Wpadka polskiego Ministerstwa, czy też bałagan w niemieckim wymiarze sprawiedliwości? Bez względu na to jaka jest odpowiedź na to pytanie - faktem jest, że Meir Bar, jeden z negatywnych bohaterów afery ART B, znalazł się na wolności.

Bar został zatrzymany na podstawie listu gończego w maju zeszłego roku w Monachium. W lipcu został zwolniony. Niemcy twierdzą, że Polska spóźniła się z wnioskiem o ekstradycję. Ministerstwo Sprawiedliwości zapewnia, że zdążyło, a Niemcy wypuścili Bara za wcześnie. Wygląda na to, że w spór powinni włączyć się matematycy. Urzędnicy bowiem nie potrafią stwierdzić, czy od 28 maja kiedy Meir Bar został aresztowany do 6 lipca, kiedy został zwolniony upłynęło 39 czy 41 dni. Przedstawiciele polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości twierdzą, że 39 – mieliśmy zatem jeszcze jeden dzień na dostarczenie wniosku o ekstradycję. "Trudno powiedzieć, że spóźniliśmy się, my stoimy na stanowisku, że dopełniliśmy terminów" – powiedziała rzecznik Ministerstwa Anna Kamińska. Wniosek o ekstradycję doszedł do Niemiec 6 lipca. Bez względu na to, kto w sporze ma rację faktem jest, że dotarł w ostatniej chwili. Rodzi się więc pytanie, dlaczego polska strona tak długo przygotowywała wniosek - od stycznia ustala to rzecznik dyscyplinarny prokuratora generalnego. Jak długo będą z kolei te ustalenia tego jeszcze nie wiadomo. Posłuchaj relacji reporterki radia RMF FM Beaty Grabarczyk:

00:10