznie prowadził negocjacje ze związkiem dotyczące wzrostu płac zasadniczych w danym roku kalendarzowym, przy czym kwota ta nie byłaby mniejsza niż 100 zł brutto.

Dyrekcja CZD proponowała wcześniej zwiększenie wynagrodzenia zasadniczego brutto o 250 zł.

"Nie ma chęci porozumienia, to fatalna sytuacja"


W ocenie Marka Tombarkiewicza oznacza to, że "nie ma chęci porozumienia". "(... ) Jest to twarde stanowisko (...) wręcz te punkty, które zostały dogadane - oprócz jednego podstawowego, czyli kwoty podwyżki - zostały dzisiaj kompletnie przemodelowane i pojawiły się nowe zapisy, a nie te, które już były wynegocjowane - dodał wiceminister. Ewidentnie nie ma tu chęci porozumienia, to fatalna sytuacja. To, co zostało wynegocjowane w sobotę zostało dziś odwrócone; po rozpoczęciu rozmów, po godzinie przewodnicząca przyniosła nową propozycje - podkreślił. Dodał, że zarówno dyrekcja jak i resort są gotowi na kontynuowanie rozmów.

Pytany o wysokość strat związanych ze strajkiem Tombarkiewicz odpowiedział, że szacunkowo jest to ok. 5 mln zł. To są straty, które można odrobić, jeśli personel wróciłby do pracy, to ten kontrakt można odrobić, wyrównać straty; natomiast przyznanie podwyżek do podstawy to jest stały koszt, który będzie przechodził z roku na rok, trzeb też pamiętać o pozostałych pracownikach. Też na pewno będą chcieli podobnego poziomu podwyżek lub mogą wystąpić do dyrekcji z innymi żądaniami - twierdzi wiceminister.

Gorący weekend rozmów

Kolejny dzień rozmów w Centrum Zdrowia Dziecka. "Nie mamy worka pieniędzy"

Nie mamy żadnych cudownych rozwiązań w postaci worka pieniędzy dla strajkujących - powiedział wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz, przed rozmowami ze strajkującymi pielęgniarkami z Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Jak dodał: pielęgniarki nie mogą terroryzować pracodawcy żądaniami, które... czytaj więcej

W weekend pielęgniarki wycofały się z przeprowadzenia zapowiadanego wcześniej referendum w sprawie zaostrzenia protestu (rozważały całkowite odejście od łóżek pacjentów lub złożenie wypowiedzeń).W sobotę pielęgniarki zaapelowały do premier Beaty Szydło o "natychmiastową pomoc" w rozwiązaniu konfliktu. Wśród przyczyn braku porozumienia z dyrekcją wymieniły: nadmierne przeciążenie pracą związane z niedoborem pielęgniarek i położnych, zbyt niskie wynagrodzenia, brak poczucia bezpieczeństwa oraz poszanowania godności zawodów pielęgniarek i położnych.

W niedzielę przed CZD pikietowało ok. trzydziestu osób. Rodzice opowiadali, że terminy badań i operacji ich dzieci są przekładane z powodu strajku, a niektóre z nich nie zostały przyjęte do szpitala. Jedna z matek przekonywała, że oddziały są praktycznie puste. Mówienie, że CZD działa normalnie jest nadużyciem - podkreśliła.

Strajk w warszawskiej placówce trwa już dwa tygodnie. Pielęgniarki w Instytucie "Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka" w Międzylesiu pod Warszawą odeszły od łóżek pacjentów 24 maja.

(ug)