Nie ustają szykany wobec polskiej mniejszości na Białorusi. Reżim w Mińsku wziął na cel Związek Polaków, kierowany przez Andżelikę Orechwo.

Represje wobec Polaków na Białorusi

Konflikt wokół Związku Polaków na Białorusi trwa już pięć lat

Niedziela, 14 lutego 2010 (20:21)

Konflikt wokół Związku Polaków na Białorusi wybuchł po VI zjeździe ZPB w Grodnie, na którym 9 marca 2005 roku wybrano na prezesa 31-letnią Andżelikę Borys, reprezentującą grupę opozycyjną wobec dotychczasowego prezesa Tadeusza Kruczkowskiego.

2005

11 maja białoruskie Ministerstwo Sprawiedliwości uznało zjazd ZPB za nieprawomocny i zaleciło jego powtórzenie z powodu - jak uzasadniało - skarg delegatów dotyczących naruszenia statutu. Wybrane w marcu kierownictwo ZPB, mając poparcie władz Polski, nie zaakceptowało decyzji białoruskiego ministerstwa.

Powtórny zjazd ZPB odbył się 27 sierpnia 2005 roku w Wołkowysku pod nadzorem władz białoruskich i KGB. Na prezesa wybrano 69-letniego Józefa Łucznika cieszącego się, jak poprzednik, poparciem władz w Mińsku. Zapewnił on, że ZPB będzie działać w ramach białoruskiego prawa. Na obrady nie dopuszczono Andżeliki Borys i jej zwolenników.

Polska zareagowała oświadczeniem, że nie uznaje nowych władz ZPB. Ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Jan Truszczyński zapowiedział wsparcie dla represjonowanych Polaków. Prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył, że partnerem strony polskiej pozostanie A. Borys. Białoruskie władze zażądały 9 września zmiany nazwy ZPB.

Przed zjazdem w Wołkowysku władze nasiliły nękanie niepokornych działaczy ZPB. Andżelikę Borys przez dwa miesiące wzywano na milicję i prokuraturę 40 razy, zarzucając jej nadużycia finansowe. Większość działaczy oskarżano o "chuligaństwo" i skazano na grzywny lub areszt. Władze starały się też wszelkimi sposobami uniemożliwić relacjonowanie zjazdu dziennikarzom z Polski.

Konflikt wokół ZPB doprowadził do napięcia w stosunkach Warszawa-Mińsk. 17 maja władze uznały za persona non grata pierwszego sekretarza ambasady RP w Mińsku Marka Bućkę za chęć "destabilizacji białoruskiego społeczeństwa". Prasa w Mińsku napisała, że Bućko był inicjatorem przewrotu w ZPB.

Białoruś wydaliła jeszcze dwóch polskich dyplomatów: Andrzeja Buczaka i Andrzeja Olborskiego. Polska, w ramach retorsji, odpowiedziała wydaleniem dwóch dyplomatów białoruskich i odwołaniem ambasadora Tadeusza Pawlaka "na konsultacje" do kraju. W Warszawie zapadła decyzja o zakazie wjazdu do Polski osób, które inspirowały działania wobec ZPB.

26 lipca prezydent Aleksandr Łukaszenka oskarżył Zachód, a także Polskę i Litwę, o przygotowywanie powstania przeciw niemu "na polecenie zza oceanu". Mińsk zakazał działalności na Białorusi Fundacji Europejskiej "Dialog", zarejestrowanej w Warszawie. 8 sierpnia nie wpuszczono na Białoruś delegacji polskich eurodeputowanych z Bogdanem Klichem.

Po nagłośnieniu konfliktu w ZPB do Grodna wybrało się kilku polityków z Polski. Największe zainteresowanie towarzyszyło wizycie lidera PO Donalda Tuska, który 1 sierpnia obiecał w Grodnie, że kwestie polskiej mniejszości na Białorusi będą omawiane w Parlamencie Europejskim.

2007

10 października 2007 roku zatrzymano na przystanku w Grodnie Andżelikę Borys, zarzucając jej przeklinanie na komisariacie, gdzie udała się, by bronić aresztowanego wcześniej Igora Bancera, redaktora naczelnego miesięcznika ZPB - "Magazynu Polskiego". Skazano ją na karę grzywny.

2008

W kwietniu 2008 roku białoruskie władze znowu zatrzymały na krótko Andżelikę Borys i ośmiu innych Polaków, którzy przyjechali z Grodna na prywatne zaproszenie do położonej w okolicach granicy miejscowości Raduń. Aby przebywać na tym terenie powinni mieć specjalne przepustki.

