Niespójny wewnętrznie, niesprawiedliwy i nierzetelny, bo pomijający kilka ważnych faktów - tak raport ws. tragedii na Broad Peak ocenił Adam Bielecki. 30-latek był jednym z czterech Polaków, którzy jako pierwsi zdobyli ten ośmiotysięcznik zimą. Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski zginęli w drodze na dół. Zachowanie Bieleckiego w czasie marcowej wyprawy oceniono w raporcie bardzo krytycznie. Według autorów dokumentu, złamał on zasady etyki i praktyki alpinistycznej.

Bardzo Wam dziękuję za tak liczne wiadomości i posty. Wierzcie, że dzięki Wam mam siłę, żeby się z tym wszystkim zmierzyć - napisał Bielecki na Facebooku. Raport uważam za niespójny wewnętrznie, niesprawiedliwy w swoich ocenach, a także nierzetelny ze względu na pominięcie w analizie kilku istotnych faktów - dodał.

Himalaista zamierza osobiście odnieść się do dokumentu przygotowanego przez pięcioosobowy zespół. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się opublikować mój oficjalny komentarz w tej sprawie. Jeszcze raz dziękuję Wam za wirtualne, a jednak realne wsparcie - zakończył.

Zobacz również:

Wielicki: Niepotrzebnie go zlinczowano

W obronie Bieleckiego stanął w rozmowie z RMF FM kierownik marcowej wyprawy Krzysztof Wielicki. Wydaje mi się, że ocena moralna niepotrzebnie się znalazła w tym raporcie, bo to nie są sprawy czarno-białe - zaznaczył. Tu trzeba się bardzo dobrze zagłębić w temat. Nikt z tej komisji nigdy na 8 tysiącach zimą nie był, nie wspinał się, być może to też zmieniłoby trochę ich spojrzenie na ten wypadek. Adama Bieleckiego trochę niepotrzebnie tutaj zlinczowano, bo komisja jednak nie wzięła pod uwagę tego, że Adam nie wiedział o tym, co się dzieje z tyłu, bo byłaby inna sytuacja, gdyby ten zespół był razem, w czwórkę i mogło się zdarzyć, że ktoś osłabł, ktoś był słabszy, ktoś kogoś zostawił. Tutaj nie było takiej sytuacji, więc wydaje mi się, że ocena Adama jest trochę przerysowana i on może czuć się trochę pokrzywdzony - dodał.

Pustelnik: Nie przyjmujemy argumentacji Bieleckiego

Ze stanowiskiem Bieleckiego nie zgadza się natomiast szef zespołu, który opracował raport, Piotr Pustelnik. Stanęliśmy po stronie czegoś, co się nazywa zespół i partnerstwo. My nie możemy przyjąć takiej argumentacji, jaką słyszałem z ust Adama Bieleckiego, że to jest jakiś projekt, gdzie się spotykają ludzie i oni niekoniecznie muszą być związani ze sobą jakimiś więzami. Nawet jeśli jest projekt i ludzie spotykają się pierwszy raz w życiu, to obowiązują te same zasady, które obowiązują ludzi w środowisku, w którym się doskonale znają i się dobrze rozumieją. Tu żadnej relatywizacji zasad nie może być, absolutnie - podkreślił.

"Bielecki nie jest kozłem ofiarnym" (TVN24/X-NEWS)

Zespół krytycznie o postawie Bieleckiego i Małka

Autorzy raportu wytknęli Bieleckiemu i Arturowi Małkowi liczne błędy. Ich zdaniem, obaj "złamali zasady etyki i praktyki alpinistycznej oraz regułę Polskiego Himalaizmu Zimowego mówiącą o utrzymywaniu kontaktu wzrokowego z członkami ekipy". Zespół nie podzielił opinii himalaistów, że działali w sytuacji zagrożenia własnego życia.

Gajewski: Bielecki ma problem z psychiką (TVN24/X-NEWS)

Za jedną z głównych przyczyn tragedii uznał z kolei rozdzielenie się grupy w czasie ataku szczytowego. Po rozwiązaniu się zespołu Małek-Bielecki, zespół szczytowy de facto przestał istnieć. Adam Bielecki szybko oddalił się od swojego partnera Artura Małka i pozostałych członków zespołu szczytowego. Za zerwanie integralności grupy, której trwanie było jednym z najważniejszych argumentów przyjętej taktyki atakowania zespołem czteroosobowym, odpowiada w największym stopniu Adam Bielecki. Uczynił to w sposób świadomy i nieuzgodniony - czytamy w dokumencie. Artur Małek także nie przejawił woli pozostania w grupie. (...) Nie przekonują nas argumenty Adama Bieleckiego i Artura Małka o tym, że warunki atmosferyczne, które do szczytu były zdaniem uczestników wręcz idealne, teraz spowodowały, że każde, nawet krótkie zatrzymanie się, spowodowałoby krańcowe wychłodzenie organizmu. Nie przekonują nas także podnoszone przez Adama Bieleckiego i Artura Małka argumenty, że w tych warunkach nie mogli nic zrobić dla scalenia zespołu - napisali członkowie komisji.

Mamy świadomość, że zachowanie zasady działania zespołowego nie zawsze może uchronić zespół wspinaczkowy od skutków nieszczęśliwych wypadków, ale uważamy, że trzeba, powinno się i należy podjąć próbę pomocy nawet wtedy, kiedy podnosi to poziom ryzyka osobie pomagającej. Jest to przejaw dojrzałości i odpowiedzialności partnerów, wyraz odwagi cywilnej, spolegliwości i empatii. To wszystko powinno cechować nasze środowisko. Jesteśmy przekonani, że podstawowe zasady, na których zbudowano alpinizm, nie zmieniły się. Jedną z nich, w naszym przekonaniu fundamentalną, jest partnerstwo - dodał zespół w ostatnich zdaniach raportu.

Powinien zostać w obozie?

Bielecki został także skrytykowany za zejście z obozu IV przed zakończeniem akcji ratunkowej i poszukiwań Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego. Niezależnie od tego, co kierownik wyprawy powiedział mu w sprawie tego zejścia, Adam Bielecki powinien z własnej inicjatywy pozostać w obozie - ocenili członkowie zespołu.