Reklama

  • Bez licencji i egzaminów - rząd uwalnia zawody

    Piątek, 2 marca 2012 (09:55)
    Aktualizacja: Piątek, 2 marca 2012 (16:21)

    Czas na uwolnienie zawodów, wymagających zgód, koncesji i egzaminów. W sobotę minister sprawiedliwości Jarosław Gowin ma przedstawić pierwszych kilkadziesiąt profesji, które będą poddane tzw. deregulacji. Przedstawiciele niektórych z nich, np. taksówkarze, uważają, że to zły pomysł. Co Wy o tym sądzicie? Zapraszamy do dyskusji!

    Dlaczego uwalnianiem zawodów zajął się Gowin? Odpowiedź zna Tomasz Skory. Posłuchaj

    Odtwarzacz audio wymaga uruchomienia obsługi JavaScript w przeglądarce.

    Ministerstwo Sprawiedliwości informowało wcześniej, że Jarosław Gowin dysponuje listą 46 zawodów do uwolnienia, ostateczna decyzja ma być jednak podjęta dopiero po przeprowadzeniu konsultacji z premierem. Na razie lista oficjalnie pozostaje jeszcze tajemnicą. Na razie wiadomo, że w pierwszym etapie deregulacją mają być objęte zawody wytypowane przez resorty jako najprostsze do uwolnienia. Chodzi między innymi o taksówkarzy, instruktorów prawa jazdy, pośredników w obrocie i zarządców nieruchomości, bibliotekarzy, spawaczy, przewodników turystycznych, a także np. pośredników pracy i doradców zawodowych.

    Kolejne etapy deregulacji mają dotyczyć także zawodów maklera i doradców inwestycyjnych i podatkowych, a nawet zawodów wymagających takiej odpowiedzialności jak notariusz, syndyk, komornik lub biegły rewident. Zmiany mają też dotyczyć brokerów i agentów ubezpieczeniowych i celnych.

    Zmiany dla lekarzy, medycy pomysł krytykują

    Zdjęcie

      Przynależność do NRL pomaga utrzymać dyscyplinę zawodową wśród lekarzy
    /Archiwum RMF FM

    Cytat

    Jeżeli w czyjejkolwiek głowie zrodził się taki pomysł, powinien natychmiast podać się do dymisji
    Maciej Hamankiewicz

    Jak dowiedział się reporter RMF FM Mariusz Piekarski, Jarosław Gowin proponuje zniesienie obowiązku przynależności lekarza do samorządu zawodowego. Minister nie planuje jednak zniesienia takiego wymogu w stosunku do prawników. Bo o ile samorząd adwokacki sprawuje pieczę nad jakością prawników, to lekarski nie pełni tej roli. Adwokat, by dostać się do zawodu, musi być w korporacji. Tam zdaje egzaminy. Lekarz zdaje egzaminy państwowe i dlatego - zdaniem resortu Gowina - lekarze powinni się zrzeszać tylko, gdy chcą.

    Jeżeli w czyjejkolwiek głowie zrodził się taki pomysł, powinien natychmiast podać się do dymisji - tak Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, komentuje informacje o planach zniesienia obowiązku przynależności lekarza do samorządu zawodowego.

    Jego zdaniem tylko poprzez obowiązkową przynależność do Naczelnej Rady można utrzymać dyscyplinę zawodową wśród lekarzy. Zniesienie tego przymusu byłoby szkodliwe przede wszystkim dla pacjentów. Ponadto - jak dodaje - tylko samorządność, jest gwarantem bezpieczeństwa.

    To absolutnie zamach na demokrację. Każde państwo totalitarne zamysły rządzących pozwalające przejąć całkowitą władzę nad społeczeństwem właśnie w ten sposób były realizowane - tłumaczy.

    Maciej Hamankiewicz jest przekonany, że w ten sposób rząd chce od środka rozbić ich środowisko.

