Sąd pierwszej instancji powtórzy proces Mariusza B., skazanego w 2014 roku na dożywocie za zabójstwo czterech osób. Sąd Apelacyjny w Warszawie nakazał rozpatrzenie sprawy od nowa, bo - jak uznał - doszło do naruszenia prawa do obrony. Mariusz B. miał zamordować męża swojej kochanki, jej córkę i partnera z kursu tańca oraz księdza. Żadnego z ciał nie odnaleziono.

Mariusz B. skazany za zabójstwo 4 osób /Tomasz Gzell /PAP

W 2014 roku Mariusz B. usłyszał w pierwszej instancji wyrok dożywocia za zabicie czterech osób, choć żadnego z ciał nie odnaleziono. Na 9 lat więzienia - za pomoc i zacieranie śladów zbrodni - został natomiast skazany Krzysztof R., kuzyn Mariusza B.

O uchylenie wyroku i ponowny proces wnosiły podczas rozprawy przed Sądem Apelacyjnym obrona i prokuratura. Zdaniem obrońców, w procesie doszło do naruszenia procedury, a przede wszystkim prawa do obrony. Chodzi o to, że w sądzie okręgowym obaj oskarżeni - w sytuacji konfliktu między sobą - korzystali z jednego obrońcy. Krzysztof R. w śledztwie obciążał Mariusza B.

Także prokuratura wskazywała, że w takiej sytuacji ten sam obrońca musi działać na niekorzyść jednego ze skonfliktowanych oskarżonych. Śledczy podkreślali jednak, że ciąg poszlak w całej sprawie jest logiczny.

Jak wskazał sędzia Paweł Rysiński w uzasadnieniu dzisiejszego orzeczenia, przez ponad dwa lata R. składał wyjaśnienia niekorzystne dla B. i ta sprzeczność interesów trwała przez całe śledztwo. W związku z tym Sąd Apelacyjny orzekł, że proces musi zostać powtórzony w pierwszej instancji, zaś sąd okręgowy ma zapewnić realizację prawa do obrony w odniesieniu do obu oskarżonych.

Mariusza B. i jego kuzyna nie było dziś w sądzie.

W kwietniu 2006 r., zaginął Zbigniew D. i jego 18-letnia wówczas córka Aleksandra. Zbigniew był mężem Małgorzaty - kochanki Mariusza B. W połowie lat 90. ubiegłego wieku z małżonkami D. zamieszkał Mariusz B. Przez pewien czas tworzyli trójkąt. Później ze związku Małgorzaty i Mariusza urodziła się dziewczynka. W marcu 2007 r. zaginął Henryk S., partner Małgorzaty z kursu tańca. Półtora roku później ks. Piotr Sz., którego Mariusz B. poznał, gdy był ministrantem w parafii na warszawskiej Woli.

(dp)