Kilkanaście minut przed wpisem Donalda Trumpa, w którym pochwalił się "produktywnymi" rozmowami z Iranem, co poskutkowało spadkiem światowych cen ropy naftowej, handlarze surowcem przeprowadzili podejrzane transakcje warte setki milionów dolarów - informuje "Financial Times". Jeden z analityków przekonuje, że cała sytuacja jest "naprawdę nienormalna".
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Donald Trump poinformował w poniedziałek za pośrednictwem portalu Truth Social, że między Stanami Zjednoczonymi a Iranem doszło do "bardzo dobrych i produktywnych rozmów". Efektem tego dialogu miało być ogłoszone przez amerykańskiego prezydenta pięciodniowe odroczenie planowanych uderzeń na irańskie obiekty infrastruktury energetycznej.
"Financial Times" zauważa, że wpis przywódcy USA pojawił się o godz. 7:04 czasu nowojorskiego, a wcześniej, między godz. 6:49 a 6:50, na giełdach zawarto około 6200 transakcji kontraktami terminowymi na ropę naftową Brent i WTI. Według obliczeń "FT", opartych na danych Bloomberga, teoretyczna wartość tych transakcji wyniosła 580 milionów dolarów.
Natychmiast po ogłoszeniu przez Trumpa, że Stany Zjednoczone odraczają o pięć dni uderzenia na irańskie elektrownie, światowe ceny ropy naftowej spadły, a indeksy giełdowe zaczęły rosnąć. Ta sytuacja na giełdach, jak zauważa "FT", nie trwała długo - do momentu, jak Iran oświadczył, że nie doszło do żadnych rozmów ze stroną amerykańską. Następnie indeksy zaczęły spadać, a ceny kontraktów terminowych na "czarne złoto" zaczęły rosnąć.
Brytyjski dziennik pisze, że na razie nie wiadomo, czy za poniedziałkowymi transakcjami stał jeden podmiot, czy była to też skoordynowana akcja. Jeden z analityków w wypowiedzi dla "FT" zauważa jednak, że jest to "naprawdę nienormalne". Jest poniedziałkowy poranek, dziś nie ma żadnych ważnych danych, nie występują też żadne osoby z Fed (amerykański bank centralny - przyp. red.), których wypowiedzi można by próbować uprzedzić. To wyjątkowo duża transakcja jak na dzień bez ryzyka wydarzeń... Ktoś właśnie bardzo się wzbogacił - mówi.
Zastępca rzecznika prasowego Białego Domu Kush Desai zaprzecza jakimkolwiek zarzutom o wyciek poufnych informacji, podkreślając, że "prezydent Trump i urzędnicy administracji Trumpa skupiają się wyłącznie na tym, co najlepsze dla narodu amerykańskiego".
Biały Dom nie będzie tolerował żadnego urzędnika administracji czerpiącego korzyści z poufnych informacji. Wszelkie sugestie, że urzędnicy są zaangażowani w takie działania bez dowodów, są bezpodstawne i nieodpowiedzialne - zaznacza, cytowany przez "FT".
W weekend prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zagroził Iranowi, że amerykańskie wojsko zniszczy irańskie elektrownie, jeśli cieśnina Ormuz nie zostanie całkowicie otwarta w ciągu 48 godzin. W odpowiedzi irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej opublikował w niedzielę oświadczenie, w którym przekazał, że całkowicie zamknie strategicznie ważny szlak wodny, jeśli amerykański przywódca spełni swoje groźby.
W poniedziałek gospodarz Białego Domu ogłosił, że Stany Zjednoczone prowadziły dobre i owocne rozmowy z Iranem. Prezydent USA poinformował, że nakaże wojsku odroczyć na pięć dni wszelkie uderzenia militarne przeciwko irańskim elektrowniom i infrastrukturze energetycznej.
Na te słowa błyskawicznie zareagowały irańskie agencje informacyjne. Agencja Fars, powołując się na oficjalne źródła, przekazała, że władze w Teheranie nie prowadzą z USA żadnej komunikacji - ani bezpośredniej, ani za pośrednictwem państw trzecich. Nie odbyły się żadne negocjacje i żadne nie są w toku - podkreślił natomiast wysoki rangą urzędnik ds. bezpieczeństwa w rozmowie z agencją Tasnim.