    Trzecia w historii próba uwolnienia zawodu maklera

    Cytat

    Skończy się to na tym, że będziemy zatrudniali osoby z licencjami zagranicznymi
    Sebastian Buczek

    Gowin po raz trzeci w historii chce spróbować uwolnić zawód maklera i doradcy inwestycyjnego. Zapewne odkurzy projekt przygotowany jeszcze przez poprzednią Komisją Nadzoru Finansowego. Maklerzy i doradcy inwestycyjni mają już nie zdawać egzaminów przez państwowymi urzędnikami, a przed swoimi szefami. Chodzi o to, by to domy maklerskie brały pełną odpowiedzialność za swoich pracowników. Bo teraz czasem zdarza się, że biura mówią, iż nic o ewentualnych nadużyciach nie wiedziały.

    Sami maklerzy - co oczywiste są przeciw. Naprawdę skończy się to na tym, że będziemy zatrudniali osoby z licencjami zagranicznymi - mówi Sebastian Buczek - szef jednego z funduszy, a przy okazji licencjonowany makler i doradca. Poprzednie dwie próby uwolnienia tych zawodów zakończyły się fiaskiem. Środowisko zmiażdżyło te projekty.

    Zarządcy i pośrednicy obrotu nieruchomościami do lamusa

    Rząd chce zniesienia licencji zarządcy i licencji pośrednika obrotu nieruchomościami. Zdaniem Zdzisława Dmowskiego prezesa Stowarzyszenia Pośredników w Obrocie Nieruchomościami otwarcie obu zawodów jest równoznaczne z ich likwidacją.

    Deregulacja, którą zamierza wprowadzić minister sprawiedliwości, jest dla nas nie do zaakceptowania - podkreśla. Przede wszystkim dlatego, że do zawodu zostałyby dopuszczone osoby z podstawowym i średnim wykształceniem. Bez odpowiednich kwalifikacji - zaznacza prezes stowarzyszenia. Nie wyobrażamy sobie tego, jakie szkody mogłyby powstać na naszym rynku.

    Więcej pozytywów niż szkód widzą za to potencjalni klienci. Usługi będą tańsze (...). To zawody w dużej mierze nieróżniące się od innych - mówią.

    Pośrednicy przyznają, że - owszem - byłoby taniej, ale - jak zaznaczają - w tym przypadku taniej nie oznacza jednak lepiej.

    Dziś by zdobyć licencję trzeba skończyć studia podyplomowe i odbyć półroczną praktykę. W Polsce zarejestrowanych jest łącznie około 30 tys. zarządców i pośredników obrotu nieruchomościami.

    Prawnicy: Minister Gowin chce otwierać już otwarte drzwi

    Zdjęcie

      Zawody adwokata i radcy prawnego otwarte zostały już dawno
    /Archiwum RMF FM

    Cytat

    Nie wyobrażam sobie, że można otwierać drzwi, które zostały wyważone.
    Maciej Bobrowicz

    Nie można otworzyć czegoś, co już jest otwarte - tak prawnicy reagują na ujawniane plany resortu sprawiedliwości. Wprawdzie zawody prawnicze, np. notariusz, adwokat czy radca prawny, nie pójdą na pierwszy ogień rządowych zmian, ale i je czeka rewolucja.

    Resort sprawiedliwości tłumaczy, że otwarcie zawodów, do których dostęp jest administracyjnie ograniczony, ma stworzyć miejsca pracy i obniżyć ceny usług. Ale czy tak będzie w istocie?

    Na pewno nie będzie spadku cen usług notarialnych, bo te są regulowane i stał. Będzie co najwyżej więcej notariuszy. Zawody adwokata i radcy prawnego otwarte zostały już dawno. Dziś mamy dwa razy więcej adwokatów i trzy razy więcej aplikantów adwokackich niż kilka lat temu.

    Nie wyobrażam sobie, że można otwierać drzwi, które zostały wyważone. W tej chwili w tym murze została już tylko rama, czyli ślad po drzwiach - mówi Maciej Bobrowicz, prezes Krajowej Rady Radców Prawnych. Jak przypomina, w 2009 roku to Rada proponowała ministerstwu zrezygnowanie z egzaminu na aplikację radcowską Ministerstwo wtedy pominęło tę propozycję, nie zauważyło jej .

