​Będę składał odwołanie. To jest decyzja, na którą mam dwa miesiące - powiedział w Telewizji Republika w niedzielę eurodeputowany Ryszard Czarnecki. 7 lutego został on odwołany ze stanowiska wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego.

Ryszard Czarnecki / Wiktor Dąbkowski /PAP

Decyzja w sprawie odwołania Czarneckiego była konsekwencją konfliktu między nim a europosłanką PO Różą Thun. Czarnecki w związku z jej wystąpieniem w krytycznym wobec rządzących w Polsce filmie francusko-niemieckiej telewizji Arte i słów "jak tak dalej pójdzie nastanie dyktatura" porównał ją do szmalcownika. Liderzy większości frakcji w PE uznali to za "przekroczenie czerwonej linii" i zawnioskowali o dymisję.

Będę składał odwołanie. To jest decyzja, na którą mam dwa miesiące. Mówię to po raz pierwszy publicznie. Jest dość prawdopodobne, że to uczynię. Nie wykluczam, że pojawią się inni kandydaci i pewnie wynik głosowania jest przesądzony - powiedział w niedzielę w programie "Polityczna kawa" w Telewizji Republika Ryszard Czarnecki.

Czarnecki - po odwołaniu - pozostaje posłem do Parlamentu Europejskiego, nie będzie już jednak pełnił funkcji wiceprzewodniczącego ani członka Prezydium, czyli organu ustalającego zasady pracy PE, w skład którego wchodzą przewodniczący i wiceprzewodniczący. 

Oznacza to m.in., że nie będzie już mógł reprezentować Parlamentu w imieniu jego przewodniczącego ani przewodniczyć obradom plenarnym. Straci również dodatkowego asystenta, możliwość rozliczania wydatków reprezentacyjnych (ponad 900 euro miesięcznie) i być może gabinet (zdecyduje o tym frakcja EKR).

Głosowanie ws. usunięcia Czarneckiego było tajne. Czarneckiego odwołano większością 447 głosów za, przy 196 przeciw i 30 wstrzymujących się.

(ph)