"Twoja kariera jest w toalecie" - tak szczerze i bez ogródek na pytanie Elvisa odpowiedział Steve Binder, znany producent programów telewizyjnych. Było to na początku czerwca 1968 roku. Kilka tygodni później w studiach NBC w Los Angeles kręcono program telewizyjny „’68 Comeback Special”, dzięki któremu Król Rock’n’Rolla po latach kręcenia filmów wrócił do koncertów i występów na żywo. Właśnie na ekrany wchodzi dokument pt. „Reinventing Elvis: The ’68 Comeback Special” pokazujący kulisy przełomowego programu telewizyjnego. W środę mija 46. rocznica śmierci Elvis Presleya – muzycznego Idola milionów ludzi na świecie.

REKLAMA

Pomysł programu

To świąteczny program radiowy transmitowany przez tysiące stacji w całym kraju był u zarania tego pomysłu. Jak pisze Mariusz Ogiegło w swojej książce "Elvis. Wszystkie płyty króla 1966-1977", program "Season's Greetings From Elvis" nadany po raz pierwszy 3 grudnia 1967 roku (i po raz kolejny 10 grudnia tego samego roku) okazał się nie tylko olbrzymim sukcesem, ale stał się również dla menadżera artysty Pułkownika Parkera inspiracją do stworzenia specjalnego programu telewizyjnego. "’68 Comeback Special" pierwotnie planowany był jako Christmas Show (Program Świąteczny). Parker wyobrażał sobie, że Elvis wyjdzie na scenę ubrany w biały garnitur, przywita się z widzami, a następnie pośród bajecznie zimowo-świątecznej scenerii zaśpiewa 24 kolędy. Po skończonym występie złoży życzenia, ukłoni się i zejdzie z estrady. Elvisowi wcale nie spodobał się pomysł na kolejny napuszony, sztampowy show. Tego samego zdania byli szefowie NBC. Od największego amerykańskiego piosenkarza oczekiwali czegoś więcej, niż tylko tradycyjnego gwiazdkowego widowiska, które dotąd były specjalnością takich wokalistów jak Andy Williams czy Perry Como. Na szczęście, do wyreżyserowania i wyprodukowania programu NBC zaprosiło producenta Steve’a Bindera (pracował m.in przy głośnym telewizyjnym show Petuli Clark) oraz reżysera Boba Finkela. Podczas spotkania na początku czerwca 1968 roku Steve Binder wraz ze scenarzystami Alanem Blye i Chrisem Bearde przedstawili Elvisowi nowe pomysły i nowy format, które skłoniły go do zmiany zdania. Po latach Priscilla Presley, ówczesna żona gwiazdora, powiedziała w wywiadzie dla serwisu Elvis Promise Land, że "Elvis wrócił do domu tego dnia i oświadczył, że nie dba o to, co Pułkownik chciał dla niego zrobić. On chciał iść z Binderem... I zrobił to! Elvis odetchnął z ulgą, gdy tylko spostrzegł, że nie musi pracować z jakimś nadętym typem reprezentującym starą szkołę".

Realizacja show

W książce Mariusza Ogiegło "Elvis. Wszystkie płyty króla 1966-1977" znajdziemy szczegółowy opis pracy nad realizacją programu.

