"Nie mam przekonania, że sankcje ekonomiczne wobec Rosji, czyli sankcje uderzające w wymianę handlową, byłyby skuteczne" - mówi w rozmowie z RMF FM Jakub Borowski, główny ekonomista banku Credit Agricole. "Mam wrażenie, że trzeba szukać już nie tylko rozwiązań ekonomicznych, również politycznych. Takim rozwiązaniem mógłby być zakaz wjazdu do Unii Europejskiej do obywateli Federacji Rosyjskiej. Wszystkich" - dodaje w rozmowie z Krzysztofem Berendą.

Krzysztof Berenda: W ostatni poniedziałek Unia Europejska zaczęła konsultacje w sprawie zaostrzenia sankcji wobec Rosji. Szef Rady Europejskiej Donald Tusk zaczął obdzwaniać europejskich liderów w tej sprawie. Dotychczasowe sankcje już sporo nas kosztowały. Rosja wprowadziła bowiem sankcje odwetowe: na mięso, warzywa i owoce. Pozostaje więc pytanie, czy polską gospodarkę stać na nowe sankcje?

Jakub Borowski: Polska gospodarka jest w dobrym momencie. Mamy do czynienia z bardzo silnymi symptomami ożywienia. Również dane, które napływają od naszych głównych partnerów handlowych w Europie wskazują na to, że w najbliższych kwartałach będziemy mieli kontynuację ożywienia w strefie euro, wspieraną przez działania Europejskiego Banku Centralnego. Można więc powiedzieć, że gdyby doszło do zaostrzenia sankcji wobec Rosji i wprowadzenia przez nią dodatkowych działań odwetowych w stosunku do Unii Europejskiej, które uderzyłyby także w Polskę, to Polska jest w stosunkowo dobrej sytuacji jeżeli chodzi o stan koniunktury.

Polska już doświadczyła rosyjskich kontrsankcji...

I były to sankcje stosunkowo najprostsze, które i tak dla Polski były dotkliwe. Eksport do Rosji i Ukrainy silnie spadł, o ponad 20 procent w ujęciu rocznym, ale z drugiej strony eksport do krajów Unii Europejskiej, przede wszystkim do Niemiec, znacząco wzrósł. To zrekompensowało ten spadek. Pod względem gospodarczym jesteśmy więc w stanie jakieś sankcje zaabsorbować. Oczywiście one dotkną niektórych branż i producentów. Dla nich sytuacja byłaby bardzo trudna. Jednak gdyby te sankcje miały postać odwetu wobec eksportu z Polski do Rosji, to dotyczyłyby dóbr przetworzonych. Na przykład sprzętu AGD. Producenci tych produktów już ucierpieli, a to dlatego, że rosyjski rubel znacząco się osłabił. Po drugie rosyjskie kontrsankcje dotyczyłyby zapewne dóbr przetworzonych, które są eksportowane z krajów takich jak Niemcy do Rosji. A my wiemy, że do produkcji takich produktów są często wykorzystywane materiały z Polski. A wiec tu też dostaniemy rykoszetem.

Co by więc się stało, gdybyśmy teraz wzajemnie z Rosją zaczęli sobie zakazywać handlu dobrami trwałymi?

Jeżeli taki scenariusz by się spełnił, to wpływ rosyjskich sankcji na naszą gospodarkę byłby większy niż dotychczasowych zakazów eksportowych. To już oznaczałoby utratę przez nas kilku dziesiątych procent PKB i to byłoby odczuwalne. Z drugiej strony równocześnie doprowadziłoby to do osłabienia złotego, co częściowo osłabiałoby efekt tych sankcji. To jest jasne, że takie sankcje nie byłyby ciosem nokautującym dla polskiej gospodarki. Ale nasz wzrost gospodarczy nie byłby wtedy na trójkę z plusem, ale trójkę z minusem. Może nawet solidnym. To jednak zależy od skali rosyjskiego odwetu.

