Fragment pocisku S-300, wystrzelonego przez ukraińską obronę przeciwlotniczą, spadł na terenie sąsiedniej Białorusi. Nikomu nic się nie stało.

REKLAMA

In Belarus, S-300 debris fell in the village of Gorbaha near the Ukrainian border, according to a local VK group. No casualties were reported. pic.twitter.com/o6pvaZPC8j

TadeuszGiczanDecember 29, 2022

Element S-300 spadł na tereny rolnicze we wsi Gorbaha, leżącej w pobliżu granicy białorusko-ukraińskiej w obwodzie brzeskim. Do tego zdarzenia doszło między 10:00 a 11:00.

Nikomu nic się nie stało.

Ministerstwo obrony w Mińsku poinformowało, że pocisk został zestrzelony przez białoruskie siły obrony przeciwrakietowej.

Jak powiadomiła służba prasowa Alaksandra Łukaszenki w kanale Puł Pierwogo, przywódca "został niezwłocznie poinformowany o upadku ukraińskiej rakiety na Białorusi".

Władze w Mińsku zdecydowały o wysłaniu na miejsce incydentu zespołu śledczych i przedstawicieli resortu obrony. Białoruś wezwała ukraińskiego ambasadora.

Sytuacja jest podobna do tej, z którą mieliśmy do czynienia całkiem niedawno w Polsce, gdy spadła taka rakieta. Mieszkańcy nie mają żadnych powodów do niepokoju. Takie sytuacje niestety się zdarzają - przekonywał przedstawiciel wojskowej administracji w obwodzie brzeskim.

W listopadzie podobny pocisk spadł w Przewodowie na Lubelszczyźnie na terenie skupu zboża i eksplodował. Zginęli wówczas dwaj mężczyźni.

Do wybuchu doszło w dniu, w którym siły rosyjskie przeprowadziły zakrojony na szeroką skalę atak rakietowy na Ukrainę.

Dziś było podobnie. Rosja zaatakowała Ukrainę przy użyciu pocisków manewrujących, wystrzelonych z bombowców strategicznych i okrętów, a także rakiet wykorzystywanych w systemach S-300. W ocenie doradców prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, Mychajły Podolaka i Ołeksija Arestowycza, wróg zaatakował sąsiedni kraj przy użyciu 100-120 pocisków.

Pomiędzy końcem października i początkiem grudnia odnotowano też dwa podobne incydenty w Mołdawii. Po pierwszym z nich ministerstwo spraw zagranicznych Mołdawii poinformowało, że uznało przedstawiciela rosyjskiej ambasady w Kiszyniowie za persona non grata.

Ukraina chce śledztwa

Ministerstwo obrony Ukrainy jest gotowe przeprowadzić śledztwo w sprawie pocisku, który spadł na Białorusi.

Strona ukraińska jest świadoma desperackich i wytrwałych wysiłków Kremla w celu wciągnięcia Białorusi w agresywną wojnę przeciwko Ukrainie. W związku z tym strona ukraińska nie wyklucza celowej prowokacji ze strony terrorystycznego państwa Rosji, które wytyczyło taką trasę dla swoich pocisków manewrujących, aby sprowokować ich przechwycenie w przestrzeni powietrznej nad terytorium Białorusi - napisano w komunikacie.

Resort zaznacza, że ma prawo bronić swoje niebo. Podkreśla, że konieczne jest dochodzenie z udziałem ekspertów z krajów, "które nie są związane ze wspieranie terrorystycznego państwa Rosji".