W tamtym czasie Binder współpracował z producentem płytowym, Bonesem Howe, który pomiędzy 1956 a 1962 rokiem był związany ze studiem Radio Recorders, w którym Elvis dokonał wielu swoich nagrań. Howe poznał Elvisa jak i jego metody pracy. Wiedząc o tym reżyser Bob Finkel, pełniący obowiązki producenta wykonawczego, uznał, że będzie on więc odpowiednią osobą, która zajmie się muzyczną stroną programu. "Obaj (wraz ze Stevem Binderem) czuliśmy, że jeśli stworzymy atmosferę w której Elvis będzie miał poczucie, że współtworzy program - podobnie jak za dawnych czasów, w okresie przed filmami kiedy był organicznie zaangażowany w produkcję własnych płyt - to zrobimy coś wyjątkowego. Ludzie zobaczą prawdziwego Elvisa a nie takiego jakim kreował go Pułkownik" - mówił w jednym z wywiadów Howe. Jednak zarówno zapał Steve'a Bindera i Bonesa Howe'a jak i entuzjazm samego Elvisa tygodniami skutecznie tłamszone były przez Parkera, który do ostatniej chwili starał się przeforsować swoją wizję programu. "Pułkownik od samego początku nalegał by cały program zrobić jako 'Christmas Show. Kiedy zdał sobie sprawę, że ani Elvis ani ja nie zrobimy tego rodzaju show, by zachować twarz, upierał się by co najmniej ostatni utwór był utworem gwiazdkowym" - wyjaśniał Steve Binder. W końcu jednak odpuścił (aczkolwiek zrobił to niechętnie) i przystał na zastąpienie świątecznych piosenek największymi hitami Presleya. Począwszy od tych, które "wstrząsnęły" Ameryką lat pięćdziesiątych, aż po nagrania z jego ostatnich singli.

20 czerwca 1968 roku we wszechstronnym i nowoczesnym jak na ówczesne czasy kalifornijskim studiu Western Recorders zorganizowano sesję nagraniową, której celem było pozyskanie materiału do ścieżki dźwiękowej. Dla Elvisa nie była to jednak jeszcze jedna, rutynowa i podobna do wcześniejszych sesja. Po przekroczeniu progów budynku przeżył bowiem szok. Nie licząc kilku wyjątków Presley zwykł bowiem przy swoich płytach pracować głównie z niewielką, kilkuosobową grupą instrumentalistów. Tym razem jednak w hali nagraniowej oprócz podstawowej sekcji rytmicznej którą tworzyli wytrawni muzycy sesyjni, znani w późniejszym czasie jako The Wrecking Crew czekała na niego blisko trzydziestoosobowa orkiestra stacji NBC i tylko niewiele mniejszy od niej skład solistów i solistek (w tym doskonałe żeńskie trio, The Blossmos) mających zapewnić mu akompaniament wokalny. Elvis wydawał się być prawdziwie przerażony tym co zobaczył. Tylko przytomna interwencja Steve’a Bindera uratowała sytuację. Nagrania rozpoczęto.

Scenariusz programu miał odzwierciedlać prawdziwą drogę jaką Elvis przebył od pierwszych kroków w showbiznesie, aż do osiągnięcia niebywałej popularności, stąd motywem przewodnim widowiska stał się jego niedawny przebój "Guitar Man". Dlatego też włączono do niego utwory i gatunki muzyczne, które były dla niego ważne na jej poszczególnych etapach, w tym jego ukochaną muzykę gospel.

"If I Can Dream"

Najważniejszym punktem całej czerwcowej sesji okazało się zarejestrowanie utworu zamykającego telewizyjny show - ballady "If I Can Dream". W wywiadzie dla serwisu www.elvispromisedland.pl Binder wspominał: "Ignorując żądania Pułkownika (by choć na koniec programu Elvis zaśpiewał gwiazdkową piosenkę) poprosiłem Earla Browna, naszego kierownika chóru oraz Billy'ego Goldenberga - dyrektora muzycznego i aranżera o napisanie prywatnej piosenki dla Elvisa, takiej, którą mógłby on zamknąć swój show i wyrazić w niej zarówno to co czuł po śmierci Roberta Kennedy'ego i Martina Luthera Kinga, lecz również takiej, w której zawarte byłyby nasze osobiste rozmowy jakie odbywałem z Elvisem codziennie w ciągu tych kilku tygodni. Earl Brown wystarał się o tą piosenkę sam. Zagraliśmy ją dla Elvisa a ten powiedział, że zaśpiewa ją pomimo sprzeciwu Pułkownika".

