Czwarte miejsce zajęła sztafeta kobiet 4 x 400 metrów, w Halowych Mistrzostwach Świata w Toruniu. W jej składzie znalazła się najmłodsza z Biało-Czerwonych, zaledwie 18-letnia Anastazja Kuś, która w rozmowie z Cezarym Dziwiszkiem z redakcji sportowej RMF FM ocenia swój start jako duży sukces, chociaż nie udało się zdobyć medalu. Mimo bardzo młodego wieku lekkoatletka jest już bardzo popularna. Zdradza nam, jak pracuje nad swoim wizerunkiem i mediami społecznościowymi. Wspomina też, jak radzi sobie z hejtem.
- Więcej aktualnych informacji sportowych znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Jak przyznaje sama zawodniczka, emocje po Halowych Mistrzostwach Świata w Toruniu już opadły. Na chłodno - mimo braku medalu - uznaje zarówno swój występ, jak i całej sztafety za duży sukces. Nie aż tak jak srebro z ubiegłorocznych HMŚ w Nankinie, ale zawsze.
Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio
Halowe Mistrzostwa Świata w Toruniu to dla mnie kolejna bardzo udana, seniorska impreza międzynarodowa. Plus rekord Polski, który poprawiłam na Mistrzostwach Polski, z czego się bardzo cieszę. To bardzo dobre prognostyki przed latem - podkreśla.
Chociaż wcześniej hala nie była jej ulubioną areną zmagań, dziś przyznaje, że coraz bardziej się z nią "lubi".
Cały czas zaznaczałam, że się dopiero uczę tej hali. Jednak te biegi sztafetowe, które zrobiłam w Toruniu, na pewno sprawiły, że w tym sezonie czuję się bardziej pewnie - mówi w RMF FM Anastazja Kuś.
Dzięki tegorocznym startom zawodniczka przyznaje, że jeszcze bardziej uwierzyła w swoje możliwości i nabrała przekonania, że może rywalizować z najlepszymi na świecie. Przed nią sezon letni i kolejne wielkie imprezy, jak m.in. sierpniowe mistrzostwa Europy na stadionie w Birmingham. Ale nie rezygnuje także z tych juniorskich.
Mam imprezy seniorskie i juniorskie, do których chciałabym się dobrze przygotować. Na szczęście one są w podobnym terminie, jeśli chodzi o Mistrzostwa Świata U20 i Europy. Mam nadzieję, że się uda to połączyć lub skupić na jednej z nich - zdradza lekkoatletka.
Duże znaczenie w rozwoju Anastazji Kuś ma wsparcie bliskich i profesjonalny sztab. Główną rolę w moim życiu gra moja mama (Alicja - przyp. red.), która jest też moją drugą trenerką. [...] Do tego moja pierwsza trenerka, pani Bronisława Ludwichowska, z która trenuję cały rok - wylicza.
Kuś współpracuje również z psychologiem sportowym, co pomaga jej radzić sobie z presją i czerpać radość z biegania. Równocześnie zawodniczka prężnie rozwija swój wizerunek - ma kilkaset tysięcy obserwujących w mediach społecznościowych. W rozmowie z Cezarym Dziwiszkiem przyznaje, że budowanie własnej marki i obecność w social mediach są dla niej ważne, ale podchodzi do tego bardzo naturalnie.
Od zawsze. Dzięki mamie założyłam Instagrama sportowego, gdzie pokazywałam kulisy trenowania do zawodów, czego w tamtym czasie nie było tak naprawdę w Polsce - opowiada. Regularność i autentyczność to jej zdaniem najważniejsze cechy w budowaniu sportowego wizerunku.
Wraz ze wzrostem popularności niestety pojawia się także hejt. Jak Anastazja Kuś sobie z nim radzi?
Wiadomo, że im większa popularność, tym większy hejt, ale muszę powiedzieć, że dostaję też dużo dobrego feedbacku, jeśli chodzi o moich obserwatorów czy osoby, które zaczynają biegać dzięki mnie - zapewnia.
Jej metoda na nieprzychylne komentarze jest prosta.
Nie czytam tych komentarzy. Wiadomo, że zawsze ktoś może się do czegoś przyczepić, ale poza tym bardzo się cieszę ze wsparcia kibiców, bo też jest ogromne - podsumowuje.