Sąd w Stalowej Woli zdecydował o 3-miesiecznym areszcie dla nożownika, który, uzbrojony w dwa bagnety, zaatakował wczoraj w galerii handlowej przy Chopina. 27-letniemu Konradowi K. prokuratura postawiła zarzuty zabójstwa i usiłowania zabójstwa wielokrotnego. Śledczy nie mają wątpliwości, że atakował, by zabijać. "Jak stwierdził: te noże nie były przeznaczone do obrony, ale do ataku" - relacjonował w rozmowie z dziennikarzami prok. Janusz Woźnik. Jak mówił zaś mec. Leszek Augustyn, obrońca z urzędu, Konrad K. zeznał, że "czuł się zastraszony, zaszczuty", ale nie sprecyzował przez kogo. W wyniku ataku nożownika zmarła 51-letnia kobieta, osiem innych osób zostało rannych. Według informacji przekazanych przez prokuratora, "dwie osoby walczą o życie".

Zatrzymany mężczyzna wyprowadzany po przesłuchaniu z Prokuratury Rejonowej w Stalowej Woli /Darek Delmanowicz /PAP

O decyzji Sądu Rejonowego w Stalowej Woli w sprawie aresztu dla napastnika poinformował PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu Andrzej Dubiel. Areszt zastosowano na trzy miesiące.

Postanowienie sądu w sprawie aresztu zapadło na posiedzeniu niejawnym. Dubiel dodał, że nie jest ono prawomocne, co oznacza, że strony mogą złożyć zażalenie, ale jest wykonalne, czyli - podejrzany od razu trafia do aresztu. 

Powiedział też, że ze względu na stan zdrowia podejrzany trafi do aresztu w Krakowie przy ul. Montelupich, gdzie jest oddział psychiatryczny.

Podejrzany przed sądem ponownie przyznał się i ponowie udzielił wszystkich wyjaśnień, które złożył przed prokuratorem. Obwinia wszystkich o swoją sytuację - powiedział Janusz Woźniak, szef Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.

Prokuratorzy zabezpieczyli komputer i telefon komórkowy 27-latka, będą także przesłuchiwać jego rodzinę - informuje dziennikarz RMF FM Krzysztof Kot.

Mężczyzna leczył się psychiatrycznie od trzech lat. 

Obrońca z urzędu o poczytalności Konrada K.: "Sądzę, że jedną nogą jest na innym świecie"

Po przesłuchaniu Konrada K. i postawieniu mu przez prokuratorów zarzutów z dziennikarzami spotkał się jego obrońca z urzędu mec. Leszek Augustyn.

Jak powiedział, 27-latek był w czasie przesłuchania "bardzo spokojny, wyważony, odpowiedzi krótkie, konkretne", ale równocześnie przyznał, że wyjaśnienia złożone przez jego klienta były "poniekąd bardzo chaotyczne".

Przyznał, że leczył się od trzech lat psychiatrycznie, ma problemy. (...) Czuje się, jakby był zastraszany, nie chce sprecyzować przez kogo. I to wszystko tak się skumulowało, że musiał to gdzieś jakoś odreagować - tak to wstępnie tłumaczył - relacjonował mec. Augustyn.

Dopytywany, czy Konrad K. przygotowywał się do ataku, odparł: Powiedział tak: nabył noże, bo nie wiedział, czy będzie zaatakowany, czy będzie się musiał bronić, czy będzie musiał kogoś zaatakować.

Obrońca poinformował również, że 27-latek "ma żonę, ma dziecko, jest w trakcie rozwodu". Być może ten stres, rozpad rodziny również miały wpływ na to, co się stało - dodał.

Zapowiedział, że z pewnością złożony będzie wniosek o opinię biegłych psychiatrów, być może zarządzona zostanie również obserwacja psychiatryczna.

Na pytanie o poczytalność Konrada K. odparł: Sądzę, że jedną nogą jest na innym świecie. Tak można ze wstępnej obserwacji i rozmowy z nim wywnioskować i takie jest moje odczucie.

Mec. Augustyn zaznaczył również, że to, jaka kara będzie grozić jego klientowi, zależeć będzie właśnie od opinii biegłych psychiatrów: Albo izolacja, albo dożywocie.

Prokurator o Konradzie K.: "Jak stwierdził: te noże nie były przeznaczone do obrony, ale do ataku"

Prok. Janusz Woźnik, szef Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu, powiedział natomiast dziennikarzom, że w swoich wyjaśnieniach Konrad K. "obwiniał społeczeństwo za swoją sytuację życiową", którą miał "odreagować" właśnie atakiem. Tę sytuację życiową tłumaczył w sposób niezwykle lakoniczny i niezrozumiały. Mówił o sytuacji rodzinnej czy też sytuacji finansowej, ale to takie obwinianie społeczeństwa za wszystko - a właściwie nie do końca wiadomo za co - stwierdził prok. Woźnik.