"Pułkownik Parker powiedział, że 'If I Can Dream' nie jest piosenką w stylu Elvisa" - wspominał z kolei sam Presley. "Człowieku, musiałem tego spróbować" - dodał artysta. Był tak zachwycony przedstawioną kompozycją, że osobiście poprosił autora o jej kilkukrotną prezentację. Nigdy wcześniej nie stanął bowiem przed szansą zaśpiewania utworu z tak dobrym tekstem z tak silnym przesłaniem. Stając przed mikrofonem w studiu Western Recorders, 23 czerwca 1968 roku (tego dnia po pięciu krótkich podejściach nagrano piosenkę), pierwszy raz w swojej karierze otrzymał możliwość publicznego zaapelowania o pokój, miłość i lepszą przyszłość. "Jeśli mogę marzyć o lepszej ziemi, gdzie wszyscy moi bracia są razem" - śpiewał z zaraźliwą pasją i zaangażowaniem. Podobne emocje włożył do swojego wykonania tydzień później, 30 czerwca 1968 roku, kiedy kręcił imponującą i szalenie emocjonalną scenę finałową programu.

Stojąc przed kamerami telewizji NBC, ubrany w idealnie skrojony biały garnitur, którego kolor doskonale podkreślał wartości podnoszone w tekście utworu, takie jak nowy początek, pokój czy pojednanie, śpiewał "If I Can Dream" na tle kilkumetrowego, rozbłyskującego setkami czerwonych lampek, napisu "ELVIS". I niczego więcej, bez jakichkolwiek dodatkowych elementów scenografii. Wszystko po to, by skupić uwagę widza na przesłaniu zawartym w piosence. "Jesteśmy uwięzieni w świecie dręczonym bólem. Lecz tak długo jak człowiek ma siłę, by marzyć może odkupić swą duszę i odlecieć" - śpiewał. Po zakończeniu utworu, zamiast długich świątecznych życzeń, wciąż lekko zdyszany Elvis rzucił krótko - "Dziękuję. Dobranoc". To krótkie pożegnanie w połączeniu ze szczerym, pełnym dramaturgii wykonaniem "If I Can Dream" przyniosło o wiele bardziej autentyczny efekt, niż nawet najpiękniejsza świąteczna piosenka zaśpiewana w otoczeniu bajkowej gwiazdkowej scenerii.

Czarna skóra Elvisa

Po zakończonych nagraniach w studiu Western Recorders prace nad programem przeniosły się do studiów telewizyjnych NBC w Burbank w Kalifornii. Sam Elvis tak bardzo zaangażował się w proces powstawania widowiska, że na czas zdjęć zamieszkał nawet w należącej niegdyś do Deana Martina garderobie usytuowanej w pobliżu Sceny 4. Presley pracował bez wytchnienia całymi długimi godzinami wiedząc, jak wiele zależy od tego programu. Na szali była cała jego dotychczasowa kariera i jej przyszłość.

Jednym z pomysłów producentów show było stworzenia dodatkowego segmentu, w którym Elvis miałby wystąpić na scenie w towarzystwie swoich starych partnerów z wczesnego etapu kariery kiedy grali jako "The Blue Moon Boys", gitarzysty Scottyego Moora i perkusisty D.Ja Fontany. Basista Bill Black zmarł dwa lata wcześniej. Tak więc, do Los Angeles sprowadzono członków pierwszego zespołu Elvisa, z którymi zaraz po przyjeździe rozpoczął intensywne próby. Zarówno Presley jak i instrumentaliści z sentymentem wracali do pierwszych nagranych w SUN Studio przebojów takich jak "That’s All Right", "Blue Moon Of Kentucky", "Blue Moon", "When It Rains It Really Pours" czy pochodzącego z tamtego okresu "Tiger Man". "Przez cały tydzień, który tam spędziliśmy robiliśmy próby nocami, jeżeli można to nazwać próbami. Sprowadzało się to do tego, że siadaliśmy z gitarami w garderobie i zaczynaliśmy gadać. Jak za starych czasów. Najpierw ktoś opowiadał jakąś historyjkę a potem graliśmy kilka kawałków" - wspominał Moore.

