Prokuratura postawiła zarzut kierowcy Polskiego Busa, który w sobotę miał wypadek w Nowej Dębie na Podkarpaciu. Rannych zostało 38 osób. Mężczyzna usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym zagrażającej życiu lub zdrowiu wielu osób.

W wypadku rannych zostało 38 osób /Darek Delmanowicz /PAP

Jak mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu Andrzej Dubiel, mężczyzna przyznał się do zarzucanego mu czynu. Złożył obszerne wyjaśnienia. Wynika z nich, że na moment odwrócił się on do pasażerki.

Akurat wjechał na delikatny łuk drogi i zjechał z dotychczasowego toru jazdy, zahaczając prawymi kołami o pobocze. Podjął manewr wyprowadzenia autobusu z sytuacji, ale niestety się nie udało i pojazd się wywrócił - tłumaczy Dubiel.

Dodał, że obecna kwalifikacja czynu przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Wobec podejrzanego kierowcy prokuratura zastosowała poręczenie majątkowe w wysokości 5 tys. zł, zakaz opuszczania kraju i dozór policji.

Do wypadku doszło w sobotę przed godz. 6.00 na ul. Bieszczadzkiej w Nowej Dębie. Kierowca piętrowego autobusu relacji Warszawa-Rzeszów uderzył nagle w latarnię. Pojazd wjechał do rowu i przewrócił się na bok. Autobusem podróżowały 83 osoby. 38 zostało rannych i trafiło do szpitali. Siedem z nich odniosło poważniejsze obrażenia.

W akcji udział brało w sumie 15 karetek oraz 14 zastępów straży pożarnej. Ranni trafili do szpitali w Mielcu, Tarnobrzegu, Rzeszowie, Nowej Dębie, Kolbuszowej i Stalowej Woli. Śmigłowcem do szpitala w Rzeszowie została przetransportowana 10-letnia dziewczynka, pasażerka autobusu, której obrażenia były najpoważniejsze. Kierowca autobusu był trzeźwy.


(mpw)