Grupa polskich biskupów próbowała zorganizować spotkanie pojednawcze Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim, po tym jak prezydent zawetował ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym autorstwa PiS. Tylko w RMF FM nasz dziennikarz Patryk Michalski ujawnia kulisy politycznych negocjacji w sprawie reformy wymiaru sprawiedliwości. Z naszych informacji wynika, że rozmowa z udziałem duchownych w roli mediatorów nie doszła do skutku, bo Jarosław Kaczyński nie przyjął na nią zaproszenia.

Prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło oraz marszałek Sejmu Marek Kuchciński podczas mszy św. na jasnogórskich błoniach w dniu 26 sierpnia / Marcin Kmieciński /PAP

Hierarchowie zaplanowali, że do spotkania pojednawczego między Andrzejem Dudą a Jarosławem Kaczyńskim dojdzie na Jasnej Górze, w bardzo uroczystych okolicznościach, bo przy okazji 300-lecia koronacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, czyli 26 sierpnia.

Prezydent Duda zgodził się wziąć udział w spotkaniu. Prezes PiS odmówił. Jarosław Kaczyński nie chciał wzmacniać pozycji prezydenta. Obawiał się, że hierarchowie będą wywierali na niego presję, po tym jak episkopat opublikował list, w którym biskup Gądecki - tuż po wetach - podziękował prezydentowi za postawę. Jarosław Kaczyński zaplanował więc, że spotka się z prezydentem w cztery oczy, bez mediatorów.

Z informacji dziennikarza RMF FM wynika, że na pomysł zorganizowania spotkania pojednawczego wpadli m.in. biskupi Gądecki, Hoser i Jędraszewski. Swoją decyzję mieli tłumaczyć "poczuciem współodpowiedzialności za dobro wspólne" i historyczną rolą Kościoła w Polsce. Rozmówcy naszego dziennikarza tłumaczą, że ten ruch miał dodać otuchy prezydentowi. Tym razem ponieśli jednak mediacyjną klęskę.

Prezydenckie projekty ustaw o KRS i SN radykalnie zmienione po wrześniowym spotkaniu z Kaczyńskim

Prezydenckie projekty ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, przesłane do Sejmu, to jedynie około 1/3 pomysłów, które pierwotnie chciał przedstawić Andrzej Duda. Jak wynika z naszych informacji do kluczowych - nieplanowanych wcześniej zmian - doszło po spotkaniu Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim w Belwederze 22 września.

Z pierwotnych projektów ustaw zaakceptowanych przez prezydenta zniknęło wiele rozwiązań proobywatelskich. Na przykład w ustawie o Sądzie Najwyższym, Andrzej Duda zrezygnował z całej grupy przepisów, które miały przyspieszyć postępowania przed sądem.

Chodziło w nich o to, żeby sąd mógł dyscyplinować prokuratorów w przygotowywaniu aktów oskarżenia chociażby przez odrzucanie nieważnych dla sprawy wniosków dowodowych. Nasi rozmówcy twierdzą, że takie rozwiązanie mogłoby nie spodobać się Zbigniewowi Ziobrze.

Drugie rozwiązanie - na które miał się nie zgodzić Jarosław Kaczyński - to powstanie instytucji uchwał interpretacyjnych. To narzędzie, które miało pomóc Sądowi Najwyższemu w dyscyplinowaniu sądów, żeby prawidłowo stosowały konstytucję, dbając o uprawnienia obywateli.

Według informatorów dziennikarza RMF FM z otoczenia Pałacu Prezydenckiego i najważniejszych polityków PiS, Jarosław Kaczyński podczas dwugodzinnego spotkania postawił prezydentowi twarde warunki, na które Andrzej Duda nieoczekiwanie zgodził się dopiero podczas spotkania.

Jak się dowiedział reporter RMF FM, prezes PiS stwierdził jasno, że nie będzie reformy sądownictwa bez głębokich zmian personalnych w Sądzie Najwyższym.

Argumentacja Jarosława Kaczyńskiego: Odpowiedzialność konstytucyjna prezydenta Dudy

Z naszych informacji wynika, że prezydent wycofał się z większości swoich pomysłów bez konsultacji ze swoim otoczeniem.

Według informatorów dziennikarza RMF FM, prezes PiS Jarosław Kaczyński miał mówić o odpowiedzialności konstytucyjnej Andrzeja Dudy za wszystkie podejmowane decyzje. Ta deklaracja wywołała nerwowe ruchy ze strony prezydenta, a plan nad którymi pracowała grupa ekspertów przez blisko dwa miesiące, został w większości odrzucony.

Jednym ze spontanicznych ruchów miał być pomysł na konsultacje z klubami parlamentarnymi w sprawie zmiany konstytucji. "To było z góry skazane na porażkę" - mówią informatorzy.

Przypomnijmy, chodziło o możliwość wskazania członków KRS przez prezydenta, gdyby nie udało się zebrać odpowiedniej większości w Sejmie. "Prezydent wpadł we własną pułapkę, stał się zakładnikiem dobrego wychowania, kultury konwenansów i tego, że nie potrafi sprzeciwić się Kaczyńskiemu" - dodają nasi rozmówcy.

To ludzie, z którymi prezydent konsultował swoje pomysły, do których dzwonił i prosił o wsparcie, dziękował za ich wskazówki. Jak twierdzą, do czasu spotkania z Jarosławem Kaczyńskim. Otwarte pozostaje więc pytanie, ile z prezydenckich ustaw zostanie po zaplanowanym na piątek kolejnym spotkaniu z prezesem PiS...

 

(j.)