    Być może resort wolał to wymyślić i tryumfalnie ogłosić nam teraz jako swoją. Deregulację.

    Ekonomiczne skutki otwarcia zawodów

    Otwarcie dostępu do zawodów może pomóc naszej gospodarce wychodzącej z kryzysu - oceniają ekonomiści i przedsiębiorcy. Przyznają jednak, że są i zagrożenia.

    Po stronie plusów - zdaniem specjalistów - zależy zapisać to, że bez regulacji łatwiej będzie prowadzić biznes. Bez deregulacji polskiej gospodarki, bez likwidacji tego nawisu prawnego, w którym wszystko jest opisane do ostatniego ruchu, my nie zrobimy żadnego istotnego cywilizacyjnego postępu - mówi Maciej Grelowski z Bussines Center Club. Przekonuje, że otwarcie dostępu do różnych zawodów może przyspieszyć tempo naszego wzrostu gospodarczego.

    Ekonomiści mówią też o konkurencji w walce na kompetencje i niższych cenach.

    Ale są i minusy - bezpieczeństwo konsumentów. Przy otwartym rynku konsumenci powinni mieć znacznie silniejsze niż dzisiaj narzędzia, by dochodzić swoich praw od nieuczciwego taksówkarza czy pośrednika nieruchomości. Inaczej to właśnie konsumenci ucierpią na tej reformie.

    Tusk: Jesteśmy zdeterminowani

    Premier Donald Tusk zapowiedział, że rząd jest zdeterminowany, aby otworzyć dostęp do większości regulowanych zawodów. Ograniczenie zawodów powoduje, że usługi są trudno dostępne i droższe - przekonywał premier. Potwierdził, że w sobotę Jarosław Gowin przedstawi mu spis kilkudziesięciu zawodów.

    Naszym zadaniem jest bardzo poważna zmiana na rzecz otwarcia zawodów (regulowanych -), będziemy robili to szybko, ale z namysłem. Zdajemy sobie sprawę, że aspekt jakości wykonywania pracy - szczególnie w przypadku niektórych zawodów - będzie miał duże znaczenie. Nie chcemy "wylać dziecka z kąpielą" - podkreślił Tusk.

    Premier przyznał, że zdaje sobie sprawę, że propozycję otwarcia zawodów spotka się ze sprzeciwem wielu środowisk. Każdy zawód będzie znajdował argumenty, będzie lobbował ostro na rzecz utrzymania zamknięcia czy ograniczania dostępu do zawodu - czy poprzez licencje, czy skomplikowane egzaminy, czy procedury dojścia do zawodu - ocenił Tusk.

    Po co deregulacja?

    Ocenia się, że dzięki zmianom powstanie ok. 50 - 100 tys. nowych miejsc pracy. Powinny też spaść ceny usług świadczonych dotąd przez specjalistów z licencją. Nie wszystkim jednak podoba się ten pomysł. Przedstawiciele zawodów, do których dostęp ma być ułatwiony, zapowiadają nawet protesty. Najostrzejsze - taksówkarze, rozważają na przykład protest podczas pierwszego dnia Euro 2012.

    Obecnie - jeśli chodzi o zawody regulowane - jesteśmy absolutnym liderem w Europie. Mamy ich aż 380. Dla porównania - w Szwecji jest ich 91, w Finlandii 122.

    Co sądzicie o pomyśle rządu? Zapraszamy do dyskusji! Zostawiajcie swoje opinie w komentarzach pod artykułem i na naszym profilu w Facebooku!

    Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Skomentuj artykuł: Bez licencji i egzaminów - rząd uwalnia zawody

Wasze komentarze (180)

Dodaj komentarz
MNCH

~MNCH -

Tak czytam ten artykuł i tak stwierdzam, ż niektórzy ludzie to jednak idioci... "Deregulacja, którą zamierza wprowadzić minister sprawiedliwości, jest dla nas nie do zaakceptowania - podkreśla. Przede wszystkim dlatego, że do zawodu zostałyby dopuszczone osoby z podstawowym i średnim wykształceniem. Bez odpowiednich kwalifikacji - zaznacza prezes stowarzyszenia. Nie wyobrażamy sobie tego, jakie szkody mogłyby powstać na naszym rynku." Hahah..Straszne... Jak koleś będzie sobie źle radził to od razu pójdzie, jak to się teraz mówi, fama na jego temat i będą go mieli w dupie. To jasne, że człowiek z kręgu danego zawodu nie zgadza się z jego "uwolnieniem". W końcu konkurencja może urosnąć i już nie będzie tak łatwo...

ci co bronią dostępu do kryminał

~ci co bronią dostępu do kryminał -

Bardzo zabawne, że artykuły w gazecie na temat obrony licencji i egzaminów bronią ci, co żyją z orgaznizowania kursów, szkoleń, studiów podyplomowych. Potem jeszcze kasa za egzaminy. Wszystko to w obronie pieniędzy do podziału. Po co mowa o licencjach zawodów które odchodzą w niepamięć, chodzi tylko o tych naiwnych, którzy będę się szkolić, zdawać egzaminy, a pieniędzy z tego zero. O co kłótnia, o to że minister oszczędzi kasę szaraczków?

luke

~luke -

Koncesjonowanie usług, nadawanie uprawnień pewnym grupom powinno obejmować bardzo niewielkie obszary , bo ogranicza rynek i destabilizuje podstawy gospodarki. Wolny rynek, ten wspaniały mechanizm liberalnej koncepcji , sam przecież reguluje ceny poprzez konkurencję wartościową i jakościową na skali popytu i podaży. W przypadku nadawania licencji zawodowych państwo musiałoby zadbać , o własciwy poziom cen usług, bo na ograniczonym rynku nie ma regulatora, oraz sprawdzać czy aby wszyscy posiadacze licencji spełniają wymogi ducha ustawy, czy reprezentują narzucone standardy i czy sami osobiście wykonują czynności , na które wymagana jest licencja. Zwracam na to szczególną uwagę, bo pojawiły się patologie niezgodne z zamiarem ustawodawcy . Bardzo duża grupa tzw. starych pośredników uzyskała prawa nabyte i w ten sposób ominęła wymóg dostosowania się do wymogów licencyjnych. Pośrednicy ci to nierzadko starsi ludzie , często jeszcze z poprzedniej rzeczywistości gospodarczej, zapewnili sobie byt nie dopuszczając innych do zawodu, tworząc bariery trudne do przebycia. Sami mając uprawnienia zatudniają ludzi bez licencji i to oni de facto wykonują pracę i wnoszą swoją inwencję w rozwój firmy a właściciel licencji , zupełnie jak w krajach trzeciego świata zbiera owoce swojego sprytu. Pośrednicy ci należą do związków zawodowych , które doskonale reprezentują ich interesy.To oczywiście narzuca dodatkowe, niepotrzebne koszty. Rezultatem są wysokie ceny usług. Państwo powinno zadbać o interes klienta, najlepiej znieść wymóg posiadania licencji i wyższego wykształcenia przez pośredników w obrocie nieruchomościami, tak jak to jest w wielu innych krajach europejskich. Jeżeli uznamy , że ten wymóg z innych względów powinien jednak pozostać , to bezwzględnie należy stworzyć takie prawo , które pozwoli na wykonywanie zawodu jedynie posiadaczom licencji. Należy też odebrać licencje osobom nie spełniającym wymogów , nawet choćby byłyby to prawa nabyte, jak również konsekwentnie sprawdzać kwalifikacje, podnosić wymagania, choćby o znajomość języków obcych. Ponadto należy w takim wypadku wprowadzić , podobnie jak w notariatach opłaty zryczałtowane za usługi , nie uzależnione od wartości transakcji. To da gwarancje że państwo posiada instrument zastępujący regulator rynkowy, że nie ma zmowy cenowej i nawet w ograniczonym obszarze ceny usług tworzone są w sposób transparentny , a nie w kuluarach na spotkaniach pośredników. Ja jednak osobiście wybrałbym wariant pierwszy, zniesienie obowiązku posiadania uprawnień, bo to otworzy nowy obszar dla wielu zdolnych młodych ludzi i pozwoli na uczciwą konkurencję. Przyniesie też , jak myślę wymierny efekt fiskalny. A zasciankowość , choć to polska specyfika , zostawmy historykom ekonomii.