To jakich sankcji Europa powinna unikać, żeby nasza polska gospodarki na tym zbyt wiele nie straciła?

Tak nie można spoglądać na problem. Dlatego, że ostatecznie decyzja dotycząca sankcji powinna być podyktowana ich skutecznością. Ja osobiście uważam, że w tej chwili przestrzeń do zaostrzania sankcji ekonomicznych została znacząco ograniczona. Rosja została odcięta od zagranicznego finansowania, a to jest kluczowe. I pewnie ten rodzaj sankcji będzie przedłużany. Natomiast pytanie, które dziś liderzy Unii Europejskiej sobie muszą postawić jest takie: czy my chcemy sprzedawać do Rosji samochody produkowane w krajach Unii Europejskiej? Czy chcemy sprzedawać meble, sprzęt RTV AGD, czyli dobra trwałego użytku? Bo to w zasadzie jest kolejny etap sankcji.

To nowe sankcje ekonomiczne mają sens?

Jak nie mam już w tej chwili silnego przekonania, że sankcje ekonomiczne, czyli sankcje uderzające w wymianę handlową, byłyby skuteczne. Mam wrażenie, że trzeba szukać już nie tylko rozwiązań ekonomicznych, ale również politycznych. Takim rozwiązaniem mógłby być zakaz wjazdu do Unii Europejskiej do obywateli Federacji Rosyjskiej. Wszystkich. To bardzo radykalny krok. Oczywiście to by oznaczało uderzenie w turystykę krajów, które na tym zarabiają, ale chyba musimy też myśleć o tym, jak oddziaływać na społeczeństwo rosyjskie, a nie tylko na elity. Bo to rosyjskie społeczeństwo będzie ostatecznie podejmować decyzje polityczne. Sytuacja jest więc skomplikowana. Nie ma dzisiaj sankcji, czy to ekonomicznych, czy to politycznych, które byłyby takim Wunderwaffe, które bardzo silnie Rosję uderzą. Poza oczywiście zakupami surowców, głównie energetycznych. No ale Rosja może sprzedawać je do wielu krajów. Poza tym, jeżeli miałyby być to sankcje skuteczne, to musiałyby być wprowadzane nie tylko przez Unię Europejską, Stany Zjednoczone i Kanadę, ale także przez Chiny, co w obecnej sytuacji jest mało prawdopodobne.

Z sankcjami mamy też taki problem, że ich zaostrzenie uderza w pewne grupy społeczne w Polsce. Chociażby w rolników. To powoduje niepokoje społeczne, protesty. Może więc potrzebujemy jakiegoś funduszu rekompensującego te sankcje naszym rolnikom i przedsiębiorcom?

W przypadku rolnictwa takie działanie byłoby uzasadnione. Dlatego, że to właśnie Polska była szczególnie narażona na rosyjskie działania i sankcje odwetowe. W przypadku dóbr trwałego użytku już trudno mówić o takim wpływie. Pamiętajmy, że Rosja nie jest naszym głównym partnerem handlowym, to jest około 3-4 procent polskiego eksportu, który trafia do Rosji. W związku z tym, te sankcje też nie będą miały na nas wielkiego wpływu z punktu widzenia całej gospodarki. Gdyby jednak sankcje na te dobra rozszerzyć, to wtedy uderzyłyby one w całą Unię Europejską. A wtedy te odszkodowania trzeba by było jakoś rozdzielać. Podsumowując. Pierwsza fala rosyjskich sankcji relatywnie mocno w nas uderzyła. Tu odszkodowania były uzasadnione. Natomiast jeżeli teraz mówimy o sankcjach dotyczących dóbr przetworzonych, to wydaje się, że Polska już nie będzie tym krajem, który zostanie szczególnie silnie dotknięty. Wtedy kolejka krajów, które ustawią się do rekompensat będzie długa.