Wojsko zbiera wrażliwe informacje na temat polskich obywateli o narodowości innej niż polska. Jak dowiedzieli się dziennikarze śledczy RMF FM Marek Balawajder i Krzysztof Zasada pisma w tej sprawie z Wojewódzkich Sztabów Wojskowych otrzymało już kilkudziesięciu starostów z zachodniej oraz południowo-zachodniej Polski. W ostatnich dniach - samorządowcy w Lubuskiem. Chodzi o dane wysyłane przez wojskowe komendy uzupełnień w imieniu szefów wojewódzkich sztabów.

Zdjęcie ilustracyjne / Adam Warżawa /PAP

To prośba o informacje na temat sytuacji osób o narodowości innej niż polska. Ich liczebności, poziomu zintegrowania z resztą społeczeństwa, poziomu życia, głównych problemów i konfliktów pojawiających się w miejscu ich zamieszkania. Wojskowi chcą też wskazania formalnych i nieformalnych liderów organizacji skupiających osoby nienależących do innych niż polska grup etnicznych.

Wojskowi zbierają również informacje o lokalnych mediach. To dane z "analizy środowiska informacyjnego w tym lokalnej prasy, radia, telewizji i działających stron internetowych". Oprócz tego polecenie dotyczy przekazywania informacji o podatności tych mediów na różnego rodzaju wpływy.

W piśmie, do którego dotarliśmy, wyznaczono samorządom czas - do września - na przekazanie danych do WKU. Jak napisano, chodzi o tworzenie tzw. "teatru zainteresowania strategicznego".

Wzór pisma, które trafiło do starostów

Dotyczy: obywateli polskich o narodowości innej niż polska.

W związku z pismem Szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Zielonej Górze, dotyczącym wykonania materiałów informacyjnych Teatru Zainteresowania Strategicznego w rejonie odpowiedzialności na lata 2018-2019, zwracam się z prośbą o udzielenie informacji na n/w zagadnienia:

1. Dane na temat infrastruktury, mogącej wspomagać przemieszczanie i zakwaterowanie dużych grup ludzkich (uchodźców) oraz warunków fizyczno-geograficznych obszarów, przez które może nastąpić migracja ludności podczas konfliktu, a także środowiska informacyjnego i lokalnej prasy, radia, telewizji i działających stron internetowych;

2. Dane na temat sytuacji osób o narodowości innej niż polska, w tym określenie ich liczebności, poziomu zintegrowania z resztą społeczeństwa polskiego, poziomu życia, głównych problemów i konfliktów występujących w rejonach ich zamieszkania, a także wskazanie formalnych i nieformalnych liderów organizacji i stowarzyszeń skupiających osoby deklarujące przynależność do innych niż polska grup etnicznych;

3. Dane z analizy środowiska informacyjnego, w tym lokalnej prasy, radia , telewizji, działających stron internetowych oraz ich podatności na różnego rodzaju wpływy.

W celu właściwego i terminowego przygotowania w/w materiałów, uprzejmie proszę o przesłanie posiadanych informacji do Wojskowej Komendy Uzupełnień w Zielonej Górze do 7 września 2018 r.

Wojsko się tłumaczy

O to, dlaczego wojsko zbiera wrażliwe dane spytaliśmy przedstawicieli Sztabu Generalnego. Wszelkie działania realizowane są w ramach obowiązujących norm prawnych - tak odnoszą się przedstawiciele szefostwa armii do informacji ujawnionych przez reporterów śledczych RMF FM.

Wojskowi tłumaczą, że działania wynikają z konstytucyjnego obowiązku ochrony niepodległości państwa, niepodzielności terytorium i nienaruszalności granic. To - jak twierdzi sztab - wymaga całościowego i systemowego spojrzenia na rozwój potencjału obronnego. Chodzi o utrzymywanie stałej gotowości obronnej państwa, a to - jak przekonuje szefostwo armii - wymaga przeprowadzania ciągłych studiów i analiz obejmujących różne obszary.

Co ciekawe, według Sztabu Generalnego zbieranie informacji do analiz ma jedynie charakter "statystyczny, ilościowy i jakościowy". "Cechuje je dbałość o zachowanie danych wrażliwych". Jak więc rozumieć polecenie dla starostów, by informowali o konkretnych osobach, które są nieformalnymi liderami grup o innej niż polska narodowości, a także jak się ma do tego zbieranie danych o podatności na wpływy lokalnych mediów?

"Domaganie się takich informacji może łamać konstytucję"

Wojsko nie potrzebuje informacji jakiej narodowości są obywatele Polski na danym terenie. Wojsko ma ich wszystkich chronić przed zagrożeniami zewnętrznymi. Właśnie obywateli polskich, niezależnie od tego jakiej są narodowości - komentuje korespondencję między wojskiem a samorządami ujawnioną przed dziennikarzy RMF FM, Tomasz Siemoniak.

Były mister obrony wskazuje, że "domaganie się takich informacji może łamać konstytucję", bo narusza prawa obywatelskie dzieląc Polaków ze względów narodowych i etnicznych - a tego konstytucja zabrania. Według polityka PO, domaganie się takich informacji jest dyskryminujące.

Zdaniem Siemoniaka wydanie takiego polecenia to skandal i minister obrony powinien wyciągnąć konsekwencje wobec osób odpowiedzialnych za korespondencję.

Dodatkowo, jak dodaje były szef MON, domaganie się tych informacji - między innymi wyłuskiwanie formalnych i nieformalnych liderów organizacji skupiających osoby należące do innej niż polska grupy etnicznej, czy danych na temat lokalnych mediów, wykracza poza zadania wojska.

Polityk zwrócił też uwagę, że samorządy nie mają narzędzi, by dostarczyć wojsku informacje, których zdobywanie jest domeną służb specjalnych.

"To forma napiętnowania. Wydzielenia z obywateli"

Tą sprawą powinien się zająć rzecznik praw obywatelskich, pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania, a także komisja wspólna rządu i mniejszości narodowych - tak ujawnione przez reporterów śledczych RMF FM informacje komentuje prezes Związku Ukraińców w Polsce. Piotr Tyma zapowiada też interwencje w tej sprawie. Jak twierdzi, taka akcja może zniszczyć wieloletni dorobek niepodległej Polski, jeśli chodzi o akceptowanie mniejszości narodowych. Te działania mogą też prowadzić do napięć w lokalnych społecznościach, a ostatecznie do dyskryminacji - podkreśla. To forma napiętnowania. Wydzielenia z obywateli. Tylko ze względu na to, że np. ktoś jest aktywny w środowisku mniejszości, podważa się jego lojalność wobec państwa polskiego - tłumaczy w rozmowie z RMF FM.

Prezes Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma zwraca też uwagę na niebezpieczne skutki takich działań w sytuacji, gdy - jak twierdzi - w Polsce wzrasta nieufność wobec mniejszości.

W przypadku tego typu dokumentów, sygnowanych przez instytucje państwa, pojawia się pytanie, czy to już nie przechodzi na poziom państwowy. Czyli nienawiść sterowana, zarządzana, wzbudzana przez instytucje państwa - mówi. 

Jak twierdzi Piotr Tyma przypomina mu to najgorsze praktyki z czasów PRL.

(nm+ug)