sami

~sami -

A ja jestem za. To rynek zweryfikuje ich kompetencje. Spotykam na co dzień radców prawnych, licencjonowanych doradców podatkowych, dyplomowanych księgowych(bez uogólniania), których wiedza mówiąc jest oględnie niekompletna i nieaktualizowana np, pani księgowa wysyła szefa spółki do składania miesięcznych deklaracji w podatku dchodowym PIT-5L. Radca prawny spółki z o.o. nie ma wiedzę w zakresie podpisywania się na CIT-8 z 2006 r., nie wspominam już o takich podstawowych rzeczach jak obliczanie zaliczek, definicja kosztów, czy progi podatkowe. To nie zdarza się rzadko. Zdarza się, że mały przedsiębiorca prowadzący rodzinną firmę ma wiedzę prawniczą aktualniejszą niż Szanowni Państwo po aplikacjach i z tytułami. A tu kontrola podatkowa i podatnik budzi się po kilku latach. Ważniejsza od jest chęć do ciągłej nauki i aktualizowania wiedzy co wtych zawodach jest nieodzowna. Po prostu Szanowni Panowie i Panie radcy, prawnicy, doradcy podatkowi, dyplomowani księgowi- zwyczajnie się boicie konkurencji i tyle. PO PROSTU MUSICIE SIĘ TERAZ LEPIEJ PRZYKŁADAĆ DO NAUKI

duduś

~duduś -

Już sobie wyobraziłem zarządcę nieruchomości prosto z ulicy i ogarnęło mnie przerażenie. Właśnie jestem z sąsiadami w trakcie zmiany zarządcy, a skoro teraz zdarzają się niesolidni zarządcy to co może być po takiej deregulacji. Zarządzanie nieruchomością to wbrew pozorom poważne zajęcie i sporo obowiązków nałożonych przez przepisy. Teraz można złożyć skargę do ministra na niesolidnego zarządcę co skutkuje naganą lub zawieszeniem licencji, a po tej zmianie pozostanie tylko sąd, a jakie mamy sądy każdy w tym kraju wie. Ja nie powierzę swojego mieszkania pierwszemu lepszemu z ulicy bo zbyt dużo mnie kosztowało moje mieszkanie a nie mam ochoty aby zarządzana przez amatora nasza nieruchomość zawaliła się albo doszło do jakiś poważnych awarii za które będzie trzeba extra zapłacić. Niedopatrzenia takiego amatora będą skutkować karami dla właścicieli no bo taki amator zarządca wykręci się ze wszystkiego a z problemami zostaną sami właściciele.

krzysztof

~krzysztof -

DO WSZYSTKICH ZAWODÓW DEREGULOWANYCH. CIEKAWE CZY JAK WAS FELEK SPOD BUDKI Z PIWEM OPROWADZI PO SWOIM REWIRZE I SKASUJE JAK PRAWDZIWY FACHOWIEC - TO POLECICIE DO SĄDU.... jeśli nawet tak to na pewno usłyszycie, że niska szkodliwość czynu - ale wy już do tego miasta nie pojedziecie... NIECH FELEK MA MOŻLIWOŚĆ OPROWADZANIA WYCIECZEK - ALE POWINNA TEZ BYĆ MOŻLIWOŚĆ ZWERYFIKOWANIA JEGO WIEDZY ZANIM SIĘ KASĘ UMOCZY. Podsumowując LICENCJE SĄ POTRZEBNE - A GOWIN I SPÓŁKA TO LUDZIE BEZ WYOBRAŹNI.

marian

~marian -

Osobiście jako klient, negatywnie oceniam działalność wielu agencji nieruchomości, choć są takie, które moim zdaniem działają rzetelnie. Uważam , że zaistniała sytuacja jest efektem złego prawa , które do tej pory funkcjonowało. Jest okazja żeby to zmienić. Wielu specjalistów zaangażowało się w dyskusję, często jednak są to ludzie nieobiektywni, bo reprezentują własny interes. Często są wynajęci przez korporacje dla zrobienia czarnego PR. Mam nadzieję, że konsultacje społeczne obejmą również szeroką rzeszę klientów oraz ludzi młodych chcących zasilić szeregi zawodowe , do tej pory blokowane przez licencje, skazujące ich na bezrobocie.