2009

15 marca 2009 roku rozpoczął się w Grodnie kolejny Zjazd Polaków na Białorusi, według władz, nielegalny. Władze wywierały na delegatów presję, by nie jechali do Grodna. Straszono ich, że jeśli wezmą udział w zjeździe, stracą pracę. Andżelika Borys została ponownie wybrana na prezesa. Zjazd zaapelował do prezydenta Łukaszenki o poparcie dialogu, jako jedynej drogi do załagodzenia konfliktu wokół organizacji, stanowiącego przyczynę napiętych stosunków między Mińskiem a Warszawą.

2010

Rok bieżący rozpoczął się walką o Dom Polski w Iwieńcu, jeden z trzech znajdujących się we władaniu ZPB. 21 stycznia odbyło się tam zebranie ZPB, na które przyjechali działacze z kręgu Andżeliki Borys. Zebranie zwołano w reakcji na decyzję uznawanego przez władze białoruskie kierownictwa ZPB ze Stanisławem Siemaszką na czele, które odwołało Teresę Sobol, będącą też dyrektorką Domu Polskiego, z funkcji szefowej iwienieckiego oddziału. Zdaniem działaczy ZPB popierających Borys, chodziło o przejęcie Domu Polskiego. Wcześniej tego dnia białoruska milicja zatrzymała ok. 50 działaczy ZPB, jadących z Grodna do Iwieńca, by bronić Domu. Siedmiu z nich aresztowano.

8 lutego białoruscy milicjanci weszli do Domu Polskiego w Iwieńcu, wyrzucili działaczy ZPB i spisali znajdujące się tam mienie.

W reakcji na łamanie praw mniejszości na Białorusi polski ambasador Henryk Litwin został tego samego dnia wezwany do Warszawy na konsultacje, a szef polskiego MSZ Radosław Sikorski powiedział, że w tej sprawie interweniował m.in. w instytucjach międzynarodowych.

9 lutego Helena Bogdan - wiceprzewodnicząca reżimowego ZBP - zwróciła się o powołanie międzynarodowej komisji, która przeanalizuje sytuację polskiej społeczności na Białorusi. Według ZPB Andżeliki Borys, Bogdan "działa na polecenie białoruskich władz i nie reprezentuje Polaków na Białorusi".

10 lutego ponad 300 osób wzięło udział w Grodnie w wiecu w obronie Domu Polskiego w Iwieńcu, dwa dni wcześniej zajętego siłą przez białoruską milicję.

15 lutego ok. 40 działaczy Związku zostało zatrzymanych przez białoruską milicję, gdy jechali do Wołożyna na rozprawę w sprawie Domu Polskiego w Iwieńcu. Tego dnia odbyło się tzw. wstępne posiedzenie sądu.

15 lutego za udział grodzieńskim wiecu 10 lutego Borys została skazana na karę grzywny w wysokości ponad miliona białoruskich rubli. Trzem innym czołowym działaczom ZPB - prezesowi Rady Naczelnej Andrzejowi Poczobutowi, wiceszefowi związku Mieczysławowi Jaśkiewiczowi i rzecznikowi ZPB Igorowi Bancerowi wymierzono karę po 5 dni aresztu.

Kolejnym przykładem prześladowania polskiej mniejszości na Białorusi jest sprawa spółki Polonika, której dyrektorem jest Andżelika Borys. Spółka ta prowadzi m.in. szkołę społeczną, w której języka polskiego uczy się ponad 400 osób. 5 i 8 lutego sąd gospodarczy zdecydował, że Polonika ma zapłacić łącznie 40 tysięcy dolarów grzywny za prowadzenie nielegalnej działalności charytatywnej, co praktycznie doprowadzi do jej likwidacji.

Według Poczobuta "pokazuje to też, że sytuacja Polaków na Białorusi absolutnie się nie zmieniła od 2005 r.". "Wtedy stosowano przemoc i teraz w podobny sposób przejęto Dom Polski. Mówienie, że Łukaszenka się zmieni, że będzie lepiej, że będzie demokratyzacja, to tylko mrzonki. Łukaszenka stawia na przemoc" - podkreślił.

Przebywający z wizytą 12 lutego w Polsce szef białoruskiego MSZ Siarhiej Martynau przekonywał, że prawa Polaków na Białorusi nie są naruszane. Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski powiedział, że Polska wspiera kurs Białorusi "na umocnienie niepodległości i dywersyfikację wektorów swojej polityki". Jednak - jak zastrzegł - podobnie jak UE, to wsparcie Polska uzależnia od tego, czy Białoruś będzie przestrzegała zasad OBWE, szczególnie jeśli chodzi o poszanowanie praw opozycji oraz mniejszości narodowych.

Szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek zapowiedział 15 lutego, że PE przyjmie rezolucję w sprawie sytuacji na Białorusi. Podkreślił, że "przyszłe relacje między Białorusią a UE zależą przede wszystkim od tego, w jaki sposób opozycja, demokratyczne mniejszości narodowe będą traktowane przez władze białoruskie. To nasz główny barometr".

Radio Muzyka Fakty