Świątek wraca na korty Indian Wells i od razu serwuje kibicom prawdziwy rollercoaster emocji. Rozstawiona z numerem drugim Polka podczas tegorocznej edycji turnieju WTA 1000 nie dała szans Amerykance Kayli Day, wygrywając 6:0, 7:6 (7-2). Tym samym Polka awansowała do trzeciej rundy.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Ostatni raz Świątek pojawiła się na korcie 23 dni temu, kiedy to w ćwierćfinale turnieju w Dosze musiała uznać wyższość Marii Sakkari - polska tenisistka wróciła do gry z nową energią, ale też z pewnymi problemami. Jak sama przyznała po meczu, wyjeżdżając z Polski, złapała przeziębienie, a katar mocno dawał jej się we znaki. Mimo to, podopieczna Wima Fissette’a pokazała, że nawet w nie najlepszej dyspozycji potrafi walczyć do końca i wygrywać.
Spotkanie rozpoczęło się od lekkiej nerwowości - Iga popełniła dwa podwójne błędy serwisowe już w pierwszym gemie, co mogło zwiastować kłopoty. Jednak różnica klas między drugą rakietą świata a sklasyfikowaną na 187. miejscu Kaylą Day była widoczna gołym okiem.
Polka szybko opanowała sytuację i zaczęła pewnie wygrywać kolejne gemy. W piątym gemie musiała co prawda bronić aż trzech break pointów, ale wyszła z opresji obronną ręką. Po niespełna trzydziestu minutach Świątek zamknęła pierwszego seta efektownym wynikiem 6:0.
Druga partia przyniosła jednak niespodziewane emocje. Kayla Day, która do turnieju głównego przebijała się przez kwalifikacje, wykorzystała chwilową dekoncentrację Polki i przełamała jej serwis. Po chwili prowadziła już 2:0, a kilka minut później - ku zaskoczeniu kibiców - na tablicy wyników widniało 4:1 dla Amerykanki. Świątek zaczęła popełniać błędy, a próby szybkiego odwrócenia losów seta nie przynosiły efektów.
To nie pierwszy raz, gdy po pewnie wygranej pierwszej partii Polka w drugiej napotyka na trudności. Jednak doświadczenie i chłodna głowa okazały się kluczowe. Iga przetrwała najgorszy moment, a od stanu 5:1 rozpoczęła spektakularną pogoń. Dwa przełamania na jej korzyść sprawiły, że doprowadziła do remisu 5:5. Wtedy na korcie pojawiła się dobrze znana kibicom determinacja.
O losach drugiego seta zadecydował tie-break, w którym Świątek nie pozostawiła rywalce żadnych złudzeń. Zdobyła pięć pierwszych punktów i pewnie zamknęła mecz wynikiem 7-2. Po spotkaniu nie kryła radości z awansu, ale też przyznała, że nie był to jej najlepszy dzień.
Zaczęłam dobrze, ale później mój poziom wyraźnie spadł, a rywalka wykorzystała błędy, jakie popełniałam i gemy zaczęły mi uciekać przez palce. Wróciłam jednak do dobrej gry, zaczęłam znowu lepiej się poruszać i wygrałam w dwóch setach, z czego się cieszę - powiedziała na korcie.
Przed Igą Świątek kolejne wielkie wyzwanie. W trzeciej rundzie Indian Wells zmierzy się z Greczynką Marią Sakkari - tenisistką, z którą ma wyrównany bilans 4-4. Co ciekawe, dwa z czterech zwycięstw Polka odniosła właśnie na kalifornijskich kortach, w finałach edycji 2022 i 2024. Żadna zawodniczka w historii nie wygrała tego turnieju trzykrotnie.
Mecz o 1/8 finału Polka rozegra już w poniedziałek.