Pracownicy ubojni w Witkowie w województwie zachodniopomorskim podczas transportu i rozładunku bili zwierzęta m.in. młotkiem i rurką, a także kopali i razili je poganiaczem elektrycznym - wynika z informacji prokuratury. Przed sądem w Stargardzie w czwartek rozpoczął się proces 13 oskarżonych.

Oskarżeni na sali rozpraw Sądu Rejonowego w Stargardzie / Marcin Bielecki /PAP

Jeden z oskarżonych zeznał, że nie bił zwierząt i nie znęcał się nad nimi. Jak dodał - oklepywał je tylko, kiedy nie chciały iść w określonym kierunku. Zeznał także, że w zakładzie nie prowadzono z pracownikami szkoleń, jak pracować ze zwierzętami.

Kolejny przesłuchiwany pracownik firmy mówił także o braku szkoleń. Jak podkreślał - nie chciał zrobić krzywdy zwierzętom i nie uważa, żeby je skrzywdził. Z jego wyjaśnień wynika, że do przeganiania zwierząt służyły w firmie między innymi plastikowe rurki, ale także tak zwane poganiacze elektryczne. Jak tłumaczył - zwierzę, które nie chciało iść w określonym kierunku, czasem trzeba było "puknąć".

Jak wynika z informacji prokuratury - pracownicy ubojni w Witkowie podczas transportu i rozładunku bili zwierzęta między innymi młotkiem i rurką, a także kopali i razili je poganiaczem elektrycznym.

Według śledczych, transportowane do ubojni zwierzęta były narażone na zbędne cierpienie i stres, a takich działań zabraniają przepisy ustawy z 21 sierpnia 1997 roku o ochronie zwierząt.

Prokuratura zajęła się sprawą po zawiadomieniu przez Fundację Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva!. Śledczy zgromadzili obszerny materiał dowodowy, w tym nagrania dostarczone przez fundację, zawierające sceny maltretowania zwierząt.

Oskarżonym grożą grzywny, ograniczenie wolności albo do 2 lat więzienia.

(ak)