Uchylenia wyroku i nowego procesu zażądali adwokaci Mariusza B. skazanego w 2014 roku na dożywocie za poczwórne morderstwo. Mężczyzna miał zamordować męża swojej kochanki, jej córkę, partnera kochanki z kursu tańca i księdza. To jedna z najbardziej tajemniczych spraw kryminalnych ostatnich lat, bo żadnego z ciał nie odnaleziono.

Mariusz B. został w 2014 roku skazany na dożywocie /Tomasz Gzell /PAP

Brak prawa do skutecznej obrony to kluczowy zarzut apelacji. Skazany za poczwórne morderstwo Mariusz B., jak i jego pomocnik, mieli podczas procesu pierwszej instancji jednego adwokata. Interesy skazanych miały być rozbieżne.

Po drugie, adwokaci podnoszą, że mimo iż nie znaleziono żadnego z czterech ciał, to wyrok oparto na wątpliwych poszlakach, jak choćby logowaniu się telefonów komórkowych w miejscach zbrodni. Jedynie przyznanie się Mariusza B. w trakcie całego procesu zostało, ich zdaniem, wymuszone przez policjantów - tak argumentował to obrońca Mariusza B.

Prokuratura podtrzymuje zarzuty i chce dożywocia, ale zgadza się z tym, że proces powinien być powtórzony, by wyeliminować zarzuty ograniczenia prawa do obrony. Decyzję w tej sprawie sąd apelacyjny wyda 26 stycznia.

W kwietniu 2006 r., zaginął Zbigniew D. i jego 18-letnia wówczas córka Aleksandra. Zbigniew był mężem Małgorzaty - kochanki Mariusza B. W połowie lat 90. ubiegłego wieku z małżonkami D. zamieszkał Mariusz B. Przez pewien czas tworzyli trójkąt. Później ze związku Małgorzaty i Mariusza urodziła się dziewczynka. W marcu 2007 r. zaginął Henryk S., partner Małgorzaty z kursu tańca. Półtora roku później ks. Piotr Sz., którego Mariusz B. poznał, gdy był ministrantem w parafii na Woli.

W sprawie oskarżony był także młodszy o sześć lat kuzyn Mariusza B. - Krzysztof R. Mężczyzna miał zacierać ślady. Krzysztof R. został skazany na 9 lat więzienia.

(mpw)