Sztab Generalny Wojska Polskiego wątpi, by udało się w ciągu najbliższych lat stworzyć 150-tysięczną armię zawodową i zlikwidować pobór. Prezydent zapowiadał, że stanie się tak w ciągu 5 lat. Na przeszkodzie stają jednak pieniądze. W wojsku szeregowcy podoficerowie zarabiają mniej niż w cywilu.

Coraz bardziej oddala się wizja armii zawodowej. Według Sztabu Generalnego nie da się tego zrobić bez zdecydowanego zwiększenia budżetu wojska i opóźnienia modernizacji armii - pisze "Rzeczpospolita". czytaj więcej

Prostym wyjściem byłoby przeznaczenie więcej pieniędzy dla wojska. Problem w tym, że takich pieniędzy nie ma. Mimo to, generał Stanisław Koziej mówi, że armia zawodowa jest jak najbardziej realna w ramach tego budżetu, który mamy. Tyle, że byłaby to armia 100-tysięczna: Całe nieszczęście polega na tym, że pan prezydent powiedział kiedyś, że armia musi być 150-tysięczna.

Na tak liczną nas po prostu nie stać. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Władysław Stasiak przekonuje, że absolutnie nie rezygnujemy z zawodowej armii, chociaż wzrost wynagrodzeń żołnierzy będzie powolny: Pobory uposażenia w wojsku, trudno sobie wyobrazić, żeby w najbliższym czasie były konkurencyjne wobec tych w biznesie. Można zrobić cały system ułatwień, zachęt, różnej innej natury dla ludzi, którzy poświęcają trochę ze swojego życia na rzecz wojska. Te inne zachęty to preferencje podatkowe, albo możliwość zdobywania za darmo wykształcenia. Słowem model amerykański, tyle, że to na razie tylko plany.