Sąd Okręgowy w Warszawie powołał biegłego z zakresu badań fonoskopijnych w sprawie dotyczącej bezprawnego wykorzystania głosu lektora Jarosława Łukomskiego przez sztuczną inteligencję. W piątek w Wydziale Własności Intelektualnej warszawskiego Sądu Okręgowego ruszył precedensowy proces dotyczący naruszenia dóbr osobistych lektora.

REKLAMA

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl.

Pozew został skierowany przeciwko spółce JFC POLSKA, która miała wykorzystać w reklamie cyfrowy model głosu lektora bez jego wiedzy i zgody. Łukomski od lat współpracuje z firmą Mikrofonika, prowadzącą internetowy bank głosów, z którą podpisał także wyłączną umowę dotyczącą prób stworzenia cyfrowego modelu swojego głosu.

Podczas pierwszej rozprawy sąd przesłuchał prezesa Mikrofoniki Tomasza Bartosa oraz jego współpracownika, którzy monitorowali sporne reklamy w internecie. Bartos podkreślił, że projekt cyfrowego modelu głosu miał charakter badawczy i został czasowo zawieszony, choć prace są kontynuowane. Zaznaczył również, że stworzenie cyfrowego modelu głosu na podstawie próbek z programów telewizyjnych jest możliwe przy odpowiedniej obróbce.

Sąd wysłuchał także powoda Jarosława Łukomskiego oraz prezesa JFC POLSKA Mirosława Majewskiego. Majewski przyznał, że był zaskoczony sytuacją i nie wiedział, że głos użyty w reklamie należy do znanego lektora. Podkreślił, że spółka nie miała intencji naruszenia praw żadnej osoby, a po otrzymaniu wezwania do zaprzestania naruszenia natychmiast wstrzymała publikację reklam i proponowała polubowne rozwiązanie sporu. Według Majewskiego druga strona nie wyraziła jednak chęci do rozmów.

Pełnomocnicy lektora domagają się odszkodowania

Pełnomocnicy Łukomskiego domagają się 50 tys. zł zadośćuczynienia za krzywdę moralną, 102 tys. zł z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia się przez firmę, przeprosin oraz zaprzestania naruszeń. Jak podkreślają, kampanie reklamowe na Facebooku zostały zakończone, ale sporne materiały wciąż znajdują się w bibliotece reklam platformy.

Jarosław Łukomski podczas rozprawy wskazał, że natychmiast rozpoznał swój głos w reklamie, choć sposób jego użycia był "robotyczny" i odbiegał od naturalnej interpretacji. Sędzia dr Sylwia Wit vel Wilk podkreśliła, że sprawa ma charakter precedensowy na gruncie polskim, choć podobne procesy toczyły się już za granicą. Zaznaczyła, że w przypadku naruszenia dóbr osobistych to na pozwanym spoczywa obowiązek udowodnienia zgodności działania z prawem.

Powołano biegłego z zakresu fonoskopii

Sąd przychylił się do wniosku o powołanie biegłego z zakresu fonoskopii, który oceni stopień podobieństwa głosu w reklamie do głosu Łukomskiego. Pełnomocnicy pozwanej spółki wnioskowali także o powołanie biegłego z zakresu marketingu i reklamy, który miałby ocenić rozpoznawalność głosu lektora w spornych materiałach. Decyzja w tej sprawie zapadnie na kolejnym posiedzeniu lub po zapoznaniu się z opinią pierwszego biegłego.

Mec. Wiktoria Stasiewicz, reprezentująca Łukomskiego, wyjaśniła, że w doktrynie istnieją dwa poglądy na temat traktowania głosu jako dobra osobistego: jako elementu wizerunku (tzw. dźwięczny wizerunek) lub jako odrębnego dobra osobistego. W obu przypadkach głos podlega ochronie na analogicznych zasadach jak wizerunek.