​Siarczysty mróz sprawia, że nasze auta mogą odmówić posłuszeństwa. Zanim przyjdą te największe, to można się do tego przygotować. Dzięki temu nie powinniśmy mieć o poranku niemiłych niespodzianek.

Zdj. ilustracyjne /Marcin Bielecki /PAP

Jeśli akumulator ma już kilka sezonów warto podjechać do warsztatu i sprawdzić jego napięcie, a także pojemność - zwłaszcza jeśli na co dzień jeździmy tylko po mieście. Prąd zużywany do rozruchu silnika przy trasach kilkukilometrowych może nie być doładowany przez alternator - ostrzegają specjaliści. Dmuchawa, klimatyzacja, radio - to wszystko czerpie prąd. Warto więc doładować akumulator prostownikiem, a na pewno jego sprawność będzie znacznie większa.

Złudne można mieć wrażenie, że skoro samochód zapalił przy -5 stopniach Celsjusza, to tak samo zachowa się przy -15 stopniach. Z każdym ujemnym stopniem sprawność niestety spada. Jeśli nie będziemy mogli odpalić, to nie "kręćmy" za wszelką cenę, gdyż bardzo szybko możemy rozładować akumulator. W takiej sytuacji najbezpieczniej skorzystać z kabli rozruchowych. Ważne jednak, by były to kable dobre jakościowe. Takie zazwyczaj dostępne w marketach często bywają kiepskiej jakości. Jeśli po próbach nieskutecznego rozruchu będą gorące, to znaczy, że są zbyt słabe. Zwłaszcza problematyczne może być odpalenie silnika diesla.

Pomocy, zamarzł mi zamek!

Warto też przygotować się, że mogą być problemy z samym dostaniem się do samochodu. Na wszelki wypadek należy się zaopatrzyć w silikonowe preparaty do smarowania uszczelek, czy też ruchomych części zamka. Im starsze auto, tym więcej szczelin, do których może się dostać woda i zamarznąć. Jeśli nie chce otworzyć się centralny zamek z pilota, oznacza to, że najprawdopodobniej przymarzł gdzieś siłownik. Trzeba będzie otwierać drzwi kluczykiem. Warto pomyśleć również o wstrzyknięciu specjalistycznego preparatu do konserwacji wkładki lub mieć go w przy sobie, a nie wewnątrz auta.

Lodowy płyn do spryskiwaczy

Płyn do spryskiwaczy również może stanowić problem. Niejednokrotnie do warsztatów zgłaszają się właściciele samochodów z uszkodzonym silnikiem pompy spryskiwacza. Jeśli nie macie pewności czy w całym zbiorniku płynu jest już ten zimowy, to możliwości są dwie. Możemy wypryskać ten, który już jest i zalać nowy, dobrej jakości, a następnie uruchomić tak, żeby wypełnił pompę i przewody. Druga możliwość wiąże się z zakupem dobrej klasy koncentratu płynu do spryskiwaczy i dolać go do zbiornika, po czym dokładnie wymieszać. Jeśli ciągnąc za dźwignię wycieraczek słyszymy, że silnik pracuje, ale płyn nie leci nie należy powtarzać, bo można zatrzeć, czy spalić silnik pompy. Spróbujmy po kilku kilometrach, gdy silnik rozgrzeje płyn. Jest to jednak znak, że płyn nie jest przystosowany do mrozów i należy go wymienić. Jeśli to nie pomaga, to trzeba postawić samochód np. w garażu czy na podziemnym parkingu, żeby rozmarzł.

Dieslu, nie bądź taki zimny

Diesel teoretycznie od 17 grudnia na stacjach paliw powinien być olej napędowy tzw. zimowy. Różnie jednak może się zdarzyć. Wystarczy, że mało jeździmy i wymieszany jest jeszcze z tzw. olejem przejściowym i automatycznie będzie zamarzał przy niskich temperaturach. Wytrąca się wówczas parafina i mogą się też pojawić grudki lodu, które mogą zapchać wtryskiwacze. Jeśli nie macie pewności, należy zatankować do pełna i dolać specjalnego preparatu, który zapobiega wytrącaniu się parafiny i lodu. Należy jednak pamiętać, że nie dolewamy go na postoju, gdy odstawiamy samochód na noc na parking. Musi się dokładnie wymieszać z olejem napędowym w zbiorniku. Warto więc przejechać samochodem przynajmniej kilka kilometrów, żeby dokładnie się rozprowadził.

Ręczny w biegu

Pamiętajmy o tym, żeby przy mrozie nie zaciągać hamulca awaryjnego, zwanego potocznie ręczny, na postoju, tylko zostawić auto na biegu. Przymarzanie linki jest dosyć częstym problemem. Znajduje się ona co prawda w pancerzu ochronnym, ale może być nieszczelny, jak również może odrobina wody zamarznąć już w kole i przymarznąć. Warto więc na to zwrócić uwagę.

(az)