Pierwszy z dwóch występów, określanych dzisiaj mianem "sit down show", nakręcono w czwartkowy wieczór, 27 czerwca 1968 roku. Koncert będący swobodnym odwzorowaniem prób rozpoczął się punktualnie o godzinie 18:00 przy udziale niewielkiej grupy wielbicieli stłoczonej wokół sceny, na której siedzieli wokół siebie Elvis ubrany w czarny dopasowany skórzany kostium (projekt Billa Bellewa), Scotty Moore, D.J. Fontana (który zamiast na tradycyjnym zestawie perkusyjnym wybijał rytm na futerale od gitary) oraz Charlie Hodge i Alan Fortas, przyjaciele artysty i członkowie tzw. Mafii Elvisa. W takich okolicznościach Elvis wracał do koncertowej działalności po blisko siedmiu latach! "Bardzo się tym denerwował. Miał za sobą wiele lat kręcenia filmów, podczas których nie występował na scenie. Nie dawał koncertów przez blisko dziesięć lat, więc wiesz... Gdy ludzie pytają mnie, czy się denerwował mogę jedynie odpowiedzieć... tak, bardzo się denerwował, gdy miał to zrobić pierwszy raz po tych wszystkich latach. To była jego prawdziwa szansa. Mógł odnieść sukces lub nie. [...] W rzeczywistości był tak zdenerwowany tej nocy, wiesz, kiedy miał pojawić się na żywo przed publicznością, że chciał się wycofać bo nie mógł sobie przypomnieć historii, piosenek. Uspokoił go dopiero Steve Binder, który był reżyserem tego programu. To piękna historia, ponieważ Elvis wyszedł na scenę, wziął do ręki gitarę, rozejrzał się po widowni a muzyka niemal natychmiast do niego wróciła" - wspominała jego była żona, Priscilla, która również tego dnia siedziała na widowni.

Presley otworzył swój pierwszy od lat koncert przed żywą widownią kompozycją "That's All Right Mama" - tą samą, którą czternaście lat wcześniej wstrząsnął Ameryką i zapoczątkował muzyczną rewolucję. Tuż po niej zaprezentował natomiast swój pierwszy poważny ogólnoświatowy przebój, "Heartbreak Hotel". Początkowo lekko spięty, jakby niepewny tego jak potoczą się kolejne minuty show, z każdym kolejnym utworem zdawał się odzyskiwać dawną energię i pewność siebie. Z charakterystycznym dla siebie wdziękiem snuł wspomnienia, przekomarzał się z muzykami i droczył z publicznością. Tej swobodnej atmosferze towarzyszył przekrój jego najważniejszych utworów, które włączył do swojego repertuaru w ostatniej dekadzie. Wszystkie zagrane i zaśpiewane w surowych, akustycznych aranżacjach, bez dodatkowych sekcji instrumentalnych i ozdobników. Jedyną piosenką, która odbiegała od reszty była sentymentalna ballada "Memories" (zarejestrowana podczas czerwcowej sesji w studiu Western Recorders) Scotta 'Mac' Davisa, którą Elvis wykonał na zakończenie występu siedząc na brzegu sceny w otoczeniu żeńskiej części widowni. Dwie godziny później, około godziny dwudziestej wieczorem koncert, który z powodu jego formuły z czasem zaczęto określać mianem pierwszego w historii występu unplugged (spopularyzowanego w późniejszych latach przez stację muzyczną MTV), powtórzono. Tym razem Elvis stanął już przed swoją publicznością o wiele bardziej rozluźniony i gotowy dać z siebie jeszcze więcej niż podczas poprzedniego występu.

Oba koncerty zakończyły się sukcesem i przyniosły realizatorom szalenie istotną część ich programu. Niemal tak ważną, jak dwa kolejne występy, które NBC sfilmowała 29 czerwca 1968 roku. Tym razem, z uwagi na ich formę - bardziej zbliżoną do tradycyjnych koncertów, określane mianem "stand up show". W ich trakcie Elvis raz jeszcze pokazał się na scenie w czarnym skórzanym kostiumie i raz jeszcze wykonał całą gamę swoich największych hitów zaaranżowanych na nowo, zgodnie z obowiązującymi wówczas w muzyce trendami. Od "Heartbreak Hotel" począwszy, a na "Blue Suede Shoes", "Can't Help Falling In Love" i "Baby What You Want Me To Do" skończywszy. Tym razem zamiast członków jego zespołu akompaniowała mu rozbudowana grupa muzyków z formacji The Wrecking Crew oraz kilkuosobowa orkiestra pod dyrekcją Billy'ego Goldenberga. Akompaniament wokalny zapewniło mu natomiast żeńskie trio The Blossoms.