Podobnie jak obrońca 27-latka relacjonował, że podejrzany "składając wyjaśnienia popadał w wewnętrzne sprzeczności".

Raz twierdzi, że planował popełnienie tego czynu, że przyszedł (do galerii) w takim zamiarze, następnie mówi, że nie planował. Ale o tym, że można mówić o zaplanowaniu tego przestępstwa, świadczy fakt, że miesiąc wcześniej nabył dwa noże szturmowe. Zakupił je przez internet. Jak stwierdził: te noże nie były przeznaczone do obrony, ale do ataku. Zresztą ich charakter o tym świadczy - relacjonował prokurator.

Wcześniej narzędzie zbrodni podobnie opisywał prok. Adam Cierpiatka z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu: Użyte narzędzia to były narzędzia do zabijania. To były bagnety służące do zadawania jak najcięższych ran.

Prok. Woźnik potwierdził, że Konrad K. "w toku śledztwa będzie poddany badaniom sądowo-psychiatrycznym i biegli w tej materii - myślę, że po obserwacji psychiatrycznej - wypowiedzą się co do jego stanu zdrowia".

"Było mu obojętne, komu zadaje ciosy"

Świadek o ataku w Stalowej Woli: Napastnik miał dwa noże, doskakiwał do ludzi. Widziałam dużo krwi

„Jeden z poszkodowanych był zaatakowany 2 metry od mojego stoiska. Wyglądało, jakby ten człowiek dostał ataku padaczki. Chciałam udzielić mu pomocy, ale zauważyłam krew” – opisuje atak nożownika w Stalowej Woli pani Ula. „Podbiegł do nas pan i kazał nam wszystkim uciekać” – dodaje. czytaj więcej

Tragiczne wydarzenia rozegrały się wczoraj kilkanaście minut po godzinie 15:00 na terenie galerii handlowej VIVO przy ulicy Chopina. 27-latek na oślep atakował nożami przypadkowych ludzi. Został obezwładniony przez klientów galerii i przekazany w ręce policji.

Prok. Janusz Woźnik podał, że monitoring zabezpieczony w galerii uchwycił działanie napastnika w kilku miejscach.

Przemieszczał się bardzo szybko i bardzo dynamicznie. (...) Przeszedł główną aleją galerii VIVO uzbrojony w dwa noże typu szturmowego, zadając ciosy - trudno powiedzieć, czy wybranym osobom, ale myślę, że to (były) takie ciosy na oślep. Było mu obojętne, komu te ciosy zadaje - opisywał.

Szaleniec ranił 9 osób, z których jedna zmarła w szpitalu. To 51-letnia kobieta. Lekarzom nie udało się jej uratować mimo kilkudziesięciominutowej akcji ratunkowej. Jej obrażenia były bardzo ciężkie: kobieta została kilka razy pchnięta nożem w klatkę piersiową i w plecy.

Ranni trafili do szpitali w Stalowej Woli, Nisku, Tarnobrzegu i Sandomierzu. Cztery osoby były operowane.

Wczesnym popołudniem prok. Woźnik przekazał, że "dwie osoby walczą o życie".

Pięć osób jest w stanie bardzo ciężkim - dodał.

Pracownica galerii: "Wczoraj mieliśmy wszyscy nogi jak z waty"

Jak donosił wysłannik RMF FM do Stalowej Woli Krzysztof Kot, choć galeria VIVO jest dzisiaj zamknięta, przed wejściem od rana pojawiali się pracownicy mieszczących się tam sklepów. Przyznawali, że wciąż są w szoku.

Masakra, to mogło spotkać każdego. Akurat o piętnastej mamy czasem przerwę i wychodzimy, choćby na papierosa. U nas niektóre dziewczyny akurat wyszły i widziały tych ludzi, którzy leżeli w tej kałuży krwi - opowiadała jedna z pracownic galerii naszemu reporterowi.

Od innej usłyszał krótkie: Wczoraj mieliśmy wszyscy nogi jak z waty.

Ze względu na dużą liczbę świadków tragicznych wydarzeń Stalowowolski Ośrodek Wsparcia i Interwencji Kryzysowej uruchomił pomoc psychologiczną zarówno dla świadków, jak i rodzin osób poszkodowanych. Potrzebujący pomocy psychologicznej proszeni są o kontakt z dyrektor ośrodka Katarzyną Rogalą pod numerem telefonu: 503 047 267.

(e)