30 zabitych, 350 rannych – to drogowy bilans długiego weekendu. A to dopiero początek. Złym doradcą jest ładna pogoda – zbyt często kierowcy pragnienie gaszą alkoholem.

Tysiąc złotych za każdą dobę spędzoną w szpitalu będzie musiał zapłacić kierowca, który pijany do nieprzytomności trafił do ostródzkiego szpitala. Od początku długiego weekendu policja zatrzymała już ponad 1200 prowadzących na podwójnym gazie. czytaj więcej

Od początku weekendu – czyli od środy – na polskich drogach policja zatrzymała już ponad 1200 kierowców na podwójnym gazie. U większości z nich stwierdzono ponad pół promila alkoholu.

Piątek był goracym dniem w Wielkopolsce - w Poznaniu zanotowano 30 stopni w słońcu. Okazało się, że trasa znad jeziora Malta na parking często zahacza o sklep z piwem. - To jest bardzo częste. Wiele osób widuje się tu jak parkują, wysiądą, wypijają piwko i wsiadają z powrotem - mówi sprzedawca w jednej z takich budek. W takim wypadku lepiej więc wybrać oddalony parking – tak, by promile wyparowały w czasie spaceru.

Jak donosi reporter RMF, wśród motocyklistów skuteczna okazała się powtarzana kilka razy policyjna „łapanka”. Teraz parkujący tuż przy ogródkach barów właściciele dwuśladów zamawiają tylko kawę albo wodę z lodem.

Nasz reporter Paweł Świąder przysiadł w jednym z ogródków na warszawskiej starówce. Miał ze sobą przelicznik, który wskazuje, ile promili fundujemy sobie zamawiając np. piwo. Posłuchaj relacji:

W ciągu godziny klient warszawskiego baru wypił trzy piwa – jak sam przyznał, pragnienie spotęgowało grzejące słońce. Reporter RMF obliczył, że po takiej dawce alkoholu i zaledwie godzinie odpoczynku w organizmie pozostanie 0,77 promila alkoholu. Prawo mówi, że jest to stan upojenia. Sam piwosz stwierdził – alkohol daje o sobie znać. Posłuchaj: