Ustawa (ws. frankowiczów) w takim kształcie może nam zdestabilizować system bankowy. A bez systemu bankowego gospodarka utknie nam na mieliźnie – tak o prezydenckiej ustawie o pomocy frankowiczom mówi w rozmowie z RMF FM prezes Narodowego Banku Polskiego. Według Marka Belki prezydencka propozycja jest zła, szkodliwa i w obecnym kształcie niepotrzebna.

Marek Belka / Rafał Guz /PAP

Zdaniem prezesa NBP prezydencka ustawa o pomocy frankowiczom generuje zbyt wysokie koszty. Kancelaria prezydenta ich nie policzyła.

Na razie pojawiają się wstępne analizy i pokazują one, że banki zapłacą za ustawę frankową ogromne pieniądze. Dzisiaj się mówi o 30, 40 mld złotych. Nie wiem, czy będzie to można "rozsmarować" na wiele lat, ale nawet jeżeli - w co wątpię - to oznacza, że część naszych banków wpadnie w kłopoty – uważa Marek Belka. Może to prowadzić do bankructwa, co oznacza, że nasze oszczędności w bankach będą zagrożone - twierdzi Marek Belka.

Szef NBP dodaje, że będzie zwalczał propozycję prezydenta. Przedstawianiem analiz, pokazywanie niebezpieczeństw, także konsekwencji - nie tylko bezpośrednich, ale i pośrednich - a te są bardzo poważne – mówi Belka.

Dodaje, że o jego obawach wiedzą minister finansów Paweł Szałamacha i wicepremier Mateusz Morawiecki.

Co zakłada prezydencki projekt?

Projekt ministrów prezydenta Andrzeja Dudy zakłada, że każdy, kto ma kredyt w euro lub we franku, będzie mógł go przewalutować na polskie złote. Ma się to odbywać po czymś, co urzędnicy Kancelarii Prezydenta nazwali "kursem sprawiedliwym". Dla każdego będzie on inny i będzie wyliczany ze skomplikowanego wzoru. Banki każdemu indywidualnie mają przygotowywać symulacje.

TUTAJ ZNAJDZIECIE KALKULATOR "KURSU SPRAWIEDLIWEGO"


Będzie też ulga dla osób, które bankrutują. To rozwiązanie to ostateczność, jeżeli ktoś stracił pracę, ma długi i nie płaci rat kredytów, to będzie mógł wystąpić do banku o zakończenie kredytu.

Niestety będzie musiał oddać mieszkanie bankowi, ale ten zwolni go z całego pozostałego długu. To ogromna zmiana, bo dziś w takich sytuacjach bank zabiera mieszkanie i jeszcze zostawia nas z długiem na 200-300 tysięcy złotych. Teraz tego długu nie będzie. Pokryje go bank.

Banki mają oddać klientom to, co zarobiły na spreadach

Projekt, który zaprezentowali urzędnicy Kancelarii Prezydenta, zakłada m.in, że banki będą musiały oddać kredytobiorcom walutowym to, co zarobiły na tak zwanym spreadzie. Chodzi o różnicę między oficjalnym kursem euro albo franka, a tym wyznaczanym przez banki - niekorzystnym dla klientów. Banki będą musiały pomniejszyć nasze zadłużenie o to, co zyskały ustalając niekorzystne dla nas kursy walut.

Przez kilkanaście lat było tak, że banki do oficjalnego kursu franka lub euro doliczały sobie kilka, czasem dwadzieścia kilka groszy narzutu. Kiedyś klienci musieli kupować waluty od banku po tym niekorzystnym kursie. To zmieniło się dopiero kilka lat temu. Przeciętny klient, który ma kredyt na 300 tysięcy złotych zaciągnięty 10 lat temu, stracił z tego powodu około 20 tysięcy złotych. Teraz banki o tę kwotę będą musiały pomniejszyć zadłużenie swoim klientom.

Sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Maciej Łopiński podał na konferencji prasowej, że zapisy projektu mają obejmować tych, którzy wzięli walutowe kredyty mieszkaniowe na własne potrzeby. Nie będzie obejmować wykorzystujących kredyt w działalności gospodarczej.

TU ZNAJDZIECIE SZCZEGÓŁY PREZYDENCKIEGO PROJEKTU.

(mpw)