​Sąd Okręgowy w Łodzi skazał 34-letniego Sylwestra M. na 28 lat więzienia za podpalenie mężczyzny na jednym z przystanków tramwajowych. Do zbrodni doszło w nocy z 19 na 20 marca 2024 r.

REKLAMA

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

Sąd Okręgowy w Łodzi skazał w środę 34-letniego Sylwestra M. na 28 lat więzienia, przy czym zaznaczył, że o warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się dopiero po odbyciu 20 lat kary. Ma też zapłacić 50 tys. zł zadośćuczynienia matce swojej ofiary.

Obserwował płonącą ofiarę. Sąd: kara dożywocia zbyt surowa

W marcu 2024 r. Sylwester M. podpalił zapalniczką przypadkowego mężczyznę na przystanku tramwajowym, a następnie przyglądał się, jak płonie. Ofiara zmarła na skutek rozległych oparzeń, w tym zwęglenia tkanek na części ciała.

Sędzia Agnieszka Szeliga podkreśliła w uzasadnieniu, że oskarżony dopuścił się zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, bo jego czyn łączył się z zadawaniem ofierze zbędnych cierpień. Zaznaczyła, że kara dożywotniego pozbawienia wolności byłaby jednak zbyt surowa, bo jest zarezerwowana dla szczególnych przypadków, kiedy sprawca powinien stale być izolowany od społeczeństwa.

Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności obciążające, determinację oskarżonego w działaniu i naruszenie najwyższej wartości, jaką jest życie ludzkie, sąd uznał za właściwe wymierzenie kary w górnej granicy ustawowego zagrożenia, przyjmując za okoliczność łagodzącą wcześniejszą niekaralność oskarżonego oraz opinie biegłych, że miał on ograniczony stopień rozumienia swojego czynu - tłumaczyła sędzia.

Argumentowała, że kara ma spełniać również funkcję prewencyjną wobec społeczeństwa i pokazywać, że osoby odpowiedzialne nie unikną konsekwencji prawnej swoich czynów.

Dramatyczne kulisy zbrodni w Łodzi

Do zabójstwa doszło w nocy z 19 na 20 marca 2024 r. na przystanku tramwajowym przy ul. Pomorskiej w Łodzi. Według ustaleń śledczych, kilka minut po północy oskarżony podszedł do siedzącego na ławce przy przystanku mężczyzny, uderzył go w głowę, zrzucił jego czapkę na ziemię, a następnie obserwował zachowanie swojej ofiary.

Według zapisów monitoringu oskarżony blisko 30 razy używał zapalniczek, aby podpalić nieznajomego - początkowo jego tułów, a następnie włosy. Gdy zaczęło się palić całe ciało 36-latka, napastnik z bliskiej odległości go obserwował i nie podjął działań mogących uratować życie płonącemu. Przyglądał się także przebiegowi akcji gaśniczej prowadzonej przez straż pożarną.

Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci Pawła J. był wstrząs pourazowy spowodowany działaniem wysokiej temperatury i ognia. Na niedopałku zabezpieczonym w pobliżu miejsca zdarzenia były ślady DNA należące do oskarżonego. Zabezpieczono także trzy jego zapalniczki. Wszystkie były sprawne.

Próbował "obudzić" śpiącego

Oskarżony i jego ofiara nie znali się. Podczas przesłuchań w toku śledztwa Sylwester M. nie przyznał się do przedstawionego mu zarzutu, a przed sądem odmówił składania wyjaśnień, ale potwierdził złożone wcześniej w prokuraturze. Według nich nie podpalił, lecz jedynie próbował obudzić śpiącego na przystanku Pawła J. Wyrok nie jest prawomocny, a obrońca Sylwestra M. zaraz po ogłoszeniu wyroku zapowiedziała wniesienie apelacji.