Szefowie pięciu europejskich agencji wywiadowczych wyrazili w rozmowie z agencją Reutera sceptycyzm wobec możliwości zawarcia w tym roku porozumienia kończącego wojnę Rosji z Ukrainą. Ich zdaniem, mimo deklaracji Donalda Trumpa o zbliżeniu się do pokoju dzięki amerykańskiej mediacji, Moskwa nie jest zainteresowana szybkim zakończeniem konfliktu.

REKLAMA

  • Europejskie służby wywiadowcze uważają, że negocjacje z Rosją to głównie "teatr", a Kreml nie ma zamiaru zakończyć wojny szybko.
  • Rosja dąży do usunięcia Zełenskiego i uczynienia Ukrainy buforem wobec Zachodu.
  • Europa jest sceptyczna co do szans na pokój.
  • Wątpliwości budzi także postawa negocjatorów USA.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Według czterech z pięciu rozmówców Reutersa, Rosja wykorzystuje negocjacje z USA głównie do uzyskania złagodzenia sankcji i zawarcia korzystnych umów biznesowych.

Jeden z szefów wywiadu określił trwające w Genewie rozmowy jako "teatr negocjacyjny". Europejscy urzędnicy podkreślają, że cele strategiczne Kremla pozostają niezmienne - usunięcie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i przekształcenie Ukrainy w "neutralny" bufor wobec Zachodu.

Ryft między Europą i Ameryką wydaje się pogłębiać

Jak zauważa agencja Reutera, podobne wypowiedzi wskazują na przepaść między Europą i Stanami Zjednoczonymi w myśleniu o wojnie w Ukrainie. Biały Dom naciska na sfinalizowanie porozumień do czerwca, m.in. po to, by zdążyć z zakończeniem konfliktu przed listopadowymi wyborami do Kongresu USA.

Donald Trump przekonuje, że Władimir Putin faktycznie chce pokoju. Tymczasem w Europie opinie są zgoła inne.

Jak przekazał jeden z szefów wywiadu, najważniejszym problemem jest to, że Rosja nie chce i nie potrzebuje szybkiego pokoju, a jej gospodarka "nie jest na skraju załamania".

Inny wyraził zaniepokojenie "bardzo ograniczonym" poziomem umiejętności negocjacyjnych po stronie Zachodu. Amerykańskiej delegacji przewodzą Steve Witkoff, deweloper i przyjaciel Trumpa, oraz Jared Kushner, zięć prezydenta USA - obaj nie mają doświadczenia dyplomatycznego ani specjalistycznej wiedzy o Rosji czy Ukrainie.

Dodatkowo, Moskwa ma próbować rozdzielić rozmowy na dwa tory: jeden dotyczący wojny, drugi - dwustronnych umów z USA, obejmujących m.in. zniesienie sankcji.

Według Zełenskiego, Rosjanie mieli proponować Amerykanom i rosyjskim oligarchom umowy o wartości nawet 12 bilionów dolarów. Jak przekonują zachodni publicyści, w ten sposób Moskwa wikła Amerykanów w grę, w której bezpieczeństwo Ukrainy, NATO i Europy może być odsunięte na drugi plan, na rzecz partykularnych interesów poszczególnych osób z otoczenia Trumpa.

Jeden z rozmówców Reutersa przekazał, że oferta Moskwy dla Waszyngtonu została stworzona tak, by przyciągnąć samego Trumpa oraz rosyjskich oligarchów, którzy nie odnieśli dotychczas realnych korzyści w związku z wojną, a których lojalność jest konieczna do utrzymania dla Putina, zwłaszcza w obliczu pogarszającej się sytuacji gospodarczej w kraju.

Oddajcie Rosji Donbas, to na pewno rozwiąże problem. Otóż nie

Wśród istotnych wniosków, które przedstawiają szefowie wywiadów, na pierwszy plan wybija się szczególnie jeden. Rozmówca Reutersa przekazał, że istnieje błędne przekonanie, iż oddanie Donbasu, którego domaga się Rosja, zapewni trwały pokój na wschodzie Europy.

Moskwa powtarza przed i w trakcie każdej tury negocjacyjnej, że aneksja tych terytoriów jest warunkiem koniecznym dalszych rozmów o rozejmie.

Według jednego z urzędników terytorialne ustępstwa wobec Rosji mogłyby zapoczątkować prawdziwe negocjacje (zamiast kontynuacji "teatru"), ale wyraził pewność, że Kreml wysunie wówczas kolejne żądania.