Na Kamila Stocha zwrócił uwagę po raz pierwszy, zanim jeszcze w Polsce wybuchła "małyszomania". I choć wtedy nie sposób było przewidzieć, jak potoczy się kariera młodego skoczka, to było jasne, że w Polsce mamy ogromny talent. Były trener i prezes PZN a obecnie poseł Apoloniusz Tajner w rozmowie z RMF FM wspomina, kiedy po raz pierwszy usłyszał o Stochu. Opowiedział o tym, co imponowało mu w nim jako sportowcu i człowieku. Orzeł z Zębu w niedzielę w Planicy zakończy sportową karierę.
- Kamil Stoch po sezonie kończy karierę w skokach narciarskich.
- Apoloniusz Tajner w rozmowie z RMF FM opowiada o karierze polskiego mistrza.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.
Apoloniusz Tajner to człowiek, którego jednoznacznie kojarzymy z erą sukcesów Adama Małysza. To właśnie trener Tajner doprowadził skoczka z Wisły do sukcesów, które stały się początkiem "małyszomanii". Jednak jeszcze zanim kibiców ogarnął szał na punkcie Małysza, Tajner wiedział już, że gdzieś tam czai się kolejny wielki talent. Kamil Stoch.
Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio
Pamiętam taki moment z 1999 roku. Memoriał Bronisława Czecha w Zakopanem. Zawody się odbyły. Wszyscy schodzimy z góry. Po drodze zauważam małego chłopaka z nartami, który rezolutnie idzie do góry. Obok idzie trener Zbigniew Klimowski. Podszedłem spytać, gdzie idą. Okazało się, że korzystają z dobrych warunków, przygotowanej skoczni i Kamil idzie skoczyć. Wróciłem, żeby to zobaczyć. To była skocznia przed przebudową. 119-120 metrów to już był świetne wyniki. I Kamil rąbnął 115 metrów. Wyglądało to tak jakby wszystko już umiał. To był talent. On to miał w sobie. Później trzeba było czekać na zakończenie rozwoju biologicznego. Dopiero później można było myśleć o poważnym treningu. Od tamtego czasu miałem Kamila na oku. Było widać, że to jest tak duży talent, że będzie wielkim mistrzem. Mistrzostwo sportowe zamyka dopiero osobowość zawodnika. W ramach tej osobowości mieszczą się: odporność psychologiczna, tryb życia. To wszystko powoduje, że talent uzupełniony wartościami osobowościowymi - wspomina Tajner w rozmowie z RMF FM.
Dziś były trener zasiada w poselskich ławach, ale przez lata był też prezesem Polskiego Związku Narciarskiego. I to wtedy docierały do niego głosy i opinie, że wraz z końcem kariery Małysza nasze skoki pogrążą się w sportowym marazmie.
Od 2009 roku spotykałem się z takimi opiniami, że Małysz niebawem skończy karierę i takiego zawodnika będziemy mieli może za sto lat. A już w 2011 roku nastąpiło takie symboliczne przekazania pałeczki. W Zakopanem był taki konkurs: gęsty śnieg, trudne warunki. Małysz się przewrócił a po przerwie Stoch oddał najlepszy skok i wygrał. To był pierwszym symboliczny znak. Później finał sezonu w Planicy. Stoch wygrywa. Małysz był drugi. Stoch wchodził na podium jako ostatni. Wystąpił w takim góralskim kapeluszu. Podszedł do Adama pogratulował mu a później skłonił się oddał mu taki pokłon góralski. Zatem nie musieliśmy czekać tych stu lat. A teraz Kamil kończy a mamy Kacpra Tomasiaka - wylicza Tajner.
Jego zdaniem nie unikniemy dyskusji o tym, kto był lepszym skoczkiem: Małysz czy Stoch. Ta dyskusja wśród kibiców obecna jest od lat. Teraz gdy Stoch kończy karierę na pewno znów odżyje:
Ta dyskusja będzie. Każdy ma swoją opinię. Ja to widzę dość jednoznacznie. Jeśli chodzi o wyniki sportowe, to numerem jeden jest Stoch. Trzech złotych medali olimpijskich nic nie przebije. Ale tego, co się działo po tym jak Małysz wygrał Turniej Czterech Skoczni w 2000 roku... tego Stoch nie przebije. Rok 1999 to był czas przełomów: społecznych, gospodarczych, politycznych. Były jeszcze granice. Czuliśmy się trochę jak obywatele drugiej kategorii. Była w kraju taka szarzyzna. Ludzie wyjeżdżali zarabiać za granicę. Często do Austrii i Niemiec. I nagle pojawia się Małysz, który wygrywa właśnie z Austriakami i Niemcami. Nasi rodacy często pracowali tam na czarno. Dzięki Małyszowi mieli satysfakcję przychodząc do pracy po weekendzie. Wiem, bo przychodzili do nas, opowiadali takie historie. Później sukcesy Stocha troszkę znormalniały. Były sukcesami sportowymi. Wyniki Małysza niosły za sobą więcej także w kategoriach pozasportowych - analizuje były trener.
A jakim sportowcem w oczach Tajnera był Stoch? Charakternym. Na dowód przytacza historię z czasu gdy był prezesem PZN. Przed zawodami w Planicy zapadła wtedy decyzja, by nie przedłużać umowy z trenerem Hannu Lepistoe. Fin postanowił wtedy, że na zawody do Słowenii nie przyjedzie:
Wszedłem do pomieszczenia zawodników. Byli tam Małysz i Stoch. Kamil dość ostro wyskoczył do mnie. Jak możemy zabierać trenera! Bez konsultacji z zawodnikami! Ja mu powiedziałem, że jest jeszcze za młody. Że jeszcze nie jest partnerem do takiej rozmowy. Później się uspokoiliśmy. Porozmawialiśmy, choć Kamil nie był zadowolony. Natomiast pokazał charakter, ujął się za trenerem. To mi się bardzo spodobało. Nam jednak wychodziło, że ze względu na młodych warto zmienić trenera. Wzięliśmy Łukasza Kruczka. Po roku Małysz wrócił do Lepistoe do indywidualnego zespołu a młodzi z Kruczkiem zrobili błyskawiczny postęp. To była wtedy dobra decyzja - opowiada Tajner.
Jego zdaniem Stoch w przyszłości może pozostać przy skokach narciarskich, bo ma umiejętności, które może wykorzystać:
Kamil ma takie predyspozycje pedagogiczno-dydaktyczne. Naprawdę fajne. Mam nadzieję, że będzie wspierał swoim doświadczeniem i wiedzą grupy sportowe - podsumowuje Apoloniusz Tajner.