14-latek z Mysłowic, który z poważnym urazem głowy trafił do szpitala – wbrew wcześniejszym przypuszczeniom - nie został pobity. Został ranny w wyniku nieszczęśliwego wypadku.

/Karolina Michalik /RMF FM

14-latek wraz z kolegami bawił się: wskakiwał na betonowe murki i kolejowe wagony. W pewnym momencie spadł i uderzył się w głowę.

Podczas pierwszego przesłuchania koledzy rannego chłopaka przedstawili jednak inną wersję wydarzeń. Mówili, że 14-latek wyszedł na ulicę sam, by zatelefonować, a oni chwile później znaleźli go zakrwawionego. Policja brała pod uwagę między innymi pobicie.

W mediach społecznościowych siostra 14-latka opublikowała dramatyczny apel o pomoc w ustaleniu wydarzeń sprzed dwóch dni. "Na Klachowcu ul.Lompy 5 (21 lutego) w godzinach wieczornych około 21.20 został bardzo mocno pobity mój brat, skatowali go tak mocno że przeszedł ciężką operacje głowy, oprócz tego ma wiele innych obrażeń, jego stan jest ciężki" - relacjonowała pani Katarzyna.  

Dziś podczas kolejnego przesłuchani znajomi 14-latka powiedzieli już prawdę. Chłopak nadal jest w szpitalu. Jest przytomny, jego stan się poprawia.

(j.)