Bono

~Bono -

Co do pośredników w obrocie nieruchomościami sytuacja już obecnie wygląda tragicznie. Znam sprawę, bo niedawno byłem potencjalnym klientem biur, agencji nieruchomości (wszystkie z tzw. superlicencją). Otóż sprzedawałem mieszkanie kawalerkę w dużym mieście powyżej 500.000 mieszkańców. Nie korzystając z usług agencji zamieściłem parę ogłoszeń na portalach internetowych. Tego samego dnia miałem nalot telefonów z agencji. Ludzie Ci w sposób natarczywy wymuszali spotkanie. Niektórzy posuwali się nawet do tego, że umawiali się ze mną jako potencjalni nabywcy, a na spotkaniu wciskali umowę do podpisu. Muszę stwierdzić, że 90 % z tych agentów pachniało nienaciągactwem. Wynagrodzenie jakie żądali za swoje pseudousługi 2 do 3 % wartości nieruchomości + VAT to kpina za wprowadzenie nieruchomości do bazy zrobienie paru fotek i ew. dojazdy do klienta.

m.

~m. -

Prawda jest taka ,że wszystkie biura nieruchomości działają na zasadzie,-jedna licencja i kilka osób "pomocników", więc tak naprawdę nic się nie zmieni.Pracowałem w kilku biurach,więc wiem jak to wygląda. Nie ma mowy o żadnych szkoleniach personelu, albo jesteś sprytnym agentem i dasz sobie rade albo nie istniejesz. Transakcje są przygotowywane przez ludzi nie mających wykształcenia kierunkowego, ale posiadają wiedzę nabytą w trakcie pracy. Więc uwolnienie licencji pośrednika nieruchomości nie wiele zmieni.

wp.krzysztof

~wp.krzysztof -

Trudno nie zgodzić się z ogólnym stwierdzeniem, że deregulacja dostępu do pracy zwiększa zakres wolności. Jeśli jest tak, że osoba posiadająca stosowne wykształcenie i kwalifikacje nie może wykonywać wyuczonego zawodu z powodu korporacyjnych ograniczeń, a dostęp do zawodu jest reglamentowany w interesie grupy skupionej w danej korporacji – to deregulacja jest niezbędna. Problem jednak polega na tym, że większości przypadków propozycja deregulacji nie tyle znosi korporacyjne ograniczenia (często nieistniejące), lecz zaniża wymagania dotyczące kwalifikacji – a to już jest niebezpieczne i szkodliwe. Zawód zarządcy nieruchomości w większości krajów UE, w USA i Kanadzie – to zawód regulowany ( tzw. Property Manager). Zawód, który na całym świecie wymaga potwierdzenia kwalifikacji teraz w Polsce został sprowadzony do poziomu wymagań stawianych robotnikowi niewykwalifikowanemu. W tym przypadku deregulacja polega na całkowitym zniesieniu wymogu posiadania minimum wiedzy i kwalifikacji, a nie ograniczeń korporacyjnych - bo takich w przypadku tego zawodu w ogóle nie było. To zwykły populizm – tyle, że w skutkach groźny dla otoczenia. PS: A może faktycznie chodzi o to, żeby dzisiejsi bezrobotni masowo rzucili się do zakładania firm. Wyskrobią ostatnie zaskórniaki na polisę OC i heja w rynek. Rząd poprawi sobie statystyki, liczba bezrobotnych spadnie. A że większość bez wiedzy, bez zaplecza, bez rozeznania rynku upadnie – A kogo to obchodzi.