Przedstawiciele związków sportowych i świata olimpizmu, którzy dziś na Stadionie Narodowym spotkali się z ministrem sportu Jakubem Rutnickim, wydali oświadczenie, w którym domagają się dymisji szefa PKOl Radosława Piesiewicza. Sprzeciw wzbudziło "instrumentalne" wykorzystanie polskich medalistów do promowania podmiotu z obszaru kryptowalut.

REKLAMA

  • Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Wyrażamy stanowczą dezaprobatę wobec działań prezesa PKOl Radosława Piesiewicza, które doprowadziły do naruszenia zaufania do PKOl i polskich sportowców, a w konsekwencji wywołały poważne skutki wizerunkowe dla całego systemu sportu, w tym podmiotów wspierających polski sport - spółek Skarbu Państwa i Wojska Polskiego - głosi oświadczenie, które przed telewizyjnymi kamerami odczytał Robert Korzeniowski.

Związki przekazały, ze ich sprzeciw wzbudziło "instrumentalne" wykorzystanie polskich medalistów do promowania podmiotu z obszaru kryptowalut.

Uczestnicy spotkania na Stadionie Narodowym, w którym wzięli udział przedstawiciele związków sportowych i świata olimpizmu, wzywamy prezesa Radosława Piesiewicza to niezwłocznego złożenie dymisji z pełnionej funkcji - zaznaczono.

Minister Rutnicki przekazał, że powołany zostanie zespół roboczy. Jego zadaniem będzie stworzenie rozwiązań legislacyjnych, które pozwalą na uniknięcie w przyszłości wykorzystywania wizerunków sportowców do promowania podmiotów, które budzą wątpliwości.

Nie zdawaliśmy sobie sprawy, dokąd nieodpowiedzialne decyzje prezesa Piesiewicza mogą nas wszystkich doprowadzić. 350 mln zł strat, 35 tys. Polaków oszukanych, medaliści nie uzyskali pieniędzy, ale nawet jeśli uzyskają, to tysiące Polaków będzie stratnych. A w tym wszystkim zamieszeszany jest wizerunek polskiego sportowca - mówił szef resortu sportu i turystyki.

Wszyscy mówimy jednym głosem, że nie ma zgody na tego działania - dodawał Rutnicki.

Małysz: Jesteśmy najbardziej poszkodowani

W spotkaniu wzięli udział m.in. prezes Polskiego Związku Narciarskiego Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich i wiceprezes PKOl Adam Korol czy członkini MKOl Maja Włoszczowska.

Znany himalaista Piotr Pustelnik stwierdził, że "czuje się poniekąd trochę odpowiedzialny" za to, co stało się Polskim Komitetem Olimpijskim. Ze względu na zasady demokracji, które panują w PKOl, do końca nie jesteśmy w stanie swoich racji przeforsować. Zachęcam kolegów w zarządzie i prezydium PKOl, żeby jeszcze raz przemyśleli czy naprawdę idziemy w dobrą stronę - mówił i dodawał: Jeżeli nie, to mamy pewne prawo, żeby tę sytuację zmienić.

Adam Małysz, szef PZN, podkreślił, że zgadza się ze słowami Pustelnika. Przypomniał też, że przed igrzyskami spierał się z szefem Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Moi zawodnicy, moi trenerzy - jesteśmy najbardziej poszkodowani ze względu na podpisaną umowę. Ostrzegaliśmy wielokrotnie, że ten sponsor nie jest stabilny, sprawdzony - mówił Małysz i dodawał, że sam fakt podpisania umowy z Zondacrypto poza Polską budził wiele kontrowersji.

Uważam, że nie idziemy w dobrą stronę. Musimy zrobić pewne rzeczy - podkreślił.

Spotkaliśmy się my, prezesi polskich związków, którzy tworzymy Polski Komitet Olimpijski. Znaleźliśmy przestrzeń na Stadionie Narodowym, bo takiej przestrzeni nie mogliśmy znaleźć w PKOl. Bardzo się cieszę na ten komunikat, który odczytał Robert Korzeniowski, bo wszyscy jesteśmy zmęczeni tym niszczeniem wizerunku naszego Komitetu, o który wielu z nas walczyło jako zawodnicy, teraz walczymy jako prezesi polskich związków. Jeden z kolegów powiedział, że doszliśmy do ściany. Tak, doszliśmy do ściany - zaznaczył Korol.

Wśród uczestników spotkania były jednak osoby sceptycznie nastawione do jego efektów.

Boję się, że niewiele wniesie do sprawy - powiedział jeden z przedstawicieli związków sportowych.

Polski Komitet Olimpijski nie chce komentować stanowiska związków

Do apelu o dymisję nie ustosunkował się Piesiewicz.

Nie komentujemy doniesień medialnych - przekazała rzeczniczka PKOl Katarzyna Kochaniak-Roman, proszona o przedstawienie stanowiska organizacji wobec apelu związków sportowych.

Co mówi prawo?

Nie jest to pierwszy podobny apel. Jesienią 2024 powstał list, którego sygnatariusze również domagali się odejścia Piesiewicza. Jednak kierujący PKOl od 2023 roku działacz wielokrotnie podkreślał, że nie zamierza podawać się do dymisji, a ostatnio nawet zaznaczył, że zamierza kandydować na następną kadencję. Procedura jego odwołania w trakcie kadencji jest - według ekspertów prawa sportowego - skomplikowana i niejednoznaczna.

Jak tłumaczył dr Paweł Kokot, wykładowca teorii prawa i prawa sportowego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, artykuł 19 ust. 3 statutu PKOl, w którym zawarte zostały zasady odwoływania członków zarządu w trakcie kadencji, wskazuje, że w czasie trwania kadencji zarząd albo Komisja Rewizyjna mogą odwołać, w drodze uchwały, ze swojego grona członków, którzy "nie wywiązują się ze swych obowiązków albo swoim postępowaniem naruszyli statut lub dobre imię PKOl".

Część nagród w tokenach

Zondacrypto od października jest sponsorem generalnym PKOl. Zgodnie z umową siedziba PKOl zmieniła nazwę na "zondacrypto Centrum Olimpijskie", a w lutym na budynku, który od 20 lat nosi też imię Jana Pawła II, pojawił się wielki neon reklamujący sponsora.

Po podpisaniu umowy, co odbyło się w Monako, PKOl ogłosił, że po raz pierwszy w historii nagrody za wyniki otrzymają także olimpijczycy, którzy w tegorocznych zimowych igrzyskach we Włoszech uplasują się na miejscach 4-8. Premie sponsor miał przekazać w tokenach.

17 kwietnia śledztwo w sprawie tej firmy wszczęła Prokuratura Regionalna w Katowicach. Jest ono prowadzone pod kątem oszustw znacznej wartości i prania brudnych pieniędzy. W dniu wszczęcia postępowania kwota szkody była szacowana na co najmniej 350 mln zł, ale - jak zaznaczają śledczy - rośnie z każdym kolejnym dniem, podobnie jak liczba pokrzywdzonych.

Wśród nich znaleźli się również polscy sportowcy, którzy informowali m.in., że nie zdążyli spieniężyć środków, jakie trafiły na ich konta Zondacrypto. Łącznie firma za wyniki w tegorocznych igrzyskach we Włoszech miała im przekazać w tokenach 1,38 mln złotych. Zawodnikom z lokat 4-8, którym nie udało się spieniężyć tokenów do czasu zaprzestania działalności przez giełdę, środki zabezpieczył jeden ze sponsorów PKOl i w środę oraz czwartek trafiły na ich konta.