Zdjęcia do programu telewizji NBC zakończyły się 30 czerwca 1968 roku. Z Los Angeles Elvis udał się do swojej rezydencji w Palm Springs by odpocząć i złapać oddech przed rozpoczęciem zdjęć do jednego ze swoich ostatnich filmów, mrocznego westernu "Charro!".

"’68 Comeback Special" Show

Wyemitowany 8 grudnia 1968 roku program stacji NBC, podobnie jak promujący go singiel z nagraniem "If I Can Dream" stał się jednym z największych muzycznych wydarzeń całego 1968 roku, ściągnął przed telewizory 42 proc. Amerykanów i miał najwyższą oglądalność w całym 1968 roku. Bezlitośnie obnażył jednak prawdę, w którą nikt nie chciał uwierzyć od kilku lat - Elvis Presley potrzebował zmian. Jego kariera potrzebowała zmian. I w końcu jego publiczność potrzebowała zmian. Przeciwstawiając się Pułkownikowi Parkerowi i forsując pomimo wszelkich trudności własną wizję programu, reżyser Steve Binder odniósł olbrzymi zawodowy a patrząc z perspektywy czasu, także i historyczny sukces. Niestety, równocześnie stał się ofiarą mściwego Pułkownika. Menedżer Elvisa nie lubił osób, które w jakikolwiek sposób się mu sprzeciwiały i podważały jego zdanie. Z tego też powodu, pomimo iż działania Bindera okazały się zbawienne dla dalszej kariery jego klienta, nie mógł on już liczyć na dalszą współpracę z Presleyem. Kiedy kilka lat temu Mariusz Ogiegło, autor blogu www.elvispromisedland.pl, zapytał go o to, czy kiedykolwiek rozmawiał z Elvisem po premierze słynnego telewizyjnego show, odparł krótko: "Nie. Pułkownik zrobił ze mnie persona non grata i nie chciał, by Elvis nie kontaktował się ze mną nigdy więcej".

Relacje Pułkownika i Presleya są świetnie przedstawione w filmie Baza Luhrmanna pt. "Elvis" z 2022 roku.

46. rocznica śmierci Elvisa Presleya

Każdego roku w dniu 16 sierpnia miliony fanów Presleya na całym świecie obchodzą rocznicę jego przedwczesnej śmierci. Zmarł w wieku 42 lat. Najważniejsze obchody mają zawsze miejsce w Memphis, na terenie kompleksu wystawienniczego Graceland Experience, otwartego 6 lat temu z okazji okrągłej 40. rocznicy śmierci artysty.

Obchodzony w tym roku w Memphis "Elvis week 2023" jest głównie poświęcony okrągłej 50. rocznicy słynnego koncertu "Aloha from Hawaii", 55.rocznicy "’68 Comeback Special" oraz wspomnieniu zmarłej na początku tego roku Lisie Marie Presley, jedynej córce Elvisa Presleya.

Tego dnia jak zwykle fani na całym świecie spotykają się i wspominają swojego Idola. Członkowie jednego z najstarszych fanclubów w Polsce "Elvis w Krakowie" spotykają się przy jego pomniku usytuowanym przy jedynej w Polsce Alei Elvisa Presleya, zaś turyści mogą odwiedzić jedyną w Polsce gwiazdę Elvisa Presley’a umieszczoną na Bulwarach Czerwieńskiego w Krakowie, tuż obok słynnego Smoka Wawelskiego.

Artykuł powstał we współpracy z serwisem Elvis Promis Land.